Jump to content
Guest

Metal, rock, gotyk i pochodne

Recommended Posts

Policja tak nas pokierowała, że z Bemowa na nogach popierdalaliśmy do stacji metra Marymont.... a samochód mieliśmy gdzieś na Ursynowie zostawiony.

 

OT: dobrze was pokierowali, wolalbys do Centrum ganiac? ;)

Share this post


Link to post
Share on other sites

Tak pokrotce o Sonisphere z mojej perspektywy:

 

1:50 dotarłem do swojego miejsca noclegowego i nogi już czułem pod łopatkami :E

 

Motorhead przedni, chociaż jak dla mnie 90% ich kawałków jest grana na jedno kopyto to jest w tym jakiś klimat no i Lemmy to klasa sama w sobie.

 

Bardzo mile mnie zaskoczył Devin Townsend Project. Przesluchalem kilka jego kawałków w domu i jakos specjalnie mnie nie urzekl, ale na żywo jest moc. No i gosciu ma wyborny wizerunek sceniczny. Bede musiał się zapoznać bliżej z jego muzyka.

 

Volbeat poprawnie, średnio na krzyż do mnie trafia ich muzyka, ale można posłuchać. Niestety nie zagrali jedynego kawałka, ktory naprawdę mi sie podoba (Still Counting) chyba, że był jakoś na początku, bo odrobinę przegapilem.

 

Iron Maiden wybitnie, bo jakzeby inaczej mogło być na ich koncercie. Ale ja jestem ich fanatykiem, więc ocena może byc mocno subiektywna. Denerwowali mnie tylko pogujacy ludzie. Jak dla mnie to w ogóle nie jest muzyka do pogo. Do tego czasami wybierali sobie takie momenty, że już myślałem, ze do When The Wild Wind Blows tez beda pogowac.

 

Mastodon sobie odpuscilem, bo niezbyt trafia w moj gust i musiałem iść się najeść i napoic przed dwoma gwiazdami wieczoru. Na Killing Joke nie zdarzylem, a szkoda bo wydaja się ciekawi. Drugiej sceny słuchałem jednym uchem w przerwach na piwo, więc ciężko mi cokolwiek powiedzieć.

 

No i to by było na tyle. Teraz jeszcze 6h w pkp. Przynajmniej sobie zajecie znalazłem bo napisanie tego posta na telefonie chwilę mi zajęło ;)

Edited by Oskaliber
  • Upvote 2

Share this post


Link to post
Share on other sites

to i ja dorzucę moje 3 grosze o Soni:)

 

na początku minusy: pogoda - piździło nie gorzej jak w Kieleckiem:), dopiero na Ironach trochę się wypogodziło, zamieszanie z Early Entrance - miało być oddzielne wejście, skończyło się na spacerku wokół ogrodzenia tam i z powrotem, zmiana trybun - wymiana biletów na poczekaniu w ramach reklamacji - przynajmniej mam pamiątkę w postaci bezpłatnego biletu :), nie wiem, jak było w zeszłym roku ale trochę poraziła mnie cena żarcia, napój o smaku chmielu w granicach przyzwoitości (czyt. Carlsberg) - tj. cena tegoż

a teraz zespoły:

Killing Joke - króciutko, sprawnie, duży niedosyt

 

Devin Townsend Project - nowość dla mnie i duży plus, fajne granie

 

Volbeat - też spoko, niezbyt odkrywcza nuta ale nie nudzi

 

Mastodon - eee yyyy ..... nie wiem, jeden chaos, pomieszanie z poplątaniem, choć podobno wina akustyków po części ale ciężkie to było do ogarnięcia

 

Motorhead - heh, Lemmy kitu nie odwala, szkoda, że nie całą godzinę grali, trochę mało imo

 

Ironi - w sumie to nie wiem, co mądrego można by napisać, wyszli chwilę po 21-tej, Bruce biegał, skakał, zagrali bodajże 4 utwory z FF - na pewno tytułowy na początek, coming home i when the wild wind blows i chyba el dorado - nie znam jeszcze za dobrze ostatniej płyty, z rzadkich rzeczy był Dance of death, Blood Brothers, poza tym to 2 minutes to midnight, trooper, the evil that man do, the wicker man, obowiązkowo fear of the dark, iron maiden, na bis the number of the beast, hallowed be thy name i running free, w sumie wyszło blisko 2h, chciałoby się więcej ale cóż, do następnego razu :)

