-
Postów
5174 -
Dołączył
-
Ostatnia wizyta
-
Wygrane w rankingu
3
Treść opublikowana przez und3r
-
Jak krótko po premierze wieszczyłem pobicie Powrotu Króla napisałem też, że Titanic jest raczej poza zasięgiem. Tymczasem, po miesiącu czasu: Przy czym: Fastest to $100 million 24 Fastest to $150 million 18 Fastest to $200 million 10 Fastest to $250 million 6 Fastest to $300 million 3 Fastest to $350 million 2 Fastest to $400 million 2 Fastest to $450 million 2 Fastest to $500 million 1 (tylko 3 filmy przekroczyły barierę 500 mln na rynku USA) Porównanie z Titaniciem na wykresie: http://farm3.static.flickr.com/2687/430108...6eb6b8bde_b.jpg To jest niesamowite co się wyprawia w dobie piractwa. Nie widać nawet, aby wykres Avatara się załamywał: http://www.the-numbers.com/interactive/comp-Avatar.php Przy tej tendencji prawie pewne jest 2,5 mld wpływów ze świata, a jak Cameron zdecyduje się wpuścić do kin jakąś "extended version" czy dir cut to i 3 mld (!) jest w zasięgu. Nie chciałbym się teraz znaleźć w skórze ludzi z Paramount Pictures ;)
-
Ależ moje usługi nie są skierowane tylko do ludzi z grubą kasą. ...nie są też uwarunkowane analfabetyzmem finansowym Klienta, czasami wystarczy jego brak czasu/chęci ogarniania tematu. Kiedyś umowy były tak konstruowane, jednak jakiś czas temu od tego odeszliśmy. Zresztą nawet jak podobny zapis obowiązywał, to i tak był praktycznie martwy, bo nie ścigaliśmy za to. Obecnie można zgodnie z umową zrobić u nas wszystkie szkolenia i przejść do konkurencji. I ludzie rzeczywiście z tego korzystają, bo wolą siedzieć w placówce (brak potrzeby pozyskiwania Klientów, sami z ulicy wchodzą) i zarabiać ciut więcej na jednej umowie (poza tym dochodzi brak konieczności zwracania prowizji w przypadku lapsa, brak rezerwy STORNO i takie tam), zamiast mieć nieograniczoną drogę awansu w przyszłości. Reasumując więc - nowy pracownik nie jest wiązany umową anty-konkurencyjną. Są natomiast kary umowne za działania wbrew interesowi firmy, typu przechodzisz np. do innego doradztwa, ale operujesz na bazie Klientów pozyskanych w E. Albo podbierasz pracowników. Ja np. mam karę umowną do miliona złotych, jakbym np. uznał, że moje biuro od jutra robi dla Expandera ;)
-
Gdybyś mnie lepiej poznał (nawet nie osobiście, wystarczy, że przejrzysz więcej moich wypowiedzi) to wiedziałbyś, że nigdy nie jestem arogancki bez powodu. Odpowiadam tak, jak zasługuje na to mój interlokutor. Dlatego jeśli moje posty są czasem bezczelne, to przeprosić mogę najwyżej osoby trzecie (jeśli się obraziły ;) ), ale nie użytkownika, do którego się bezpośrednio zwracałem. Uwierz, że nie mam żadnego celu w "koloryzowaniu" moich wypowiedzi. Składają się na nie albo moje prywatne poglądy, albo czyste fakty. Oczywiście zdaję sobie sprawę, jakie reakcje wywołują moje przekonania w zetknięciu z typową dla naszego kraju mentalnością, ale nie zamierzam przez to pisać mniej dosadnie. To nie jest do końca tak, że "większość tego nie pojmuje". Większość właśnie doskonale to wie, ale nie jest w stanie stłumić uczucia rozgoryczenia tym faktem. Jest to swoista reakcja obronna ego. Ma to nawet swoje uwarunkowania genetyczne - to przecież samiec zawsze był odpowiedzialny za zapewnienie bytu rodzinie, a w gospodarce wolnorynkowej byt ów stał się praktycznie tożsamy z grubością portfela. Kiedy natomiast godziwy byt rodziny nie stanowi już problemu, swoboda majątkowa umożliwia realizację na płaszczyznach, paradoksalnie, niematerialnych. A ponieważ możliwość doświadczania tego świata jest moim zdaniem największym darem jaki mógł mnie spotkać, zamierzam przeżyć tak wiele, na ile pozwoli mi moje krótkie życie, czyli m.in. zobaczyć Ziemię z orbity (sir R. Branson powinien mi w tym pomóc w ciągu najbliższych 4-5 lat), zjeździć ją po wzdłuż i wszerz, dowiedzieć się jak najwięcej i przede wszystkim, zapewnić moim potomkom jak najlepszy start, by mogły doświadczyć jeszcze więcej niż ja. Czy mogę to osiągnąć bez pieniędzy? Nie. Czy więc moim życiowym celem jest posiadanie dużej ilości gotówki? Wręcz przeciwnie - moim celem jest jej wydanie. A jeśli mogę pomóc innym ludziom zaoszczędzić, drogą planowania finansowego, środki pozwalające im również zobaczyć trochę świata, to czemu miałbym sam na tym nie zarobić? Ustalmy coś może, raz jeszcze. To nie ja pierwszy w tym topicu podałem nazwę firmy i nie ja pierwszy wspomniałem choćby słowem o jej właścicielu. Personalia założyciela firmy dla jakiej pracuję (a raczej - "z jaką współpracuję") padły jako żałosna w swej głupocie (a głupotę tępię) próba zdeprecjonowania mnie i mojego zawodu, powodowana tym, o czym napisałem wyżej. Mogłem to zignorować, ale nie odebrałbym sobie przyjemności krótkiej (jak zwykle w takich przypadkach) "wymiany" (cudzysłów niezbędny, ze względu na częstą jednostronność) argumentów. Dementuję, Filip nie zaczynał od plantacji konopi. (Nie mogłem się powstrzymać :lol: .)
