Hej. Mam takie pytanko, moze akurat ktos z was bedzie umial na nie odpowiedziec. Od 22 maja pracuje w pewnej firmie na dwie zmiany - 11:45 do 20:00 i od 20:45 do 5:00. Przez ten miesiąc ani razu nie udało mi się wyjść z popołudniowej zmiany o godzinie zgodnej z grafikiem. Zawsze siedzimy do tej 21, 21:30 bo jest tyle roboty. Nikt przez ten czas nie pytał czy dam rade zostać po godzinach. Dopiero dzisiaj, padło pytanie "czy robie dzis jakieś nadgodziny". Odpowiedziałem że nie, nie dam rady, myślałem, że to oczywiste ze zamierzam wyjsc o 20 skoro odpowiedzialem ze nadgodzin dzisiaj nie robie. Tak wiec wyszedlem o godzinie 20:10 z pracy i nieszczesliwie trafilem na kierownika. Ten pytajac co ja tu robie odpowiedzialem ze zgodnie z grafikiem wychodze o godzinie 20 z pracy, bo mowilem ze na nadgodziny dzisiaj nie zostaje i powiedzialem o tym odpowiedniej osobie. Teraz kierownik straszy mnie porzuceniem pracy bo nie zglosilem tego przelozonemu bezposrednio przed wyjsciem (byla godzina 20:10), tylko po godzinie 19 jak pytal czy zostaje na nadgodziny, na ktore odpowiedzialem ze nie. Kto ma racje i czym sie w razie czego podeprzec?