Jump to content
fipa

Nowy, czy używany?

Recommended Posts

Fipciu wymagasz od innych dobrego zrozumienia, a sam precyzyjnie niestety nie skonstruowałeś tego tematu. Więc jak masz tylko krytykować, to rzeczywiście zamknij. A co do OT i marzeń, to w czym problem? Przecież masz odpowiednią moc i regulamin jest po Twojej stronie:>

Moze załózny teoretyczną sytuację. Mamy 50 000zł na cztery kółka, żone, dziecko.. Samochodu potrzebujemy na dojazdy do pracy, rodziny, na wakacje, ogólnie do wszystkiego, bo moim zdaniem tak sie w statystycznie w Polsce używa samochodu. Prywatnie kazdy z nas ma głęboko w poważaniu ilość emisji dwutlenku węgla, więc to pomińmy. Liczy się dla nas spalanie, bo nie mamy zamiaru zarabiac, by jeździć, a poruszamy się głownie po mieście (60/40) Zalezy nam na jakimś wyposażeniu, bo to uprzyjemnia każdy wyjazd z garażu. Nie chcemy grzebać przy aucie w garażu, bo jego wielkość ledwie pozwala na opuszczenie auta bez poobijania drzwi, a taki jest urok garaży w okolicy blokowisk. Sytuacja materialna jest stabilna, ale bez rewelacji.

 

Czego konkretnego tu zabrakło? W następnych postach jeszcze dodałem, ze chodzi o eksploatacje, tanie przemieszczanie sie z punktu A do punktu B. Dobrze, dodam jeszcze, ze bedzie robione 30k km rocznie.

 

Ty na serio się zastanawiasz nad tym? Myślałem, że tylko emeryci mają takie dylematy. ;-)

Serio, bo powiem szczerze, ze uczucie jazdy nowym samochodem jest zgoła inne od jazdy identycznym, ale kilkuletnim.

Share this post


Link to post
Share on other sites

EE tam. To nawet moja matka jest po słusznej stronie w tej sprawie. Po przesiadce z Punto 2 na golfa 4 zrozumiała o co kaman i mimo, że mamy najuboższą gołą wersję z silnikiem 1.4 szybami na korbki, bez klimy i w brzydkim oczojebnym czerwonym kolorze, premierę nowego, fajnego fiata grande punto skwitowała: a w życiu bym się nie zamieniła. ;-)

 

Serio, bo powiem szczerze, ze uczucie jazdy nowym samochodem jest zgoła inne od jazdy identycznym, ale kilkuletnim.

No ba, ale czy za to uczucie opłaca się

a) płacić grubo i podwójnie: Bo zakładając, że chcesz mieć auto nowe podobnej klasy jak używka najpierw przy zakupie musisz za nie zapłacić duużo więcej, a potem przy sprzedaży kiedy dostajesz za niego jakiś marny % ceny którą wcześniej zapłaciłeś.

b)Próbować cieszyć się wspaniałym uczuciem jazdy nowym pachnącym koreańskim szarym plastikiem samochodem, połączonym z przeciętną wygodą koreańskiego szarego fotela i udawać, że się nie zastanawia nad tym czy tamto Audi nie było lepszym pomysłem. ;-)

 

Może trochę zbyt groteskowo przedstawiłem sytuację, ale ja bynajmniej tak bym się czuł po zakupie nowego auta za 50000PLN

Share this post


Link to post
Share on other sites

Brać 3-4 letniego Passata/Mondeo/Accorda/Avensisa itp. z dieslem pod maską. Czyli klasa średnia, samochody przestronne, komfortowe, uniwersalne, oszczędne, z przyzwoitym wyposażeniem i dosc wysokim poziomem bezpieczenstwa. IMO to najlepszy wybór według kryteriow które zaproponowano.