-
Oj, chyba przeceniasz polskie społeczeństwo. To, że mamy absurdalnie wysoki procent ludzi posiadających lub ubiegających się o wyższe wykształcenie nie oznacza wcale, że są oni odpowiedzialni i rozsądni. A tekst o podstawowych zasadach ekonomii i matematyki mnie rozłożył - otwórz oczy, większość Polaków to finansowi analfabeci, nie dorośli jeszcze do życia w warunkach gospodarki wolnorynkowej. Mentalność rodem z socjalizmu zakorzeniona jest nawet u osób, które socjalizm znają tylko z opowieści rodziców. Tutaj nie wystarczy "tylko pomyśleć", trzeba jeszcze wiedzieć o czym ;) Teoretycznie mylisz doradcę z agentem ubezpieczeniowym, praktycznie jednak - z decydowanej większości przypadków będziesz miał rację. Jest jeszcze wiele na rynku do zrobienia w tej materii. W każdym razie, staramy się to zmienić. Ja i moi koledzy po fachu jesteśmy zawsze bardzo otwarci na konfrontacje. Sceny tego typu rzeczywiście są śmieszne, bo nie jest łatwo się opanować, kiedy np. kierownik filii ING nie potrafi odpowiedzieć na podstawowe pytania o jego własny produkt. Jak Klient chce skonfrontować opinie (rzadko się to zdarza, o dziwo) to chętnie pojadę z nim do siedziby firmy gdzie ma założony dany produkt i dam tam komuś szansę wypowiedzenia się. Oczywiście przebieg takiego spotkania jest praktycznie zawsze taki sam, bo przedstawiciel danej instytucji zna ofertę tej instytucji i nie ma pojęcia o aktualnej ofercie konkurencji. Z kolei jak chcę oszczędzić Klientowi czasu to proszę, aby umówił takie spotkanie ze swoim dotychczasowym doradcą/"doradcą" u siebie w domu i wiesz co się wtedy dzieje? Zawsze coś takiemu człowiekowi wypada w ostatniej chwili ;)
-
Nie zdarzyło mi się. Ciężko mi tutaj pokusić się o ocenę całości rynku, ale w moim przypadku wiek tylko pomaga. Ludzie zwykli myśleć schematami, a z tych obraz kogoś takiego jak ja dość mocno się wyłamuje. Przykładowe "boksy" mentalne w naszym społeczeństwie to: student dzienny->dopiero się uczy, raczej klepie biedę; dwudziestoletni gość z kasą->ma bogatych rodziców, sam zapewne nic sobą nie reprezentuje; dwudziestolatek i wiedza->no way, co taki dzieciak może o życiu wiedzieć... Tymczasem po kilkugodzinnej rozmowie zazwyczaj słyszę coś w stylu "podziwiam Pana, mieć taką wiedzę w Pana wieku, mogę zapytać, jakie Pan ma wykształcenie? Ach, dopiero Pan studiuje, mój syn nawet nie myśli o pracy na studiach...". Na pewno wielce pomocny w kontakcie z Klientem jest fakt, że moja wiedza jest bardzo przekrojowa - "liznąłem" w życiu sporo fachowej literatury z masy dziedzin, ekonomia i finanse to raptem margines moich zainteresowań. Dzięki temu mogę nawiązać łatwy dialog z przedstawicielami prawie każdej branży. Staram się nie zadawać głupich pytań, poznać drugą osobę oraz to co robi. W dłuższej perspektywie czasowej, poznając przedstawicieli coraz to nowych zawodów oraz sfer społecznych można pomagać ludziom nie tylko optymalizując im umowy finansowe, jeśli rozumiesz co mam na myśli. Jest w tym co napisałeś oczywiście dużo racji, jednak nie zawsze jest to takie proste. Pamiętaj, że analitycy nie rozmawiają z Klientem, czysto ekonomiczne podejście do sprawy nie zawsze się sprawdza. Mało tego, czasem sam Klient błędnie ocenia swoje potrzeby. Praca taka jak moja jest bardzo odpowiedzialna (można wręcz zaryzykować stwierdzenie, że zależy od niej życie innych ludzi - osobiście stosuję często różne analogie do zawodu lekarza, którego terapia bywa krótka i bezbolesna, ale nieraz też długa i wymagająca wyrzeczeń), nie można np. pozwolić człowiekowi wziąć kredytu z ratą domykającą budżet domowy na zero, gdyż ten chce "spłacić go jak najszybciej". Nie zawsze ludzie to rozumieją, zwykle pojawia się argumentacja typu "przecież im dłuższy mam okres spłaty tym więcej zapłacę odsetek" i tłumacząc Klientom podstawowe zależności bywam posądzany o "naciąganie ich na większe koszta". Trochę z tym tak jak z oszczędzaniem na, no nie wiem, oponach - "dlaczego mam je wymieniać, przecież jeszcze nie pękły" ;) . Albo na jedzeniu przeterminowanej żywności :lol: . Zdarzają się też ludzie chcący oszczędzać np. 1000 pln (mówię tu o oszczędzaniu z użyciem wieloletniej polisy, czyli nałożeniu na siebie stałego zobowiązania) przy zarobkach 5000, bo "teraz spokojnie im tyle zostaje" i nie widzą problemu z tym, że sami mówili o planach powiększenia rodziny etc. To ja muszę to wziąć pod uwagę, bo jak za parę lat pojawią się dzieci i ten 1000 złotych okażę się niemożliwą do odłożenia kwotą, to tacy ludzie nie będą pamiętali, że sami chcieli tyle odkładać, tylko że ja im sprzedałem coś na co nie było ich stać. Tak jak dobry lekarz nigdy nie przepisze recepty bez uprzedniego, dokładnego przebadania pacjenta, tak dobry doradca nie doradzi czegokolwiek bez wzięcia pod uwagę wszystkich niezbędnych zmiennych. Schlebiasz mi ;) Tego nie rozumiem. Co najwyżej firma, w której obecnie pracujesz, może na to "nie pozwalać". Ale zawód? Nie da się założyć w Twoim zawodzie przedsiębiorstwa? Albo zrobić parę dodatkowych szkoleń/certyfikatów i wynegocjować lepsze wynagrodzenie? Nie masz przypadkiem wykształcenia technicznego, inż. przed nazwiskiem? Przecież pięciocyfrowe stawki powinny być spokojnie osiągalne z czasem. Oczywiście tutaj znowu pojawia się kwestia "co jestem w stanie dać w zamian", ale to już dłuższy temat... Sorry slavOK, ale to jest właśnie to "zniewolenie", o którym MaSell pisze. O ile nic się ostatnio nie zmieniło, to żyjemy w kraju, po którym można swobodnie podróżować. Mało tego, można się przenieść do innego kraju, gdzie robiąc dokładnie to samo co na Lubelszczyźnie taka osoba zarobi 5x tyle. Że nie każdy język zna? Znam takich, co podstaw nauczyli się w samolocie/autokarze. Że potrzeba odwagi, by sięgnąć po więcej? Ano tak. Niewola może i brzmi dosadnie, ale jak w takim razie nazwiesz sprzedawanie 1/2 swojego życia (8 godzin dziennie przy założeniu, że 8 godzin człowiek śpi) komuś innemu za 1500 pln?
-
Tak właśnie został oskarżony (jazda pod wpływem), ale potrącony miał +/- 2 promile i wg naocznych świadków wpadł pod koła bez żadnego ostrzeżenia, a jak doszedł do siebie to ledwo pamiętał co zaszło. Nie wniósł oskarżeń, Filip wypłacił odszkodowanie i sprawa została zamknięta drogą ugody.