 

w sumie to były 3 sceny: główna, powiedzmy "średnia" - tam grali "nasi" - 2 młode składy - zwycięzcy z Antyradia, Hunter na koniec, reszty nie wiem, z trybun nie było za dobrze słychać, ostatnia scena - "mikro" - była po prawej stronie od wejścia, na jakimś busie :)

 

i na koniec jedna osobista rzecz, choć to mało prawdopodobne, żeby to przeczytano ale dziękuję parze z Wrocławia za płaszcz przeciwdeszczowy, chyba najlepsza pamiątka bom się wybrał w samej koszulce :D

Share this post


Link to post
Share on other sites

Ja byłem w koszulce i cienkim swetrze i na początku faktycznie plułem sobie cały czas w brodę, że nie wziąłem żadnej kurtki bo wiatr był straszny, ale za to już na Iron Maiden jak się stało w tłumie to musiałem zdjąć sweter i dalej było strasznie duszno i gorąco ;)

 

Kawałków z nowego albumu było 5 (tak żeby uściślić wypowiedź wyżej): Satelite 15... The Final Frontier, El Dorado, The Talisman, Coming Home i When The Wild Wind Blows. Ogólnie setlista identyczna jak wszędzie na trasie w tym roku.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Kto nie był w Spodku na Judasach niech żałuje :D

Halford obiecywał show z ogniem i laserami i ponad 2h grania i słowa dotrzymał, publika też dopisała, wokalnie dał radę co w jego wieku nie jest już takie łatwe, no i wjechał na harleyu na koniec oraz paradował po scenie ubrany w naszą flagę :)

Nagłośnienie mogło być lepsiejsze ale to chyba już taki urok Spodka.

Widać było radość z przyjęcia przez publiczność. Zaczęli punktualnie i skończyli ok. 23.45.

Zagrali przekrojowo, w sumie sporo było utworów: Rapid Fire, Metal Gods, Judas Rising, Breaking the Law odśpiewane przez publikę, Metal Meltdown, Turbolover, Never Satisfied, Dawn of Creation, Prophecy, Starbreaker, The Hellion, Electric Eye, You've Got Another Thing Coming, Hell Bent For Leather, Living After Midnight i jeszcze parę innych.

 

Co do reszty to niewiele mogę powiedzieć bo widziałem kawałek Exodusa i Morbida jedynie.

 

Zostają jeszcze Promieniści 3.09 w Studio i można uznać ten rok za udany :)

Edited by Ademu

Share this post


Link to post
Share on other sites

A na 5 Festiwal Legend Rocka się ktoś wybiera (http://www.legendyrocka.pl/start)?

 

Ogólnie amfiteatr wydaje się być średnim miejscem na taką imprezę, mam nadzieję, że uda mi się zająć stojące miejsce pod sceną, ale w jakich warunkach by to nie było to Vanilla Fudge i UFO w jednym miejscu sobie nie mogłem odpuścić. A do tego jeszcze Saxon, Dżem i Colosseum :)

Share this post


Link to post
Share on other sites

Vanilla Fudge pozamiatało na Festiwalu Legend Rocka. Nie dość, że sprowadzono jeden z moich ulubionych zespołów wszech czasów do Polski, mimo że normalnie koncertują praktycznie tylko w USA i już się dawno pogodziłem, że na żywo ich nie zobaczę to koncert był wyborny i zyskał aprobatę nawet tej części publiczności, która niewiele z tym zespołem miała styczności. No i jeszcze wzbogaciłem się o autografy trzech muzyków i kostkę gitarową Vince'a Martella ;)

 

Oprócz tego genialnie zagrał Saxon. Po koncercie myślałem, że wypluję płuca ze zmęczenia a mimo to chciało się więcej. Rasowy NWOBHM + zespół w świetnej formie i ze świetnym kontaktem z publicznością i nikt nie ustoi w miejscu.

 

Na uwagę zasługuje jeszcze Colosseum. Świetny koncert. Czytałem gdzieś, że podobno kończą działalność więc tym bardziej się cieszę, że udało mi się ich jeszcze zobaczyć.