 

Ja osobiscie bym szukał jakiegoś BMW E46 lub E39, ale to dlatego, że jestem miłośnikiem tej marki.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Jak juz bym mial sumke 50 tysi na autko to na pewno bym sie sklanial do kupna uzywki. ;] Rozumiem ludzi, ktorzy kupiliby sobie nowke, nieskalana, pachnaca dziewictwem. ;] Ja jednak wolalbym miec lepszy komfort jazdy, bezpieczenstwo i swiadomosc, ze wartosc mojego wozka nie poleciala o ladna sumke w dol w momencie kupna. ;] Co do kosztow utrzymania to jak mamy 50 000PLN na bryke to i na jego eksploatacje tez sie znajdzie troche pesos. Mysle, ze temat troche chybiony, bo kazdy kieruje sie innymi kryteriami podczas takiego zakupu i obydwie strony maja niewatpliwie racje dokonujac swojego wyboru. Generalnie ludzie starsi czesciej wybiora nowke prosto z salonu, a mlodsze pokolenie cos uzywanego, taki trend. ;]

Share this post


Link to post
Share on other sites

Moze załózny teoretyczną sytuację. Mamy 50 000zł na cztery kółka, żone, dziecko.. Samochodu potrzebujemy na dojazdy do pracy, rodziny, na wakacje, ogólnie do wszystkiego, bo moim zdaniem tak sie w statystycznie w Polsce używa samochodu. Prywatnie kazdy z nas ma głęboko w poważaniu ilość emisji dwutlenku węgla, więc to pomińmy. Liczy się dla nas spalanie, bo nie mamy zamiaru zarabiac, by jeździć, a poruszamy się głownie po mieście (60/40) Zalezy nam na jakimś wyposażeniu, bo to uprzyjemnia każdy wyjazd z garażu. Nie chcemy grzebać przy aucie w garażu, bo jego wielkość ledwie pozwala na opuszczenie auta bez poobijania drzwi, a taki jest urok garaży w okolicy blokowisk. Sytuacja materialna jest stabilna, ale bez rewelacji.

 

Czego konkretnego tu zabrakło? W następnych postach jeszcze dodałem, ze chodzi o eksploatacje, tanie przemieszczanie sie z punktu A do punktu B. Dobrze, dodam jeszcze, ze bedzie robione 30k km rocznie.

Sytuacja teoretyczna, ale myślę że kogo by to nie dotyczyło, to zdaje sobie sprawę z różnicy między autami używanymi, a nowymi jakie kupi za tą kwote i pozwala mu to już na samym początku określić preferencje związane z nowy/używany.

Mówienie o jeździe do pracy i wakacje jest bardzo ogólnikowe, dopiero później uściśliłeś. Mówienie o stabilnej sytuacji materialnej też jest raczej tylko ładnie brzmiącym hasłem, bo ten nasz typowy obywatel mógł ciułać latami na ten samochód lub zarobić to w pół roku.

Ciężko się domyśleć czego ów Kowalski mógłby oczekiwać w minimalnym wyposażeniu jakie jest w stanie zaakceptować, bo chyba jasne że udogodnienia typu ESP przy samochodzie z salonu za tą kwotę musi sobie darować.

Rodzina może mieć bardzo zróżnicowane preferencje co do nadwozia, jedni zadowolą się małym hatchbackiem, a inni potrzebują vana, chociażby ze względu na te wakacje.

Wszystko to moim zdaniem jest tylko teoretyczną sytuacją w której mamy się sami postawić i stąd biorą się jakieś przedziwne propozycje.

Mówisz, że sami teoretycy, ale przecież sam dobrze zdajesz sobię sprawę z tego, że ktoś kto kupuje auto z salonu, nie wymienia go na tyle często, aby mieć doświadczenie inne niż teoretyczne.

Dużo łatwiej o czymkolwiek dyskutować jak wiadomo od razu o jakiego człowieka chodzi, jak i ile jeździ.