-
Niczego takiego nie oczekuję - dyskusja byłaby wtedy niezwykle nudna. Inna sprawa, że gdyby każdy postrzegał świat tak jak ja to moje plany nie byłyby realne. Całe szczęście wizja Orwella jest jeszcze daleka od spełnienia. Napisałem gdzieś coś podobnego, czy wracamy do prymitywnej demagogii? Dokładnie to robię - ładnie proszę o przykład (jeden wystarczy) jakiegoś konkretnego pytania, które zignorowałem. Naprawdę wydaję Ci się, że jeśli uprzedzisz moją prośbę kąśliwą uwagą to fakt, że coś takiego nie miało miejsca stanie się niezauważalny? :lol: Właśnie rzecz w tym, że zdecydowana większość opinii typu zamożny=nieszczęśliwy jest generalizowaniem oraz bardzo luźną interpretacją czyjegoś grafiku pracy itp. Nie przypominam sobie żadnej wypowiedzi kogoś, dla kogo omawiana osoba była kimś na tyle bliskim, aby można było mówić o pełnej znajomości sytuacji. Tak naprawdę w dyskusji tego typu powinno brać udział również kilka osób z zarobkami stanowiącymi chociaż te 10 średnich krajowych, ale z oczywistych względów takie osoby się tu nie wypowiadają (jest ich po prostu statystycznie bardzo mało). Jeśli nie mamy do czynienia ze zwykłą zbieżnością nicków (mało prawdopodobne imo), to swoimi odczuciami mógłby się podzielić KrisJR, który udziela się też na innym forum na jakim piszę. 3448246[/snapback] und3r ale czy ja gdzies objechalem twojego szefa? Ty nie, ale przejrzyj parę poprzednich stron. Akcja wywołuję reakcję, dlatego nie dziw się, że piszę o kimś kogo znam, kiedy ktoś inny wypisuję bzdury pod jego adresem (że nie szanuje ludzi itp.). Skoro Ty to wiesz i ja to wiem, to chyba cytat nie stanowi problemu? Tylko z ostatniej strony: » Naciśnij aby pokazać/ukryć tekst oznaczony jako spoiler « - "Cytat" + sformułowanie "wyprany mózg" pod moim adresem padło co najmniej 3 razy. Również z Twoich ust (klawiatury). Jeśli to nie jest atak personalny to zdefiniuj, co nim jest. Nic takiego nigdy nie miało miejsca. Naprawdę, nieźle spaczony obraz macie tego jak moja praca wygląda i jak funkcjonuje sama firma, ja natomiast już wyjaśniałem to dostateczną ilość razy ze szczegółami, więc nie będę się powtarzać. Nie posiadam służbowego laptopa. Samochodu też nie (stać mnie na własny). Telefony służbowe moich współpracowników opłacam ja. Zrozum, że E. jest jakby zrzeszeniem wzajemnie pomagających sobie przedsiębiorców. Ja nie pracuję w firmie w normalnym tego słowa znaczeniu, tylko ją współtworzę, stale wypracowując z kolegami nowy know-how. Rzeczy jakie kupuję do biura pozostają moją własnością (komputery, projektory, meble, itp.), samą powierzchnię centrala opłaca przez pierwsze pół roku, potem jest to koszt kierownika danego oddziału. » Naciśnij aby pokazać/ukryć tekst oznaczony jako spoiler « - "Wypadek" Szczerze - pierwsze co mi przyszło do głowy jak zobaczyłem zdjęcie, to: "o, znowu się ktoś rozbija furą Filipa po mieście" (bo z tego co wiem, nowe "GT dwójki" w tym kolorze są w Polsce dwie, więc dodając do tego fakt, że wypadek miał miejsce dosłownie przed główną siedzibą firmy, o pomyłce mowy być nie było ;) ). Musisz wiedzieć, że panuje u nas dość specyficzny klimat (wiadomo, młodzi jesteśmy i głupi ;) ) i samochodami Filipa jeżdżą praktycznie wszyscy bliżsi współpracownicy - jego Ferrari w zeszłym roku rozbijano chyba 3 razy (całe szczęście nikt postronny nie ucierpiał - osobiście nie pochwalam ostrej jazdy nie swoimi samochodami, ale cóż...). Oczywiście nie tylko Filip pożycza auta, jest to po prostu coś naturalnego, biorącego się jeszcze z czasów, kiedy kupienie Porsche czy czegoś podobnego przez młodego kierownika było wielkim wydarzeniem i każdy chciał się przejechać ;) . Jednak czytając dalej zobaczyłem, że wiek się zgadza co do joty, dlatego pierwsze co zrobiłem przed telefonem do źródła to przeczytałem jeszcze parę artykułów w prasie i dowiedziałem się z nich, że potrącona osoba wtargnęła w stanie nietrzeźwym na jezdnię w niedozwolonym miejscu. Znam tę ulicę i całkiem niedawno sam omal tam życia nie straciłem (na trzeźwo), więc potrafię sobie wyobrazić sytuację. Naoczni świadkowie (powołuję się tutaj na komentarze pod jednym z artykułów*) twierdzą, że o ile rzeczywiście kierowca Porsche (tak, to był Filip) przekraczał dozwoloną w tym miejscu prędkość, to pechowy imprezowicz nie dał mu żadnych szans i nawet przy znacznie mniejszej prędkości doszłoby to potrącenia. W każdym razie, artykuł jaki podlinkowałeś nie zdaje szczegółowej relacji z wydarzenia (znajdziesz w necie arty opisujące wszystko szerzej) - mowa jest w nim o ucieczce z miejsca zdarzenia, ale na miejscu została żona Filipa wraz z samochodem i czekała na policję, podczas gdy sam Filip (dokumenty zostawiwszy w samochodzie) stawił się na komendę z prawnikiem i przyznał się do złamania przepisów i potrącenia. Następnie dobrowolnie pokrył koszta leczenia poszkodowanego i wypłacił niemałe odszkodowanie, sam poszkodowany nie wniósł żadnych oskarżeń. *Zresztą przeczytaj choćby czwarty komentarz pod tym artykułem, co sam linkujesz: ~kriss : Dlaczego nie napisali ze ten potrącony był na bani??? Miał ok.2 promili jak się dowiedziełem. W gazetach o tym piszą a tu nic! Koleś sam wepchnął się pod koła (przełaził w niedozwolonym miejscu!) a wiadomo na wysokości hotelu nikt nie jeżdzi 30km/h tym bardziej porshe. Przez takich głupich pieszych ludzie mają potem kłopoty... Mam nadzieję ze wyrok będzie w zawiasach! a uciekł wydaje mi się ze był w szoku bo pozostawił pasażerkę. Aczkolwiek osobiście wydaje mi się, że nie może tu być mowy o "szoku" - imo Filip po prostu nie chciał gadać z policją bez prawnika, żeby nie narobić sobie większych problemów (z racji tego, że nie mówi perfekcyjnie po polsku - 22 lata mieszkał w Niemczech). W każdym razie doceniam, że mój apel o merytoryczną dyskusję odniósł skutek, można na Was liczyć :blink: Ps. A jednak upublicznienie tutaj przez mojego szanownego interlokutora personaliów Filipa miało jakiś pożytek - nie wiedziałem wcześniej o tym wypadku, będzie temat do rozmów jak się wybiorę następnym razem do Poznania :P
-
...natomiast wzorem dojrzałości jest anonimowe objeżdżanie człowieka z imienia i nazwiska (sic!), z którym się w życiu słowa nie zamieniło. Jakoś jak narzekacie na swoich przełożonych to nie podajecie ich personaliów, ciekawe dlaczego? Czyżby zawiść w tym przypadku była aż tak wielka? Gdybyś przeczytał uważnie i ze szczątkowym chociaż zrozumieniem posty z ostatnich dwóch stron to wiedziałbyś, że to nie ja zacząłem pisać o założycielu firmy. Przyzwoitość nakazuję mi jednak reagować na tym podobne wycieczki - gdyby o Twoim kumplu ktoś zaczął pisać anonimowo farmazony to rozumiem, że by Ci to zwisało? A co do przykładu z Kowalskim - chyba 20 lat, ale never mind - możesz objeżdżać dalej :lol: Jak pokażesz mi gdzie coś podobnego pisałem to może odpowiem jaką dostaję premię :lol: Czytałem gdzieś na forum/powiedział mi kuzyn znajomego, że jesteś złodziejem i żerujesz na ludzkiej naiwności, a poza tym cała firma w jakiej pracujesz to homoseksualiści i/lub dziwki. Nie masz też ani jednego prawdziwego kumpla i nikt Cię nie kocha, łącznie z najbliższą rodziną. Oczywiście możesz zaprzeczać, ale ja i tak wiem swoje... Takim właśnie "prawem" rządzą się anonimowe opinie w internecie. Dlatego właśnie jestem gorącym zwolennikiem posługiwania się argumentami w dyskusji - jeśli nie potrafisz sprostać temu prostemu warunkowi to zamilknij i nie ośmieszaj się. To po co wchodzisz do topicu poświęconego zarobkom? Wiesz, że na forum jest taka opcja jak "ignoruj użytkownika", jeśli tylko moje zarobki Cię nie obchodzą? Po co sobie nerwy psuć... No widzisz, jacy jesteśmy podobni? Wpadnij do mojego biura, pogadamy o zarobkach :P Hmm... Jeśli ten topic służy do pielęgnowania typowo polskiego podejścia do życia, czyli narzekania jak to jest źle i nigdy nie będzie lepiej, to już się zamykam. Może niech się jakiś moderator wypowie, albo chociaż sprecyzuje tytuł tematu, bo zdaję się, że zostałem wprowadzony w błąd^^ Ależ wszyscy doskonale zrozumieli, że chodzi Ci o kontrast. Nie każdy jednak musi się zgadzać z Twoim punktem widzenia, kpw?