 

Te trzy zespoły w podanej kolejności było moim zdaniem najlepsze. Poza tym zaraz za nimi UFO, w którym pokładałem duże nadzieje. Koncert bardzo dobry ale jednak bez tego czegoś. Dalej cała reszta na wyrównanym, dobrym poziomie. Największe rozczarowanie to chyba Alvin Lee, który przyszedł i wyglądało to jakby chciał po prostu odegrać swoje i pójść do domu. Nagłośnienie świetne, klimat całej imprezy też niczego sobie.

 

Swoją drogą nie wiem czemu festiwal ten ma tak małą popularność w stosunku do gwiazd jakie tam grają.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Reeda nie znałem, zaglądnąłem na YouTube i stwierdziłem, że nie lubię tego gatunku co gra. Jeżeli będzie to współpraca 50/50 to osobiście marnie widzę ten album.

Szkoda bo 'Death Magnetic' miał sporo utworów trafiających w mój gust, liczyłem na kontunuację trendu.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Lou Reed jest dla mnie mistrzem. Posłuchaj sobie albumu Transformer (np. kawałki "Perfect Day", "Walk to the Wild Side") albo jego twórczości z The Velvet Underground (najlepiej cały pierwszy album "The Velvet Underground & Nico"). Oczywiście to muzyka zdecydowanie bardziej w stronę klasycznego rocka (dlatego jestem tym bardziej ciekaw co wyjdzie z połączenia tego z Metallicą), ale moim zdaniem każdy fan metalu powinien umieć przynajmniej docenić taką muzykę.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Prędzej posłucham coś w stylu country niż Reeda, nie podchodzi mi. Nie podoba mi się ani tempo jego utworów ani barwa głosu.

Ostatnio trafiłem na 'After The Storm' poprzez tweeta Adama Savage'a i nie mogę przestać słuchać mimo tego, iż nie przepadam za indie. Polecam.

http://www.youtube.com/watch?v=9DPbJorCcNw

Share this post


Link to post
Share on other sites

Bardzo przyjemny kawałek. Indie też raczej nie słucham, ale zdarzają się świetne perełki takie jak właśnie to. Z podobnych klimatów polecam:

 

[nie sugerować się wykonawcą jak ktoś nie przepada bo kawałek jest w całkiem innym stylu (tak podejrzewam, bo w sumie kawałków The Strokes to słyszałem 3 na krzyż ;))]

oraz

Share this post


Link to post
Share on other sites

Slucha ktos tutaj post rocka? bo chcialbym prosic o polecenie jakichs ciekawych grup, Explosion in the sky, God is an Astronaut, Joy Wants Eternity przesluchane. Chcialbym cos nieco bardziej pozytywnego posluchac, wiekszosc kawalkow z tych grup jest melancholijna i przygnebiajaca. Mozecie cos polecic?

 

cos w ten desen:

http://www.youtube.com/watch?v=ffXUE1C3ftQ&feature=related http://www.youtube.com/watch?v=bfpMEUV-CEc&feature=related

Edited by Carson

Share this post


Link to post
Share on other sites

Singiel 'Storytime' Nightwisha jest od dzisiaj dostępny. Jako zagorzały fan muszę powiedzieć, że jestem rozczarowany. O ile do Anette w Dark Passion Play po długich latach bylem w stanie się przyzwyczaić tak w tym utworze brzmi bardzo słabo. Ma dość ładny głos ale nie powinien być on zestawiany z muzyką Tuomasa.

Muzycznie jest parę fajnych fragmentów. Podoba mi się wejście orkiestry w 0:14, Emppu i Jukka jak zwykle świetni. Kluczowy fragment utworu to 2:37-3:19, przywołuje miłe wspomnienia.

 

Share this post


Link to post
Share on other sites

I znowu wersja instrumentalna albumu będzie lepsza od normalnej... przecież ta laska kompletnie śpiewać nie umie, a do tego głos ma absolutnie przeciętny. Muzycznie ok, choć odnoszę wrażenie, że Nightwish idzie w tą samą stronę, co Within Temptation, czyli lekkiego rocka z klawiszami, w którym jest tyle gotyku co w wampirach z Twilight. Tyle, że Sharon van Aden przynajmniej głos ma.

  • Upvote 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Moim zdaniem obecny album Within Temptation jest najlepszy z dotychczasowych choć rzeczywiście mniej metalowy.