Chyba kiepsko mi poszło to tłumaczenie, ale niestety ciężko mi to opisać jakoś:) Dla mnie po prostu takie sytuacje nie istnieją, bo jeśli kogoś ciągnie zapach, to niech sobie kupi fajny odświerzacz, są również takie które imitują nowość. Natomiast jeśli koszta eksploatacji przerażają, to rzeczywiście niech sobie bierze to auto z salonu i jeździ jakiś czas spokojniejszy o te koszta, tylko również niech nie myśli o spadku wartości auta, bo mu się będzie scyzoryk w kieszeni otwierał...

Share this post


Link to post
Share on other sites

Ojciec poszukuje auta właśnie do max 50k i ponieważ jeździł Astrą I i II i jest do tego zadowolony z Opla (tania eksploatacja, sam wszystko robi w garażu - rozrząd, spreżyny... prawie wszystko) to myśli nad Astra III, Vectrą, Zafirą. Ponieważ w auto musi załadować drabinę i spooro jeździ po kraju to musi to być kombi z dieslem. No i właśnie za tyle (50k) da się kupić roczną lub dwu letnią Astrę, czasem trafiają się smakowite Vectry (z silnikami CDTI). Na Zafire budżet za mały. No i reasumując... gdybym był młodą głową rodziny i miał 50k to kupiłbym sobie Opla Vectre z silnikiem 1.9CDTI 150KM.

 

A potem tylko cieżka praca i zbieranie na nóweczkę, bo jednak fajnie byłoby wyjechać czymś nowym z salonu :rolleyes:

Share this post


Link to post
Share on other sites

Qmpel wlasnie nowego POLO Z SALONU NA RATY WZIAL;] Tak jak on sie zachowuje to sie nie zachowuje nikt, wyciera buty godzine zanim wsiadzie do auta, kazdy brudek odrazu sciera, zobaczyl mala ryske po przyjezdzie z myjni to myslalem ze sie powiesi, na parkingu sie kladzie sprwadza czy mu nie przecieka cos ( stanal na plamie bylo widac ze stara ale tlumaczenia nie pomogly) jest tak przewrazliwiony, ze jakby mu go zajebali to by sie powiesil! Nie mozna zapalic, trzeba siedziec prosto by mu siedzen nie zepsuc...ogolnie dmucha na to...ja rozumiem ze nowe i duzo pesos...ale auto sluzy do jezdzenia i tyle!.

Gdzie sens gdzie logika? O ile nowe (ale nie na raty) auto dla mnie to jedyny wybor gdy ktos chce 7-10 lat jezdzic bo jesli ktos kupuje nowke i sprzeda za 2-3 lata straci po pierwszym roku 20% wartosci auta, wiec NOWE ale wtedy juz z 7 lat trza sie nim bujac, gdzies czytalem o takich ekonomicznych wyliczeniach.

Sorki ale nie przemawia do mnie mozliwosc puszczenia baka w nowe siedzenie.

Akurat dla mnie samochody to JEDYNE z mozliwych przybytków ktore moga byc uzywane...

Uzywany, TV, PRALKA, GLOSNIKI, SPRZET PC, jakos do mnie nie przemawia....nie wiem czym to wytlumaczyc?

Edited by HeatheN

Share this post


Link to post
Share on other sites

W kwestii uzywanego auta nie zakladamy, ze wejdziemy na mine, ktora rozerwie na strzepy nasz portfel przy doprowadzaniu go do stanu używalności.

Czemu? Oczywiscie, nie kazde auto jest mina, ale ten "element ryzyka" tez IMHO nalezy brac pod uwage.

 

Jeśli ktoś za 50k kupuje jakieś fiaty punto czy inne ople corsy bo woli je od powiedzmy 3-4 letniej limuzyny klasy średniej w dobrym stanie, tylko dla tego, że ktoś jej 2 razy pierdnął w fotel, ma dwie rysy to jest to bez sensu.