-
Hę? Niech ktoś to wrzuci w translator jakiś... Może z pół promila grających na giełdzie dorabia się tam "fortun". Bo rozumiem, że pisząc "aukcjach" miałeś na myśli "akcjach" - to jeszcze wykminiłem bez translatora.
-
Olbrzymia. Ponieważ nabywając trzydziestoletnią polisę możesz być po tym okresie czasu 300% do przodu albo 50% do tyłu. I to nawet wtedy, kiedy mówimy o dokładnie tej samej polisie. Są na rynku polisy z dostępem do kilkudziesięciu funduszy i nie leży w kompetencji doradcy zarządzanie nimi. Doradca ma znaleźć najkorzystniejszą polisę pod kątem stosunku cena/jakość i oczywiście potrzeby Klienta.
-
Przecież napisałem wyraźnie, że nie odnosiłem się do części o "bajkach", tylko do "powierzania pieniędzy". Jon. napisał o doradcy, że ten "liczy tylko jaką prowizję dostanie z tego debila który powierzy mu swoje pieniądze" - ja sprostowałem, że powierzać pieniądze to można maklerowi. Nie miało to w założeniu mieć żadnego wydźwięku, po prostu zwracam uwagę, że jon. myli zawody i tyle. Oczywiście mogłem pogrubić i podkreślić frazę do jakiej się odnoszę (to byłoby rzeczywiście "jaśniejsze sformułowanie myśli"), czyli "powierzy pieniądze", ale uznałem to za zbędne w myśl idei propagowania umiejętności czytania ze zrozumieniem w internecie :P EDIT - chociaż jak się nad tym zastanowić, to maklerzy rzeczywiście w roztaczaniu przed klientem bogactwa związanego z grą na giełdzie nie mają sobie równych ;) Rzecz jasna - i tutaj uogólnianie jest błędem.
-
Ale przecież ja się z Tobą zgadzam i rozwijam nawet Twoją tezę na całość rynku :lol:
-
Człowieku ogarnij się - gdzie ja deprecjonuję maklera giełdowego? Zauważenie faktu, że makler tym się różni od doradcy, że temu pierwszemu rzeczywiście Klient powierza pieniądze, jest deprecjonowaniem? Chyba raczej przeciwnie. Ależ ja właśnie cały czas do tego zmierzam - to nie ja mam problem ze zrozumieniem tej prostej zależności. Ja chcę w życiu wiedzieć jak to jest być milionerem i mieć wybór, czy dalej powiększać swoje aktywa czy zacząć żyć z odsetek i mieć 100% czasu dla siebie i rodziny. Odsyłam do mojego wcześniejszego posta, z którego część zacytuję: » Naciśnij aby pokazać/ukryć tekst oznaczony jako spoiler « - "cytat" Nie pisałem o Tobie tylko o statystycznym Kowalskim. Jeśli podświadomie odbierasz to jako atak na swoją osobę to już naprawdę nie jest mój problem. No, czuję się mega rozczarowany, że możesz zapakować d*upe w samochód. Dopiero teraz widzę, jakie moje życie jest bez sensu, chlip. Też lubię po górach chodzić, mam srebrną odznakę turystyczną :P Jak ostatnio byłem na Mazurach (no, w okolicach Mazur) na kilka dni (nie, nie pod namiotem niestety - mieliśmy nawet wannę z hydromasażem w łazience:/) to nie bałem się "wygryzienia przez innego szczurka" (skąd takie nastawienie?), bo w pracy takiej jak moja jest to niemożliwe (brak wyścigu szczurów - jak 10 osób z mojego biura będzie spełniało kryteria awansowe to awans dostaną wszyscy, bo rynek jest jeszcze bardzo chłonny). Jeżdżę na koncerty, chodzę do kina i teatru - tak wiem, jako "burżuj" tak naprawdę nie jestem z tego powodu szczęśliwy, tylko "chwalę się statusem społecznym" (no bo kto normalny chodzi do teatru, kiedy można pójść na piwo?) celem stłumienia goryczy powodowanej przez brak "prawdziwej" rodziny/miłości/przyjaźni. Jest 16:06 - siedzę w domu w piżamie i odpisuję na Twojego posta, zaraz pojadę do biura, ale na jakieś 2-3 godziny. Przez ostatnie miesiące pracuję może z 20 godzin tygodniowo, bo jestem już na etapie, gdzie dużo obowiązków mam możliwość rozłożyć na swój team. Jak chcę wziąć urlop to nie muszę go nawet brać, bo jestem na działalności i sam go sobie daję, jak chcę. "Szefostwo" wkurzam nieustannie swoim lenistwem, ale w mojej pracy liczą się wyniki, a nie siedzenie na d*upie 8 godzin za biurkiem. Dobrze dziadku. Absolutnie nie mam na co narzekać w tej kwestii. Z drugą połówką jesteśmy od 4 lat, pracuję od 2, wcześniej okazjonalnie handlowałem na Allegro i nie zarabiałem dużo. Winszuję Twej błyskotliwości - dobrze, że nas poinformowałeś, że tylko 5% ludzi robi "wielką karierę", a reszta nie. Przez chwilę myślałem nawet, że jest odwrotnie. (Sorry za sarkazm.) Ależ takie teksty były, przeczytaj topic w całości. Jakiś rok temu masa osób pisała mi, że zaraz wylecę z pracy do skończą mi się polecenia, a kierownikiem nikt mi zostać nie pozwoli :lol: . Niestety dla wielu Polaków to zdanie zawiera w sobie niemalże antytezę. W Polsce funkcjonuję nawet specjalne słowo: "prywaciarz", mające mocno pejoratywny wydźwięk. Wzrok masz iście sokoli zatem. Chcesz mi powiedzieć, że pracując na etacie miałbym więcej czasu? Przypominam, że jestem studentem dziennym. I różni się to od przedsiębiorstw działających w innym branżach czym...? Ile znasz jednoosobowych firm z obrotem, dajmy na to, kilkuset milionów rocznie? To tak jak ja, tylko mało jest osób, które podziela moje hobby ;) . Inna sprawa, że mam wiele różnych hobby.