A już na pewno najlepiej zaśpiewany, Sharon den Adel ma w tej chwili najlepszy głos na scenie metalowej i na ostatniej płycie wyjątkowo to uwydatnili.

 

Co do Nightwisha to już DPP był zupełnie inny klimatem, brakowało fantazji i tej unikalnej melodyjności. Było ciężko z dużą ilością szarpaniny i dziwnych eksperymentów. Klawiszy to w tej chwili tyle co kot napłakał, orkierstra symfoniczna przytłoczyła je stanowczo i konkretnie (a miała być przecież tłem). Pomimo mojego uwielbienia dla wszystkich ich utworów z czasów Tarji to chyba Once jest najlepszym albumem i rzeczywiście na jeden raz. I chyba ostatni.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Moim zdaniem obecny album Within Temptation jest najlepszy z dotychczasowych choć rzeczywiście mniej metalowy.

 

Ma plusa za jakiś tam wątek fabularny, ale muzycznie IMHO jest strasznie nijaki - owszem, słucha się przyjemnie, ale wpada jednym uchem, wypada drugim, ale nie ma dla mnie żadnego utworu, który zostałby mi w głowie na dłużej. Poprzedni był pod tym względem dużo lepszy.

Nadal jednak ich muzyka świetnie się sprawdza na koncertach.

 

Co do Nightwisha to już DPP był zupełnie inny klimatem, brakowało fantazji i tej unikalnej melodyjności. Było ciężko z dużą ilością szarpaniny i dziwnych eksperymentów. Klawiszy to w tej chwili tyle co kot napłakał, orkierstra symfoniczna przytłoczyła je stanowczo i konkretnie (a miała być przecież tłem). Pomimo mojego uwielbienia dla wszystkich ich utworów z czasów Tarji to chyba Once jest najlepszym albumem i rzeczywiście na jeden raz. I chyba ostatni.

Muzycznie mi się DPP podobał, gorzej z wokalem ;) Choć faktycznie było parę utworów mocno nietypowych. Ten nowy kawałek muszę widać jeszcze raz przesłuchać, bo orkiestry tam nie stwierdziłem ;)

 

A Once jest zdecydowanie świetny, IMHO najlepszy album Nightwisha.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Imaginaerum by nightwishband on SoundCloud - Create, record and share your sounds for free

Wysłuchawszy tych półminutowych fragmentów stwierdzam, że 'Storytime', 'Ghost River', 'I Want My Tears Back', 'Arabesque', 'Last Ride of The Day', 'Song Of Myself' oraz 'Imaginaerum' zapowiadają się na świetne instrumentale.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Doczekaliśmy się premiery Imaginaerum i muszę powiedzieć, że jestem pozytywnie zaskoczony - na tyle, że napiszę pierwsze wrażenia.

 

Pierwsze co się zauważa to zdecydowanie bardziej nightwishowe brzmienie niż w przypadku DPP i jest to świetny album. Klawisze są bardziej słyszalne, nie tak zmiksowane z orkiestrą jak w poprzedniej odsłonie; sama orkiestra jest moim zdaniem bardziej dojrzała i precyzyjna we wprowadzaniu klimatu do utworów. Emppu jest pewnie bardzo zadowolony bo ma mnóstwo bardzo fajnych partii do zagrania, tutaj chyba najwyraźniej można znaleźć odwołania do starszych albumów (mi się nasuwa na myśl Wishmaster z cięższym strojeniem - podobne znaczenie gitary w utworach). Intra utworów są dość niesamowite, bardzo intensywne i sugestywne. Perkusja bardziej w tle i chyba nieco mniej atrakcyjna do grania ale świetnie wkomponowana. Miłym zaskoczeniem była większa melodyjność partii Troya Donockleya, po prostu pasują i nie brzmią jak dziwny eksperyment (szczególnie rewelacyjnie jest w 'I Want My...').

 

Osobno ocenię wokal bo jest on najbardziej kontowersyjny. Podchodziłem do niego bardzo sceptycznie i pomimo tego, że wersja instrumentalna jest lepsza (można przede wszystkim lepiej wychwycić kunszt poszczególnych muzyków) to z każdym odtworzeniem zaczynam się coraz bardziej przekonywać do wokalu Anette na tym krążku. Słychać, że ten album uwzględniał jej możliwości i wyszło to na prawdę dobrze... trzeba jednak się wsłuchać i dostrzec głębię, za pierwszym razem wydaje się zbyt popowo. Marco jak zwykle śpiewa jak powinien, tutaj nie ma zaskoczenia.

