jonas Opublikowano 28 Marca 2013 Zgłoś Opublikowano 28 Marca 2013 Intro Potrzebowałem komputera lekkiego, niewielkich gabarytów, poręcznego, trzymającego przyzwoicie długo (5+ godzin) na baterii, który nie będzie przy tym kosztował małej fortuny. Byłem świadom, że takie kryteria nie pozwalają oczekiwać cudów wydajności ani materiałów wysokiej klasy, ale, jak piszą w tanich powieściach sensacyjnych, nie uprzedzajmy faktów. Tablety skreśliłem niemal od razu, klawiatura ekranowa nie odpowiada mi zupełnie jeśli chodzi o komfort wprowadzania znacznej ilości tekstu, poza tym niewygodnie się na tym ogląda filmy i czyta książki. Pewnie, można kupić podstawki, dołączane klawiatury, jakieś inne akcesoria, ale to kompletnie bez sensu, również finansowo. Recenzje internetowe za wiele mi nie podpowiedziały, zresztą trochę mi się spieszyło, więc rzuciwszy okiem na półki w sklepach stacjonarnych i upewniwszy się, że pogłoska o roku 2013 jako ostatnim roku produkcji netbooków jest prawdziwa, kupiłem Asusa Eee 1025C Flare. O firmie słyszałem sporo dobrego, model dysponował matową matrycą (nie toleruję błyszczących), sprawiał dużo lepsze wrażenie postawiony obok nieco tańszego HP Mini 210, poza tym czerwone samochody są najszybsze, więc dlaczego nie miałyby i komputery? O jakim naiwnym łosiem byłem. Egzemplarz kupiłem w sieci Euro RTV AGD za 1199 zł, do samej sprzedaży nie mam żadnych zastrzeżeń, przyszedł kupił wyszedł rach ciach ciach, a porozmawiać? W zestawie poza zasilaczem (wygląda jak nieco większa ładowarka do telefonu komórkowego), pudełkiem i skromną instrukcją nie było nic, ale cóż, za 1199 zł trudno oczekiwać krewetek, jak ujmuje puenta pewnego niesmacznego dowcipu. Dokupiłem wdzięczną pederastkę firmy Case Logic (mam już parę futerałów tej firmy, nie jest najtańsza ale bardzo dobra), wzgardziłem ofertą ubezpieczenia sprzętu, szczegółów której nie pamiętam, ale rozbawiła mnie setnie. A potem przyjrzałem się, co właściwie kupiłem. Jeśli chodzi o metryczkę, to takie coś: - 10,1″ WSVGA (1024 x 600, matowa, podświetlenie LED) - czterojajeczny Intel Atom N2800 (1,86 GHz) - 1 GB DDR3 RAM (1066 MHz) - Hitachi 320 GB (5400 RPM) - Intel GMA 3650 - 3 x USB 2.0, 1 x HDMI, 1 x VGA, 1 x LAN, 1 x audio in/out - karta LAN 100 Mbit oraz WLAN 802.11b/g/n - kamera internetowa VGA, czytnik kart pamięci SD - bateria 6-komorowa, 56 Wh (5200 mAh) - Windows 7 Starter - wymiary 262 x 178 x 20,7 do 34,4 mm - masa 1012 g Wykonanie Krewetek jako się rzekło nie ma, jest za to wściekle czerwony kolor, srebrne wstawki po bokach oraz niebieskie diody wszędzie poza kontrolką baterii/ładowania. Doprawdy, nie można było dać białych diod? Albo chociaż czerwonych/zielonych, jeśli biała jest o 1/25 centa droższa za sztukę? Konstrukcja jest sztywna, trzeszczy jak na tę cenę nienatrętnie, spasowanie całości dużo lepsze niż przeciętnego "bezwypadkowego" samochodu w przeciętnym komisie. Wewnętrzne powierzchnie netbooka są matowe, łącznie z ramką wokół matrycy (czarną) oraz samą matrycą. Matowy jest również plastik na spodzie obudowy, logiczne więc, że zewnętrzna pokrywa matrycy będzie błyszcząca. Nie ja to wymyśliłem, świetnie zbiera odciski palców, podobnie jak srebrne wstawki z boków. Touchpad jest dość niewielkich gabarytów, do tego reaguje dziwnie - albo wcale, albo wykrywa ruchy cząsteczek powietrza, a przynajmniej takie odnoszę wrażenie. Wziąłem to wrażenie, odniosłem z powrotem i spróbowałem pogrzebać w konfiguracji (dołączone oprogramowanie pozwalało ustawić jakieś gesty czy inne egzorcyzmy), trochę się poprawiło, ale nadal szału nie robi. Przyciski lewy i prawy połączono kawałkiem błyszczącego plastiku, co jest pomysłem durnym podwójnie - palcuje się to straszliwie, do tego pykając prawym można wcisnąć niechcący również lewy. Klawiatura typu wyspowego, przy czym jeśli chodzi o porównanie z Sony