-
Szlag by to, jak na złość zapomniałem znowu, że jedno wyklucza drugie. Szczerze mówiąc, przeraża mnie Wasze podejście - spora część osób tutaj cały czas stara się udowodnić, że skoro ktoś jest dobrze usytuowany majątkowo to niejako z automatu 1) nie ma rodziny (ew. "prawdziwej" rodziny), 2) nie ma w ogóle życia osobistego ("ma dwa fajne samochody ale co z tego, skoro jeździ nimi tylko do pracy" - tak, bo statystyczny Kowalski jeździ swoim tanim acz "posiadanym przez szczęśliwego człowieka" autem na cotygodniowe pikniki na łonie natury itp.), 3) "tak naprawdę" (przy czym to Wy wiecie, co taki człowiek "naprawdę" czuje) jest nieszczęśliwy. Zieeeeeew. Co takiego dobrze podsumował? Nic takiego nie napisałem. "Bajkopisarstwo" to pojęcie niewarte komentowania. W swojej wypowiedzi odnosiłem się do "powierzania pieniędzy" - nie sądziłem, że muszę to pogrubiać, aby zostać właściwie zrozumianym. Doradca nie dotyka się pieniędzy klienta, tylko optymalizuje umowy i ogólnie rzecz ujmując, budżet domowy; pomaga sprecyzować plany finansowe; przekazuje wiedzę o rynku.
-
Musiałbym mieć chyba z 10 miliardów rocznie, żeby nie wiedzieć na co spożytkować zarobione pieniądze. Zresztą wychodzę za założenia, że ciężka praca potrafi ustawić nie tylko moje życie, ale też kilku pokoleń mojej rodziny - wolę odchodzić z tego świata ze świadomością, że moim bliskim będzie się lepiej żyło, zamiast wiedzieć, że będę tylko generował niewygodne dla nikogo koszty pochówku ;) Doradcą, nie doradzcą. Poza tym nie wiesz na czym ta praca polega, mylisz z maklerem giełdowym.
-
Tak, jeśli ma umowę o pracę ;) U nas prawie wszyscy wykonują albo własną działalność, albo są studentami pracującymi na umowę zlecenie na czas nieokreślony. Podstawowej pensji po prostu nie ma. Czyli pracownik, który nic nie robi, po prostu nie zarabia, ale kosztów nie generuje.
-
Co to ma za znaczenie? Mieli inny pomysł na życie, nie dali rady, kot im zdechł - jaka różnica? Klasyczna demagogia. Nie wiem o nim wszystkiego, ale znacznie więcej niż Ty. I po prostu osobiście mnie denerwuje jak piszesz, że gość nie pracował ciężko, bo pracował ciężej niż jestem sobie w stanie wyobrazić, szczerze mówiąc. Zresztą dalej zap***rza nieźle, wcale nie jest lekko. Po prostu jest szczery, osiągnął wszystko ciężką pracą i daje szansę osiągnąć to samo innym. I to ma być argument? Generować zyski zawsze może zacząć. No widzisz, mylisz fakty. W zeszłym roku zmieniły się zasady rozliczenia STORNO. Ty pracowałeś pewnie jeszcze częściowo na starych, czyli wypłatę dostawałeś w proporcji 80-20. Teraz jest 70-20-10. A działalność gospodarcza nie ma ze STORNO żadnego związku - przysługuje Ci to tak czy inaczej, dlatego właśnie nikt z Tobą nie rozwiązuje na siłę umowy - tylko dla Twojego dobra. Ależ działa. Owszem, będzie działało coraz lepiej, ale już teraz BOK robi naprawdę dużo. Czytałem uważnie i szczerze mówiąc współczuję Ci, że prezentując firmę Klientowi robiłeś to ze świadomością, że znaczna część tego co mówisz to bajeczki. I tak prawie rok? Doprawdy, ja nigdy nie okłamałbym świadomie Klienta. Dziwi mnie, że zamiast się dowiedzieć jak to dokładnie jest z tym BOKiem, wolałeś myśleć, że to bujda :lol: Nie. Najlepsza nauka to nauka przez praktykę. Pragmatyzm jest kluczem, mój młody padawanie. Wskaż mi, gdzie ja napisałem, że Ty napisałeś jakoby OF był najlepszą grupą doradczą :P . Napisałem, że z Twojej wypowiedzi wynika, jakoby była lepszą od E. Pisałeś, że ludzie darzą ją większym zaufaniem itp. Są. Nie. To jest nieprawda. Mam Klientów, którym BOK robił kredyt a dopiero potem ja zakładałem inwestycję. Kiedyś było z tym rzeczywiście ciężko, jak w całym BOKu pracowało parę osób. Wtedy rzeczywiście pierwszeństwo mieli starsi Klienci. Coś takiego jak "zapatrzenie" w cokolwiek kłóci się z moją inteligencją. A nawracać nie nawracam, lubię po prostu czasem zmierzyć się z kimś na argumenty ;)
-
Ile razy rozmawiałeś z Filipem w cztery oczy, tak prywatnie? Nie masz o człowieku pojęcia i tyle. Popracowałeś, niech będzie ten rok (chociaż Twoja wiedza o firmie jest zatrważająco mała jak na taki czas pracy), i wydaje Ci się, że wiesz cokolwiek o jej początkach i ciężkiej pracy. F. w pierwszych miesiącach dosłownie nie miał co jeść, a potem jak tylko coś zarobił to od razu pożyczał (współpracownikom, z których większości już w firmie nie ma). Przez lata robił średnio ponad 300km dziennie samochodem. Zresztą nie wiem nawet po co ja to piszę, przecież lepiej sobie wykreować z głowie obraz człowieka opier**lającego umowy bez stresu, może jeszcze zdalnie z Majorki. A fakt, że E. był w początkach swojego istnienia agencją Allianz to inna sprawa - Filip nie miał nigdy milionów na start-up od banku czy innego źródła, wszystko zbudował od zera. Dlaczego pracownik, który nie generuje żadnych kosztów, miałby nie mieć w "normalnej firmie" racji bytu? Ja np. daje wielu ludziom szanse nauczenia się zawodu, nie skreślam od razu, wolę poczekać aż człowiek sam się zdeklaruje. Ja sam się nieźle obijałem przez pierwszy rok pracy, też się nie pojawiałem w biurze tygodniami. W ogóle E. wyrósł na tym, że Filip dawał szansę nawet tym, którzy na to nie zasługiwali. Co to znaczy kierownika struORT: ORT: ORT: ktury? Skoro odszedłeś to jest wielce prawdopodobne, że próbowałeś uzyskać status kierownika oddziału ale się nie udało (nie wnikam w przyczyny). Oczywiście to tylko moje przypuszczenie, jeśli miałeś już prawo do pełnej dyferencji z obrotu biura to sorry, ale wątpię abym się mylił. Oczywiście napisać możesz co chcesz, znam też osobiście jeden przypadek człowieka, który odszedł będąc już kierownikiem, ze względu na studia i rodziców (oba powody ściśle powiązane). Dlatego, żebyś dostał za rok rezerwę STORNO w wysokości 20%? Tylko pamiętaj, że musisz donieść komplet dokumentów jeśli się przeterminowały (zwłaszcza chodzi mi o legitymację studencką). Naprawdę dziwi mnie, że nie wiesz takich rzeczy. A może pracowałeś 7 miesięcy i po prostu zaokrągliłeś do roku, hę? Czyżbyś przypadkiem nie sugerował kilka zdań dalej w swoim poście, że coś takiego jak BOK (DOK) nie istnieje? To nie jest koncepcja E. ( :lol: ), to moja prywatna koncepcja i żadne statystyki nie są mi potrzebne. Wystarczy się rozejrzeć. Jeśli miałbym ją zmienić to tylko proporcje na np. 97/3. Ach, a jednak prawie rok, kto da mniej? Sam jestem klientem E. i