Jump to content

Soveliss66

Użytkownik
  • Content Count

    1
  • Joined

  • Last visited

Community Reputation

0 Neutralna

About Soveliss66

  • Rank
    Newbie
  1. Witam wszystkich, chciałbym poprosić Was o pomoc, sprawa zaś jest dość nietypowa lub przynajmniej mi się taką zdaje być. Postaram się opisać wszystko bardzo dokładnie. Dwa dni temu dostałem skręcony "w rodzinie[aka po znajomości]", porządny komputer w skromnej cenie jaką dysponowałem. Mianowice od trzech/czterech dni posiadam: Procek: AMD X4 640 3GHZ BOX Mobo: Asus M4A77T Grafa: Gigabyte Radek HD 5770 1GB Ram: Kingston Hyperx Blue 2*2GB 1600mhz HDD: Seagate 500 GB 16mb Nagrywareczka standardowy Samsung ZASIŁKA Corsair CX 500W +dodatkowy wiatraczek 9cm dla optymalizacji A teraz 3/4 dni z życia komputera, które przyblizą Was, mam nadzieją do pomocy mojej skromnej osobie: Środa: Przywożę komputer na chatkę. Rozruch. Instalka Windows 7 PRO 64 bit z moją studencką licencją(student Poli). Wszystko ładnie pięknie. Jest 16:00. Do 20 instaluje i zabawiam się w podstawy: Firefox, Ccleaner, Avast, Everest, Speedfan. Jest fajnie. Jeszcze 4 dni ferii, to sobie popykam w gierki? Skoczyłem więc do sklepu bo na oku miałem z topsellerów Medievaluatea II z Dodatkiem. Odpalam wieczorem w środę. Od 20-24 pograłem. Śmiga jak złoto. Wieczorkiem o 24 obejrzałem anime w przeglądarce-śmiga jak złoto. Idę spać. Czwartek: 5h grania w Medievaluatea II. Zainstalowałem dla młodszego brata jego ukochany warcraft 3. Pośmigał jak wrócił do domu też z 2,5 h. Dzień mija spokojnie, wszyscy są happy meal. Piątek: ^ podobnie. Przychodzi karta WiFi na USB.Instalka Skype i GG. Sobota: Zwykła praca komputera domowego około 8h. Karta WiFi śmiga. Sobota noc: Nocne ściąganie Linuksa Suse i 3d marka 06. Nie wytrzymałem tych 2 godzin więc poszedłem spać. Niedziela rano: Wstaje, komputer chodził całą noc-fakt. Wyłączyłem go na śniadanie na około 30 minut. Po śniadaniu obiecałem bratu obejrzenie Władcy ******. Instaluje (przepraszam!) 32-bitowe kodeki k-lite. Zaczynamy oglądać. Po godzinie komp się restartuje. Pierwsza myśl: Prądu/Fazy nie było przez moment. Komp uruchamiam w ta->restart z palca i załączam go normalnie. Oglądamy dalej. Znów komputer się restartuje po 30 minutach. Sprawdzam wujka google. Pierwszy domysł: Kodeki zewnętrzne gryzą windowsa 7. Daję bratu więc pograć. Brat gra 30 minut w starego dobrego wacrafta 3. W 30 minucie restartuje się komp O.o Znowu: biegam po wujku google/pulpicie...tu wszystko jest ok przez jakies 40 minut(domysł: problem w stresie?) Sprawdzam: odpalam 2 spore bitwy w Medievaluateu(jakies 30 minut)->wszystko pięknie pochodziło. Sprawdzam temperatury: Core'y po 20-25(sic!) stopni. Grafa 33-35(w stresach 2 dni wczesniej jak badalem co to jest ten catalyst dochodzilo do 43/44). Mobo: 28-35 stopni. Wiatraczki zasuwają aż miło. Ogólnie z komputera wywala chłodzik niczym ziewnięcie po całej paczce gum Wint******. Nagle w puplicie(!!): Res... Komp się włącza...po 5 minutach res ..po 4 minutach restartuje(samoczynnie).. po 5... a to znów po 4.. a to po 3.. a to po 2... a to po 1...(a ja już od 15 tylko obgryzam paznokcie i się gapie w monitor) ostatnim heroicznym gestem badam napięcie w hmonitorze. Wszystkie są w zalecanych normach(czy to z 3.3/5/12) poza....napięciu na coreach(nie znam się)..tam hmonitor pokazuje skoki(!): od 1.01 V do ..1.36V(chyba tyle powinno byc). Raz jest tyle raz tyle.... mija 20 sekund: chyba 20 restart... mija 5 sekund.. kolejny po 3 sekundach(jeszcze widac panel powitalny biosu).. po 2s..(juz nie widać :) ) po 1 s.. Pff.... Odłączam komputer. Znoszę piętro niżej. Otwieram, badam..wszystko piękne, kondenstary wyglądają na ok. Nic nie śmierdzi, wciąż jeszcze czuć ten zapaszek nowości. Przy otwartym panelu bocznym podłączam komputer. Włączam. Wow...wszystko się kręci, świeci..jest ok przez 10 minut..wyłączam. Po wyłączeniu lampka w rogu Motherboarda się świeci na zielono(a ja głupi zacieszam). Wyciągam jedną kostkę pamięci. Sprawdzam: jest ok też+chodziło o sprawdzenie lampki: Memory ok..zaświeciła się i "pikabelo". Wkładam RAM z powrotem. Podłączam znowu kompa wszystko tak jak powinno być[czyli-zamykam obudowę;)]. Włączam...znowu restart po 5 sekundach. Ale..co jest? Coś tu nie gra..czemu nie restartuje, skoro tak to pokochał? TYM RAZEM UMARŁ. Zdechł. Wciskanie Power button == zero reakcji czekogolwiek. Nawet wiatraczki/dioda nie drgną/zaświecą się. Dzwonię. Opisuję problem tak jak to zrobiłem tutaj w 30 minut przez telefon. Jest niedziela ale dostaje proste: Wpadaj. Wujek tylko podrapał się po głowie jak mu oddawałem komputer i na twarzy mial wypisane jedyne "Kurcze" i "What the ****", a programuje/składa komputery/ma sklep komputerowy od dziesięcioleci. Przyznam szczerze, że też mam niezły mindfuck. Podsumowanie: Komputer złożony z polecanych przez internetową brać komponentów w dobrym stosunku ceny/jakości dla studenta. 3 dni pośmigał. W 4 coś go pogryzło. z 30 restartów, których częstotliwość nasilała się z czasem, aż ostatecznie nie odpala w ogóle. Co to może być? Pozdrawiam wszystkich i dzięki za pomoc/rady/opinie. Jestem otwarty na pytania :)
×
×
  • Create New...

Important Information

We have placed cookies on your device to help make this website better. You can adjust your cookie settings, otherwise we'll assume you're okay to continue.