Vaio, które również ma ten rodzaj ... nie, zaraz, stop, jakie porównanie, krewetek nie ma, Vaio kosztowało trzy razy tyle i tam klawisze wyglądają cały czas tak samo. W Asusie kilka klawiszy (T, 7, [, ]) bardzo chce gdzieś sobie pójść, odstają pod dziwnymi kątami i nie trzymają równego szyku z resztą kompanii. Dopóki odpowiadają na palce, nie przeszkadza to zbytnio, ale sądziłem w pierwszej chwili, że to tylko jeden drobny zgrzyt, wiadomo, cena czyni cuda. O jakim naiwnym łosiem byłem. Kultura pracy Sprzętowo w normie, hałas wentylatora umiarkowany ze wskazaniem na niski, nie stwierdziłem nadmiernego nagrzewania nawet w czasie pracy na miękkiej powierzchni, kiedy wylot powietrza (z lewej strony, ktoś tam jeszcze na Tajwanie myśli rozsądnie) jest nieco zakryty. Dziwne odgłosy wydaje za to dysk, miałem kiedyś Della, w którego trzewiach siedział dysk z funkcją parkowania głowicy po wykryciu nieoczekiwanych wygibasów. Słychać było wtedy takie charakterystyczne puknięcie, nie umiem natomiast powiedzieć, co robi dysk w Asusie, skoro nie gibam nim ani trochę, a dysk puka właśnie jakby parkował głowicę. Trochę to irytuje, bo wydobywa się w losowych odstępach czasu i póki co nie widzę związku z czymkolwiek racjonalnym. Ale to wszystko naprawdę są drobiazgi. Netbooki w zamierzeniach miały pracować jako sprzęty niepowalające na kolana wydajnością i mocą obliczeniową, pod kontrolą mało pamięciożernych systemów operacyjnych. Obiektem jakich straszliwych przymusowych praktyk seksualnych musiał być człowiek, którego ciężka trauma naprowadziła na pomysł zainstalowania na pokładzie netbooka z 1 GB RAMu Windowsa 7 w wersji Starter? Na co liczył producent, przyklepując sztamę z Microsoftem - że do komputerka za tysiaka dokupię pełnowartościowy system operacyjny za 1/3 tej kwoty, który nadal będzie się ślimaczył? Ile może kosztować kość 2 GB RAMu, jeśli pyta firma Asus - dolara? Półtora? Pięć? Zresztą to ich wewnętrzna sprawa, dlaczego jednak, skoro już jakiś skąpy księgowy (lub niespełna rozumu inżynier) zdecydował się na 1 GB, zamknięto dostęp do samodzielnej wymiany tejże kości? Na spodzie nie ma żadnej klapki, otworu, pokrywy, nic, nie licząc kilku szczelin wentylacyjnych. Obudowę trzymają w całości zatrzaski, które przy próbie samodzielnego dłubania (a gwarancja?) można wyłamać, zwłaszcza że na stronie producenta próżno szukać jakichś instrukcji. Gdyby omawiany sprzęt podpisało Apple/Foxconn, nie byłbym mocno zaskoczony, oni zawsze wią lepiej (on/ona/ono wie, oni wią, taki sucharek) co użytkownik chce zrobić z posiadanym urządzeniem. Ale ponieważ na klapie dumnie widnieje "Asus", nie jakiś potrójnie przepłacony chińczyk składany nieletnimi rączkami za miskę ryżu, oczekiwałem bogatej w sterowniki do różnych wersji systemów operacyjnych strony producenta, z uprzejmymi podpowiedziami Arialem dwunastką, co robić jak nie działa. O jakim naiwnym łosiem byłem. Oprogramowanie Obsługa Windows XP, który wydaje się naturalnym środowiskiem dla 1 GB RAMu i czterojajecznego, ale jednak tylko atomu, nie istnieje. Sterowników oficjalnie nie ma, jako człek uparty poświęciłem pełne frustracji popołudnie i wieczór na wygrzebywanie nawet z rosyjskojęzycznych stron podejrzanych plików, które mieniły się sterownikami "for 1025C WinXP" i coś tam dalej cyrylicą. Wysiłki okazały się daremne, wprawdzie menedżer urządzeń drugiego dnia ciężkich walk poddał się i raczył wykryć wszystkie bebechy komputera, ale szeroko pojęta płynność działania nie została odnotowana. Na dodatek po uruchomieniu kamery internetowej wyskakiwał znany i lubiany niebieski błąd STOP, którego nie chciało mi się już rozszyfrowywać. Pracować na Windows 7 Starter nie dało się wcale (uruchamianie systemu trwało ponad trzy minuty plus jakieś dwie po zalogowaniu, by dysk ostatecznie przestał pracowicie coś przeżuwać i uruchomienie