BOK kontaktuje się ze mną w każdą rocznicę polisy z pytaniem, czy czegoś nie potrzebuję itp. Jak pracowałeś "prawie rok" to nie dziwne, że nikt z BOKu nie kontaktował się z Twoimi Klientami. BOK kontaktuje się w rocznice polis i wtedy, jak ich o to poprosisz albo w analizie wykażesz taką potrzebę. Jak wpisywałeś na stronie dot. ubezpieczeń dokładne dane co do daty zakończenia np. ub. terminowych jakie posiada Klient to też możesz być pewny, że BOK będzie to zmieniał. To samo tyczy się refinansowania kredytów, jeśli będzie to dla Klienta opłacalne. Znaczy się co, Infolinia też nie istnieje? :lol: Człowieku, numer masz na stronie, zadzwoń jak nie wierzysz :lol: Zaraz napiszesz, że Punktów Obsługi Klienta np. w Złotych Tarasach czy w Andersii w Poznaniu też nie ma. Interesująca koncepcja w odniesieniu do firmy, która zdobywa Klientów tylko drogą polecenia. Z doświadczenia? Nie wiem, nie zaobserwowałem niczego podobnego :lol: . Bywałem u Klientów stale współpracujących z OF czy EX i teraz współpracują ze mną. Zresztą wyprzedzamy te firmy o lata świetlne, spójrz na statystyki sprzedaży albo liczbę oddziałów. W zeszłym roku E. zrobił 60% (!) całego obrotu AXA jeśli chodzi o umowy U. L., przy czym w zeszłym roku znacznie więcej sprzedawaliśmy narzędzi innych firm. Sam sprzedałem jedną umowę AXA przez cały 2009. Nie masz zielonego pojęcia o mojej wiedzy. Nie wiesz jak szkolę swoich współpracowników. A system szkoleniowy E. jako całość przechodzi metamorfozę praktycznie z miesiąca na miesiąc. Niedawno rozmawiałem z Filipem na temat kilku zmian i cały czas wprowadzamy je w życie. Obecnie jest to imo najlepiej przemyślany cykl szkoleniowy w firmach doradczych. Wiedza statystycznego pracownika E. po załóżmy roku jest znacznie większa niż statystycznego pracownika OF po analogicznym okresie (zresztą to logiczne, ponieważ doradca E. musi być polecany, a do doradcy z OF ludzie wchodzą z ulicy, ergo taki człowiek nie musi się za bardzo starać). Zresztą jak możesz pisać, że jeden z wielu kanałów dystrybucji Czarneckiego (Grupy Getin) jest lepszą firmą doradczą? Bo ma reklamę? Teraz i E. stać na reklamę, ale jej nie potrzebujemy, w przeciwieństwie do OF (Getin) czy Ex (GE, chociaż chyba nastąpiły tu jakieś zmiany - przestało mnie to interesować jakiś czas temu). Dlaczego w zeszłym roku Ex zamknął chyba z połowę placówek, skoro Klienci darzą reklamujące się firmy większym zaufaniem? :lol: . My w 2009 otworzyliśmy więcej biur niż Ex w tym momencie ma, bez reklamy. Mimo tego, że jesteśmy największą firmą doradczą i potroiliśmy się zeszłym roku, i tak cały rynek doradztwa zaliczył obsuwę ponad 40%, ciekawe nie? Jakoś inni nie bardzo sobie radzą. Ty nie masz zielonego pojęcia, a człowiek który pracował pewnie z 7 miesięcy ma bardzo nikłe i najwyraźniej również problemy z logicznym myśleniem (albo po prostu nie zna faktów).
-
» Naciśnij aby pokazać/ukryć tekst oznaczony jako spoiler « - "cytat" Ach, czyli pisząc, że "jest trochę prawdy w tym co piszę" miałeś w rzeczywistości na myśli, że prawdą jest praktycznie wszystko. Nice, to się właśnie nazywa demagogia. Według Twojej opinii "80% mojej firmy, włącznie z prezesem" nie szanuje ludzi mniej zarabiających - aż nie chce mi się tego komentować. Pomijając już nawet aspekt moralny, sięgnijmy po zwykłą logikę - byłoby bardzo nierozważne ekonomicznie gdybym nie szanował ludzi, od których zależy moja praca i pensja. A Filipa znam na tyle żeby wiedzieć, że szanuje on ludzi jak mało kto. W ogóle jest to jedna z najbardziej inteligentnych osób z jakimi miałem okazję rozmawiać, z naprawdę twardym kręgosłupem moralnym. Do wszystkiego doszedł bardzo ciężką pracą i osobiście irytuje mnie jak ktoś kto nie ma o człowieku zielonego pojęcia wypisuje anonimowo tym podobne bzdury na forum. Co do wkładu w społeczeństwo - mój jest dokładnie taki, na jaki wskazują moje obecne zarobki, czyli stosunkowo niewielki. Wniosłem już w nie jednak znacznie więcej niż większość moich rówieśników, że tak powiem :P Cały czas pracuję nad tym, aby dać z siebie jak najwięcej, dlatego właśnie tutaj piszę m.in ;) Po pierwsze, jak będziesz kiedyś prowadził firmę to będziesz przyjmował i wyrzucał kogo będziesz chciał. Po drugie, nie pisz o E. jako o całości, ponieważ każde biuro jest w b. dużej mierze autonomiczne i zarządzane na modłę jego kierownika. Są biura, z których wylecieć bardzo łatwo, są takie, których kierownicy dają pracownikom duże luzy. Pytasz, dlaczego kierownik nie wywali kogoś kto przez tydzień się w biurze nie pojawi? Doprawdy, głupie pytanie. Po pierwsze z 2/3 osób w firmie to studenci - niektórzy przez okres sesji nie pojawiają się w pracy i nikogo to nie boli, obrót całej firmy wtedy lekko siada. Po drugie, w tej branży nie pracuje się od ósmej do szesnastej, nie rozumiem więc dlaczego miałbym zwolnić kogoś, kto pojawia się w biurze rzadko ale ma efekty (a jak efektów nie ma, to uwierz mi, że odejdzie sam). Teraz możesz pisać, że byś podziękował, a ja nie zamierzam się sprzeczać, że byłoby inaczej. Życzę Ci po prostu podobnych wyborów i dopiero kiedy przed nimi staniesz (w praktyce, nie w teorii) możesz snuć swoje tezy. Rozgryzłeś mnie, nie mam własnego zdania, powtarzam tylko to co usłyszałem od właściciela firmy w jakiej pracuje o_0 Nie lubię, jak ktoś podważa moją inteligencję w tak mało wysublimowany sposób^^ Nie, to błąd w zarządzaniu*. Inteligentny człowiek uczy się na błędach, dlatego jedyną ważną kwestią jest tutaj to, ile owo biuro liczy osób obecnie, bo przez ostatni rok liczebność całej firmy się potroiła. Problemy takie jak rzekomy brak szacunku kierownika dla pracowników występują w każdej firmie i są zależne wyłącznie od charakteru danej osoby, ale je również podciągnąłbym pod błędy w zarządzaniu (wszak każdemu kierownikowi powinno zależeć na dobrym odbiorze przez podwładnych) - po prostu niektórzy managerowie mają specyficzny styl, albo też eksperymentują z różnymi metodami zarządzania, szukając dopiero swojego stylu (częsty problem w E., gdzie kierownicy mają średnio lekko ponad 20 lat, ergo dopiero uczą się swoich funkcji). *(chyba, że podajesz po prostu liczbę osób na początku oraz po paru tygodniach, wtedy wszystko jest w normie, bo z przyjętych ludzi utrzymuje się zazwyczaj kilkanaście procent) Taaaaa, fajnie wiedzieć, że moje marzenia są produkowane przez firmę, naprawdę, ciekawa