Najlepsze utwory wymieniłem szczęśliwie w poprzednim poście choć jasno trzeba powiedzieć, że nie ma słabych kompozycji (jednak wolniejsze kawałki nie wszystkim przypadną do gustu). Najlepsze są moim zdaniem 'I Want My Tears Back' i 'Last Ride of The Day'. Rozczarowuje przegadany ostatni fragment 'Song of Myself' podczas gdy pierwsze trzy i pół minuty są absolutnie fenomenalne.

 

O ile zakup DPP był raczej kwestią kaprysu czy ciekawości tak ta płyta to IMO obowiązkowa pozycja dla każdego fana nie tylko Nightwisha ale i metalu. W szczególności gdy podstawowa wersja albumu (bez drugiego, instrumentalnego CD) kosztuje tylko 36PLN.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Doczekaliśmy się premiery Imaginaerum i muszę powiedzieć, że jestem pozytywnie zaskoczony - na tyle, że napiszę pierwsze wrażenia.

 

Pierwsze co się zauważa to zdecydowanie bardziej nightwishowe brzmienie niż w przypadku DPP i jest to świetny album. Klawisze są bardziej słyszalne, nie tak zmiksowane z orkiestrą jak w poprzedniej odsłonie; sama orkiestra jest moim zdaniem bardziej dojrzała i precyzyjna we wprowadzaniu klimatu do utworów. Emppu jest pewnie bardzo zadowolony bo ma mnóstwo bardzo fajnych partii do zagrania, tutaj chyba najwyraźniej można znaleźć odwołania do starszych albumów (mi się nasuwa na myśl Wishmaster z cięższym strojeniem - podobne znaczenie gitary w utworach). Intra utworów są dość niesamowite, bardzo intensywne i sugestywne. Perkusja bardziej w tle i chyba nieco mniej atrakcyjna do grania ale świetnie wkomponowana. Miłym zaskoczeniem była większa melodyjność partii Troya Donockleya, po prostu pasują i nie brzmią jak dziwny eksperyment (szczególnie rewelacyjnie jest w 'I Want My...').

 

Osobno ocenię wokal bo jest on najbardziej kontowersyjny. Podchodziłem do niego bardzo sceptycznie i pomimo tego, że wersja instrumentalna jest lepsza (można przede wszystkim lepiej wychwycić kunszt poszczególnych muzyków) to z każdym odtworzeniem zaczynam się coraz bardziej przekonywać do wokalu Anette na tym krążku. Słychać, że ten album uwzględniał jej możliwości i wyszło to na prawdę dobrze... trzeba jednak się wsłuchać i dostrzec głębię, za pierwszym razem wydaje się zbyt popowo. Marco jak zwykle śpiewa jak powinien, tutaj nie ma zaskoczenia.

Najlepsze utwory wymieniłem szczęśliwie w poprzednim poście choć jasno trzeba powiedzieć, że nie ma słabych kompozycji (jednak wolniejsze kawałki nie wszystkim przypadną do gustu). Najlepsze są moim zdaniem 'I Want My Tears Back' i 'Last Ride of The Day'. Rozczarowuje przegadany ostatni fragment 'Song of Myself' podczas gdy pierwsze trzy i pół minuty są absolutnie fenomenalne.

 

O ile zakup DPP był raczej kwestią kaprysu czy ciekawości tak ta płyta to IMO obowiązkowa pozycja dla każdego fana nie tylko Nightwisha ale i metalu. W szczególności gdy podstawowa wersja albumu (bez drugiego, instrumentalnego CD) kosztuje tylko 36PLN.

 

Mam dokładnie takie same odczucia. Mi jeszcze bardzo podoba się Scaretale i Turn Loose The Mermaids (choć to jawna zrzynka z Blackmore's Night, nawet wokal brzmi podobnie). Słabe są natomiast IMHO Slow, Love, Slow i Rest Calm (o przegadanej końcówce Song Of Myself już wspomniałeś).

  • Upvote 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Restore formatting

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.

Loading...


×
×
  • Create New...