Szczerze? Jesli bede kupowal samochod (co mam nadzieje nastapi w przyszlym roku), to limuzyny, nawet klsy sredniej, znajda sie na szarym koncu stawki razem z kombi, a poczatek beda okupowac male zuczki, max rozmiaru to cos wielkosci Opla Astra i podobnych. Na miasto to im mniejszy, tym lepiej, a auto tej wielkosci jest juz na tyle pakowne, ze da sie zabrac jakas sensowna ilosc rzeczy (problem moze byc dopiero przy malym dziecku, bo to wozek, fotelik, kupa ciach!lek - ale zawsze zostaje bagaznik dachowy) i przy okazji jechac w miare komfortowo.

Share this post


Link to post
Share on other sites

"No i cały sens tematu zszedł na drogę pierdzenia w fotel, co swoj ądrogą jest bardzo przyjemnym uczuciem, pod warunkiem że mamy włączony nawiew świeżego powietrza. ;)

 

Moim zdaniem najgorzej pierdzi się w skórzaną tapicerkę :lol: zwłaszcza gdy siedzimy na niej gołym dupskiem :lol:

Share this post


Link to post
Share on other sites

Czemu? Oczywiscie, nie kazde auto jest mina, ale ten "element ryzyka" tez IMHO nalezy brac pod uwage.

Szczerze? Jesli bede kupowal samochod (co mam nadzieje nastapi w przyszlym roku), to limuzyny, nawet klsy sredniej, znajda sie na szarym koncu stawki razem z kombi, a poczatek beda okupowac male zuczki, max rozmiaru to cos wielkosci Opla Astra i podobnych. Na miasto to im mniejszy, tym lepiej, a auto tej wielkosci jest juz na tyle pakowne, ze da sie zabrac jakas sensowna ilosc rzeczy (problem moze byc dopiero przy malym dziecku, bo to wozek, fotelik, kupa [ciach!]lek - ale zawsze zostaje bagaznik dachowy) i przy okazji jechac w miare komfortowo.

No czemu nie. Wiadomo, że kupuje się w miarę potrzeb, tylko, że wciąż jesteś w tej samej sytuacji, bo za 20-30k masz ładny samochodzik z segmentu C sprzed kilku lat. I znów bym się nie zastanawiał.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Moze załózny teoretyczną sytuację. Mamy 50 000zł na cztery kółka, żone, dziecko.. Samochodu potrzebujemy na dojazdy do pracy, rodziny, na wakacje, ogólnie do wszystkiego, bo moim zdaniem tak sie w statystycznie w Polsce używa samochodu. Prywatnie kazdy z nas ma głęboko w poważaniu ilość emisji dwutlenku węgla, więc to pomińmy. Liczy się dla nas spalanie, bo nie mamy zamiaru zarabiac, by jeździć, a poruszamy się głownie po mieście (60/40) Zalezy nam na jakimś wyposażeniu, bo to uprzyjemnia każdy wyjazd z garażu. Nie chcemy grzebać przy aucie w garażu, bo jego wielkość ledwie pozwala na opuszczenie auta bez poobijania drzwi, a taki jest urok garaży w okolicy blokowisk. Sytuacja materialna jest stabilna, ale bez rewelacji.

 

Sądzę, ze w bardzo wielu przypadkach zakupu samochodu różni się tylko cena wyjściowa jaką chcemy zapłacic za samochód, a reszta warunków jest wspólna. Odrzucamy wszelkie pomysły na auta dla zabawy, do niedzielnych przejażdzek bulwarem i wariowania po bezdrożach. Klasyka - pierwszy i jedyny pojazd w rodzinie.

Rodzina, dziecko, głównie po mieście (60/40)? To implikuje przebiegi roczne rzędu 30.000. Załóżmy, że kupuje nowe auto za 50.000zł. Zważywszy na cenę, nie będzie to jakiś wypas, tylko coś ze średniej półki. Takie samochody tracą na wartości po upływie gwarancji nawet i 50%. Czyli po 2 latach przejechałem 60.000km za 25.000zł. W międzyczasie musiałem odwiedzić ASO i zostawić im jeszcze kilka tysi za przeglądy - a niedaj boże stanie się coś, czego gwarancja nie obejmuje i muszę zapłacić z własnej kieszeni, a muszę zrobić to w ASO, żeby gwarancji nie stracić. Reasumując - to bardzo drogi w eksploatacji samochód.