koncepcja. Zwłaszcza, że pracuję 2 lata w E, a moje posty w tym topicu są znacznie starsze i cele życiowe wiele mi się nie zmieniły. O tym, że będę milionerem wiedziałem już w wieku może z 12 lat. I tak jak pisałem, zakładam w tym roku dwie firmy, moje dochody za parę lat będą mocno zdywersyfikowane. Napisz mi proszę, jak to jest mieć tak wyprany przez rodzinę/otoczenie mózg, żeby dążenie do sukcesu uznawać za coś negatywnego? Jeśli rozmowa z doradcą jest jałowa to taki doradca nie jest przez Klienta polecany i jego praca kończy się w naturalny sposób po kilku tygodniach, max 2-3 miesiącach. Każdy, kto systemem rekomendacyjnym pracuje rok i więcej musi swoją pracę wykonywać co najmniej dobrze. Nie masz zielonego pojęcia ani o tym co robię dla swoich Klientów, ani o tym co robi dla nich potem firma. Raz pozyskany przeze mnie Klient jest potem stale obsługiwany przez Dział Obsługi Klienta. E. jest jedyną firmą tego typu na polskim rynku nastawioną przede wszystkim na długofalową współprace z Klientem. Na chwilę obecną jeszcze jest dużo do zrobienia w tej materii ale za parę lat wartość dodana dla Klienta ze strony E. będzie nieporównywalna z żadną inną firmą doradztwa finansowego. Nie tak. Właśnie skala ma w moim przykładzie znaczenie dość zasadnicze, kolego jonasie :) . Poza tym, dążę cały czas wyłącznie do tego, że każdy szczęśliwy człowiek powinien mieć możliwość wyboru. Ty miałeś propozycję awansu i wybrałeś na dany moment, aby go nie przyjąć. O to właśnie chodzi w tej całej zabawie zwanej życiem ;) Tak samo każdy kto zarabia te przykładowe 100k czy nawet 10 milionów miesięcznie, ma wybór, aby tego nie robić. Wybór jest dla mnie tożsamy z wolnością, a możliwość tego wyboru dają właśnie pieniądze. Chce w życiu móc wybrać, czy spędzę starość na Hawajach czy w Alpach, w rezydencji z basenem w NZ, w penthousie w Las Vegas, czy w szopie na Mazurach. Zarabiając mało mogę sobie co najwyżej wybrać kolor tapet w mieszkaniu. Inną sprawą jest, że mając $$$ mogę podarować możliwość wyboru innym ludziom, spełniać się na wielu płaszczyznach, również duchowych. Moim zdaniem, dopiero posiadając pełną swobodę majątkową można zmierzyć się z własnym człowieczeństwem - harując na zapewnienie sobie podstawowych potrzeb egzystencjalnych zwyczajnie nie ma na to czasu. Patrz piramida Maslowa.
-
W takim razie muszę się tam przejechać w najbliższym czasie ;) Nie siej demagogii tylko odwołuj się do konkretnych wypowiedzi. Skoro jest w moim poście "trochę prawdy" to napisz co dokładnie jest z prawdą sprzeczne. Bzdura totalna i wielokrotna. Po pierwsze do sukcesu to mi jeszcze bardzo daleko, po drugie pracuję w firmie 2 lata (z czego rok nieźle się obijałem), czyli nie "od samego początku" i wreszcie po trzecie - każdy kto przyjdzie do pracy w tym momencie ma przed sobą dokładnie te same perspektywy, nic się nie zmieniło. Utalentowany i ambitny człowiek zamknie całą ścieżkę kariery (nie licząc biura za granicą czyli International Partner) w 6-7 lat na luzie zaczynając choćby od dzisiaj. I znowu przykład z gruntu błędnego założenia, że skoro ktoś zarabia więcej (powiedzmy 100k) to nie ma rodziny i jest nieszczęśliwy. Powtarzam więc - spróbuj osiągnąć podobny pułap zarobków i jak wtedy uznasz, że stałeś się przez to nieszczęśliwy to po prostu wróć do pensji 10k, a najlepiej weź sobie pół roku urlopu czy rok nawet (na co będziesz mógł sobie pozwolić, wg tego co mówisz) i poświęć ten czas w 100% rodzinie. Bo na ten moment to trochę jak rozmawiać ze ślepym o kolorach. Znam dziesiątki ludzi zarabiających wysokie wielokrotności średniej krajowej i uwierz mi na słowo, że mają oni więcej czasu dla rodziny niż większość społeczeństwa. Inna sprawa, że aby dojść do tego co mają musieli sporo czasu poświęcić, ale osobiście wolę pracować ciężko 5-10 lat żeby potem nie robić nic czego nie chcę, niż poświęcić całe życie pracując na pół gwizdka i g. z tego mieć. A jak piszesz, że "wolałbyś zarabiać 10k" to chciałbym zobaczyć, jak pewnego dnia szef daje Ci podwyżkę do 25 w zamian za trochę większy zakres odpowiedzialności, a Ty mówisz "nie dzięki". A wiesz co jest w tym wszystkim najważniejsze? Że ktoś kto zarabia milion rocznie ma wybór czy będzie dalej tyle zarabiał czy od tej pory będzie żył z odsetek i poświęcał się rodzinie czy czemuś innemu co jest dla niego ważne, a ktoś kto zarabia 2k tego wyboru nie ma i nie ma pojęcia jak to jest zarabiać milion, podczas gdy każdy milioner "od zera" wie jak to jest zarabiać 2k. Powiedz mi więc dlaczego nie spotykamy raczej milionerów decydujących się żyć za 2k czy za 10k, skoro zarabiając powiedzmy 10x razy tyle "tak naprawdę" (zdaniem kogoś kto nigdy takich pieniędzy na oczy nie widział) są nieszczęśliwi? Sam sobie zaprzeczasz. Piszesz, że "wydawał się szczęśliwy", więc zapewne po prostu był szczęśliwy, bo nie masz pojęcia co dawało mu szczęście. Czy każdy w wieku 24 lat musi być w stałym związku??? To jest Twoja definicja szczęścia? Siedzenie w swoim własnym biurze od rana do wieczora jest wyznacznikiem braku szczęścia? A nie przyszło Ci nigdy do głowy, że on po prostu lubił swoją pracę, w której się realizował i dzięki której spełniał marzenia? Mój kolega kierownik czasem nocuje w biurze tydzień i co z tego? Apartament o bardzo wysokim standardzie 140m2, 3 wypas łazienki, sypialnia itp. Oczywiście gdyby zap***ał codziennie 2 godziny w korkach w jedną i drugą to było by lepiej Twoim zdaniem? "Jedyni znajomi to ci z biura"? Człowieku, skąd Ty możesz wiedzieć, ilu znajomych miał Twój kierownik? Spowiadał się przed Tobą? Zresztą w moim przypadku moi współpracownicy oraz przełożeni to również moi koledzy i wolę spędzać czas z nimi na bilardzie, pokerze, gokartach czy po prostu ślizgając się samochodami po parkingach niż łazić na jakieś mocno okazjonalne "spotkania klasowe" czy szwendać się po klubach - to jest mój wybór. A dziewczynę mam od 4 lat i jakoś nie widzę z tym problemu. Nie chcę zabrzmieć arogancko ale pier**li mnie o czym marzy 70% społeczeństwa. Nie zamierzam pisać, że 10k starczy mi na komfortowe życie, bo "większości starcza". Problem jest taki, że większość ludzi nigdy nie zrealizuje swoich marzeń i prędzej czy później dopada ich frustracja, że nie zaryzykowali w pewnym kluczowych momentach i nie podjęli innych wyborów. Słyszałeś o czymś taki jak "kryzys wieku średniego"?
-
Wiesz doskonale o co mi chodzi :P . W Pieninach też można wynająć apartament albo pokój w 4 osoby ;) Można się stołować w najlepszych restauracjach albo w Lidlu :P Dobra wychodzę bo 16 minut temu miałem być w biurze :lol: A napisałbym coś jeszcze :P
-
Hmm... Pocieszasz się, wmawiając sobie, że ludzie zarabiający 60k, 600k czy 6 mln/miesiąc nie mają życia? Otóż mają, zapewniam Cię. I życzę z całego serca abyś wyzbył się kiedyś podobnej, destrukcyjnej mentalności i sięgnął po własne marzenia. W przeciwnym wypadku będziesz wmawiał swoim dzieciom, że zarabianie 2k jest spoko i tak właśnie tworzy się błędne koło. Zarobki na tym świecie (a przynajmniej na jego kapitalistycznej części) uzależnione są ściśle od wkładu jednostki w ogół społeczeństwa. Jeśli chcesz móc pozwolić sobie na dobra nieosiągalne cenowo dla 95% ludzi, musisz dawać z siebie więcej niż 95% z nich (niekoniecznie w ujęciu czasowym, czasem wystarczy wkład intelektualny, artystyczny, emocjonalny czy jeszcze inny). Oczywiście, zdecydowana większość ludzi świadomie rezygnuje z wolności (gdyż pieniądze dają wolność wyboru) zapewnianej przez posiadany kapitał (przy czym największą wolność daje, rzecz jasna, samozatrudnienie) na rzecz iluzorycznych często wartości określanych przez takie osoby jako "brak stresu", "odpowiedzialności", "konieczności podejmowania ryzyka" itp. Szanuję ludzi zarabiających każde pieniądze, choćby to było 1pln/h, bo od zarania dziejów jedni spełniali swoje marzenia, a drudzy pracowali na marzenia tych pierwszych, ale nazywajmy chociaż rzeczy po imieniu - Ty nie wolisz zarabiać 2k (akurat uwierzę, że wolisz spędzać wakacje w Karpaczu niż na Seszelach, jeździć Kią niż Porsche i mieszkać w bloku z wielkiej płyty zamiast w zaprojektowanym dokładnie według Twojego planu domu), Ty godzisz się się zarabiać 2k za cenę braku stresu, odpowiedzialności, a może za pozorną stabilność zatrudnienia, jednocześnie tłumacząc swojemu ego, że tak właśnie jest fajnie, bo Ci co zarabiają 100 razy tyle zapewne nie mają życia. Proponuję Ci zatem sprawdzić kiedyś, jak to jest zarabiać te śmieszne 60k/miech i jak wtedy uznasz, że masz za mało czasu na "życie" to wrócić do egzystowania za 2k. Wtedy Twój wywód będzie miał jakiś sens. Widzisz, ja w tym momencie nie zarabiam dużo bo kilkanaście tysięcy (co w wieku 22 lat i na studiach może robić wrażenie, ale na pewno nie na mnie), ale powziąłem kiedyś postanowienie, że przed dwudziestymi piątymi urodzinami będę otrzymywał przelewy na ponad 50k, co już teraz wydaję mi się małą kwotą (apetyt rośnie w miarę jedzenia, jak mówią), ale zrealizuję to bez problemu, bo tak postanowiłem i to jest mój cel. Przed trzydziestką chciałbym zarabiać ponad 500k (ze zdywersyfikowanych źródeł) i docelowo w życiu ponad milion. Policzyłem sobie, że taki dochód starczy mi na realizację marzeń i tego się będę trzymał. Wiem w jakich zakątkach świata chce mieć domy, wiem jak chcę się pomiędzy nimi przemieszczać, co chcę zobaczyć, co przeżyć, co zrobić dla innych. Tobie też polecam zastanowić się dobrze co chcesz w swoim życiu osiągnąć i po prostu zacząć wykonywać kroki w tym kierunku, a nie #*$*@olić jak to "wolisz zarabiać 2k i mieć życie" (powiedz mi jeszcze co to za życie za 2k), bo jeszcze sam w to uwierzysz, a to będzie imo największa katastrofa^^
-
Zmieniłem tylko tyle, że jakoś w drugim/trzecim kwartale 2009 przestałem już pozyskiwać Klientów (odwiedzam tylko co jakiś czas tych już "pozyskanych") i skupiłem się na otwieraniu swojego biura. Teraz mam kilkunastu zaufanych pracowników, których szkolę, a do końca roku szacuję zespół na jakieś 50-70 osób. Jako kierownik biura walczę teraz o jak najlepszą pozycję przy podziale akcyjnym firmy, który odbędzie się najprawdopodobniej w tym roku. Przy obecnych obrotach przysługuję mi około pół miliona w akcjach (przy czym wartość firmy podwaja się mniej-więcej co rok i nie sądzę aby się coś zmieniło przez najbliższą dekadę, bo otwieramy niedługo dwie spółki-córki o zasięgu ogólnoświatowym), więc zmiana firmy póki co mi nie w głowie. Zresztą uświadomiłem sobie ostatnio, że kiedy równo dwa lata temu zaczynałem pracę mój szef (i obecnie też dobry kolega) miał mniejszy zespół niż ja obecnie, a w tym roku jego zarobki przekroczą już 100k (zresztą 1/3 tego osobiście wrzucam mu do kieszeni ;) ). Modyfikując więc znane porzekadło, nie zmienia się kury znoszącej złote jaja ;) Natomiast jak najbardziej nie ograniczam się tylko do branży doradztwa. Otwieram właśnie dwie firmy (totalnie inne branże) i w tym roku chciałbym też uruchomić niewielką agencję pracy tymczasowej (to na razie luźny projekt). Jak już pisałem w tym topicu na początku jego istnienia, moim celem jest stworzenie konglomeratu o światowym zasięgu i rozpoznawalnej marce. Ależ to jest jak najbardziej wystarczający powód w obecnej sytuacji politycznej :lol:
-
» Naciśnij aby pokazać/ukryć tekst oznaczony jako spoiler « - "cytat" Oho, widzę że w przypadku kolegi edukowanie innych kierowców nie kończy się na hamowaniu na lewym. Wczorajsza lekcja - jak oszczędzić 2 tyś na oponach i nikogo nie zabić. Sorry ale jak nie masz na zimówki nawet w takich warunkach to po prostu nie stać Cię na utrzymanie samochodu, ergo powinieneś zastanowić się nad sezonowym korzystaniem z usług komunikacji miejskiej czy PKP. Dla dobra swojego i przede wszystkim niczemu niewinnych osób postronnych. Co do sytuacji w Wawie - dzisiaj jest już lepiej, ale wczorajszy wieczór był jak ze świątecznej pocztówki, co w sumie jest fajne gdyby nie fakt, że na mniejszych drogach zdarzało się trzeć podwoziem o śnieg, jadąc koleinami. Zajęcie w takich warunkach miejsca parkingowego lub wyjechanie z niego wymagało niezłej gimnastyki.