 

Ale teraz jaką ma być alternatywa? Bo jeżeli miałbym 50.000zł przeznaczyć na używany samochód lepszej klasy, to fajnie - mam niezłe BMW, Audi, Mesia czy co tam sobie wybiorę, ale jestem totalnie pozbawiony pieniędzy na utrzymanie tego.

Opcja preferowana przeze mnie - kupić coś za 25-30 tysięcy, resztę kasy wsadzić na dobrą lokatę/fundusz inwestycyjny. Przypuszczalnie za te pieniądze uda mi się kupić 2-5 letnie auto używane tej samej lub wyższej klasy. Nie wiem, jakiego złoma musiałbym kupić, żeby przez najbliższe 2-3 lata dołożyć do niego 20-25 tysięcy?

 

Reasumując - jeżeli kupować nowe auto to wtedy, kiedy będzie ono maksymalnie wykorzystane w okresie gwarancji, czyli będzie robiło 100.000 rocznie i więcej. Szkoda mi ludzi, którzy pakują oszczędności całego życia albo biorą kredyt na 10-15 lat na nowe auto, którym w okresie gwarancji przejadą 80.000. To jest strata pieniędzy. Ja wiem, że fajnie jest mieć nowe auto, najlepiej z dilerskim pakietem serwisowo-ubezpieczeniowym, ale to jest dobra sprawa dla zamożniejszych. Szarzy ciułacze zdecydowanie lepiej wyjdą na zakupie używanego auta w wieku 3-5 lat, znalezieniu dobrego serwisu i trzymaniu się go; przy zmianie samochodu często opłaca się wtedy zostać przy marce właśnie dlatego - dobry, niedrogi serwis to skarb :)

 

 

Co bym kupił? Pewnie Focusa albo Oktawie Kombi, jedno i drugie z roczników 2004-2005 kupi się za 30K zł z przebiegiem rzędu 100-120K km, a przy odrobinie cierpliwości nawet i <80000km

Share this post


Link to post
Share on other sites

W opisanej sytuacji przez fipe ciężko mi sie znaleźć, albo troche dołożyć na coś porzadniejszego nowego albo ubrać kaski kupić używke o dobrych ocenach i w dorym stanie.. najlepiej z małym silnikiem jeszcze na gaz..

 

JA jako student i pracownik z umową na 4 lata satysfakcjonującą stawką celowałbym w wyższej klasy auto z jakimś tam wiekiem z średnio mocnym silnikiem zasilanym nieważne jakim paliwem ;)

Edited by hinco

Share this post


Link to post
Share on other sites

Moze załózny teoretyczną sytuację. Mamy 50 000zł na cztery kółka, żone, dziecko.. Samochodu potrzebujemy na dojazdy do pracy, rodziny, na wakacje, ogólnie do wszystkiego, bo moim zdaniem tak sie w statystycznie w Polsce używa samochodu.

zalozenia, ze tak powiem idealnie pasujace do moich swego czasu ;) a pasuje do nich tylko diesel, kombi, min 120KM, aby to jakos jechalo, sporo poduszek i ogolne bezp, klima. to sa imho podstawowe sprawy dla samochodu rodzinnego ogolnego uzytku. majac takie zalozenia mozemy zapomniec o nowym aucie. pozostaje uzywka. niewazne z jakiego zrodla kupujemy, zawsze bedzie to puszka pandory, tak wiec na starcie te min. 10% do ceny trzeba dorzucic, aby byc pewnym czym sie jezdzi. rocznik mniej istotny, ale auto musi byc zadbane - wole kupic takie 5 letnie od niepalacego dziadka, niz 2 letnie od jarajacego rolnika, ktory swinie nim przewozil.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Restore formatting

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.

Loading...

Aktualności

Artykuły



×
×
  • Create New...

Important Information

We have placed cookies on your device to help make this website better. You can adjust your cookie settings, otherwise we'll assume you're okay to continue.