dowolnego programu stało się możliwe - jeśli to nie skandal to chciałbym wiedzieć, co Asus uważa za skandal), na Windows XP było jeszcze gorzej, a komputer mimo wszystko był potrzebny i to nie w charakterze podstawki pod doniczkę. Wtedy dobrzy ludzie podpowiedzieli Linuksa z lekkim środowiskiem graficznym (tekstowego nie kumam za chińskiego boga). Wujek Google wypowiedział się głosem jakiegoś nerda, że nie ma tak lekko, bo na 1025C być może zadziała bez zgrzytów dystrybucja Linux Mint 13, a 12 i 14 już jakoby nie. LiveCD uruchomione z pendrive'a wstało od kopa w imponującym tempie, o które nawet nie podejrzewałem tej czerwonej azjatyckiej tandety, jak pieszczotliwie zacząłem nazywać nowy nabytek. Instalacja potrwała kilkanaście minut, o samym pingwinie można by jeszcze długo, więc dość powiedzieć, że rozdzielczość 1024x600, natywna dla tej matrycy, jest jak najbardziej osiągalna (domyślnie jest 800x600 i nie tak łatwo ją zmienić). Komputer działa prawidłowo, system startuje w 30 sekund od wciśnięcia "power" do ekranu logowania, uruchamianie aplikacji odbywa się w przyzwoitym czasie. Ekran 1024x600 to dość niewiele jak na drugą dekadę XXI wieku, podobno są już telefony komórkowe dysponujące większą rozdzielczością wyświetlacza. Kąty widzenia znośne, na boki jest nieco lepiej niż góra/dół, ale do typowego użytku tak małego komputerka (Internet, filmy, Skype) wystarcza to w zupełności. Do pracy z arkuszami kalkulacyjnymi nie ma to jak dwudziestokilkucalowy telewizor z jakąś gigantyczną rozdzielczością, każda księgowa to potwierdzi. Kolory scharakteryzować można zwięzłym stylem żołnierskim - są. Obróbka grafiki to nie te drzwi, proszę pana, jeśli widać różnicę między czerwonym a zielonym, to jest wystarczająco dobrze jak na ten segment sprzętu (nie ma krewetek, przypominam). Jasność więcej niż intensywna przy maksymalnym ustawieniu, ze względu na matową powłokę matrycy widoczność obrazu jest znośna przy oświetleniu światłem dziennym jak i sztucznym już przy około 40%. Kamera internetowa daje obraz przeciętny, rozdzielczość VGA to wszystko, na co ją stać. O jej działaniu informuje dioda (niebieska, znowu), umieszczona obok na ramce matrycy. Głośnik i mikrofon To nie błąd, głośnik jest jeden, umieszczony bardzo przemyślanie pod spodem. Gdy netbook stoi na biurku, powoduje to efekt tzw. akustycznego Instragrama, czyli zniekształcenie dźwięku, jakie oferuje blaszana beczka spadająca ze schodów. Dodać należy, że przy głośności ustawionej na 90-100% pojawia się charczenie, znane z bazarowych radyjek za 19,90 zł. Z prawej strony jest wejście/wyjście audio typu jack 3,5 mm, do którego można podpiąć zestaw słuchawkowy z telefonu i wtedy wrażenia odsłuchowe są dużo lepsze. Żadna tam audiofilia, po prostu nie ma już tej beczki. Wbudowany mikrofon znajduje się z prawej strony kamery internetowej, czułość zaledwie poprawna, bez większych zniekształceń. Bateria i zasilanie Deklarowane 12 godzin to oczywiście bezczelne łgarstwo, ale z włączonym WiFi, jasnością matrycy 40% i podczas przeglądania Internetu 6 do 7 godzin jest osiągalne bez trudu (mowa o Linuksie, który jakoby gorzej sobie radził z zarządzaniem energią - nie zauważyłem niczego takiego). To jedna z niewielu zalet tego sprzętu, gdyby nie to, już dawno poszedłby do ludzi. Mam wersję z większą baterią, która lekko wystaje poza obrys obudowy, ale to również zaleta, bo zwiększa kąt nachylenia klawiatury do użytkownika i pisze się całkiem wygodnie. Gniazdo ładowania umieszczono z lewej strony, jest rozczulająco delikatne i sprawia wrażenie bardzo wątłego. Wtyczka nie siedzi w gnieździe zbyt pewnie, ma łatwo wyczuwalny luz, choć nie stwierdziłem przerw w zasilaniu jak na razie. Zasilacz posiada diodę (niebieską ...), o ładowaniu baterii informuje dwukolorowa dioda na przedniej krawędzi netbooka (pomarańczowa - ładowanie, zielona - naładowana). Podsumowanie Dwa słowa - ogromne rozczarowanie. Kupując tanie małe miejskie autko nie oczekiwałem osiągów kilkusetkonnej limuzyny segmentu premium, ale nie spodziewałem się bynajmniej, że dostanę wóz drabiniasty na kwadratowych kołach ciągnięty przez okulawionego osła, bo przecież, na Trygława i Swaroga, nie wybrałem Mediona albo innego Ping Pong Biedronka Industries, tylko firmę obecną na rynku od wielu lat. Trudno oczekiwać stopów magnezu, nierdzewnej stali lub aluminium, płacąc nieco ponad tysiaka za nowy sprzęt, więc do zastosowanych plastików i spójności konstrukcji nie mogę mieć zastrzeżeń (zwłaszcza, że są naprawdę przyzwoite). Zresztą komputer przejechał już dobre kilkanaście razy przez rozmaite bramki lotniskowe, a to w nosidełku, a to bez i nic mu nie odpadło ani się nie połamało, zarysowań ani otarć nie przybyło. I gdybym po wyjęciu z pudełka miał to, co po kilku dniach wytężonego uprawiania nerdyzmu, to charakter tej recenzji byłby zgoła inny. Czuję się w jakiś sposób oszukany przez Asusa, który nigdzie nie uprzedza, że w tej konfiguracji sprzęt nie nadaje się właściwie do użytku, ze względu na potworną ślamazarność systemu operacyjnego. A ponieważ mama mówiła, żebym z oszustami i kłamcami się nie zadawał, to więcej od Asusa nic nie kupię, cokolwiek wyprodukują. Zalety - niska waga - dobra bateria - jakość konstrukcji mechanicznej - niska cena - złącze HDMI Wady - Windows 7 Starter - producent milczy na temat innych systemów operacyjnych - błyszcząca zewnętrzna pokrywa matrycy - niebieskie diody - dźwięk słabej jakości - beznadziejny touchpad i kiepskie wykonanie klawiatury - wątłe gniazdo/wtyk zasilacza 2 2 Cytuj Udostępnij tę odpowiedź Odnośnik do odpowiedzi Udostępnij na innych stronach Więcej opcji udostępniania...
serwal4 Opublikowano 28 Marca 2013 Zgłoś Opublikowano 28 Marca 2013 (edytowane) Procek jest 'dwu-jajeczny' (fizycznie) not cztero, choć przy wydajności rdzenia Atoma to nawet 10... Choć może ta cała "wielo-wątkowość" naprawdę pomaga sile Atomu? A RAM'u i tak nie zmienisz, chyba że ogarnięty masz krótki kurs lutowania - RAM jest wlutowany w płytę główną; Tu na plus wysuwa się Acer z AOD270, który RAM'u może mieć 2GB+, a ostatnio w poszukiwaniu 10" matryc dostał nawet matową; Prostsza buda? No cóż; Tak czy siak - praktyka 'najnowszy Windows only' to norma, o supporcie oficjalnym Linuxa już w ogóle nie wspominając; Minimum mocy obliczeniowej zapewnia montowany w 11.6" E-450/E2-1800M (Asusy na macie zaginęły w akcji, pozostali produceni coś nie teges z matem); A luksus to Pentium 987M... ale tu jako ciekawostke montują (Acer/Asus) baterie 4-o komorowe, którę pozwolą może na 3-4h pracy; Ciekawą net-książką była Toshiba NB550D, której główną wadą była błyszcząca matryca; Tak to była w miarę solidna (pokryta pseudo gumą) budowa, imponujące głośniki (Kardon Panie!) jak na 10" - a wydajność do odpalenia poczty czy dwóch stron naraz znośna. No i bateria która przy buszowaniu z łaj-faj odpalonym wyciągała 8-9h; W idle do 13h; Edytowane 28 Marca 2013 przez serwal4 Cytuj Udostępnij tę odpowiedź Odnośnik do odpowiedzi Udostępnij na innych stronach Więcej opcji udostępniania...
jonas Opublikowano 28 Marca 2013 Zgłoś Opublikowano 28 Marca 2013 A RAM'u i tak nie zmienisz, chyba że ogarnięty masz krótki kurs lutowania - RAM jest wlutowany w płytę główną; . Gdzieś mignęła mi wprawdzie informacja, że zdarzały się wersje z wlutowaną kością, jak otworzę kiedyś z nudów swoją tandetę to sprawdzę. 1 2 Cytuj Udostępnij tę odpowiedź Odnośnik do odpowiedzi Udostępnij na innych stronach Więcej opcji udostępniania...
AragornPL Opublikowano 29 Marca 2013 Zgłoś Opublikowano 29 Marca 2013 (edytowane) Dzięki jonas za recenzję sprzętu, o którym nieraz tak niepochlebnie się wyrażałeś. Toż to nawet Wind U100, którego taką sobie przyjemność miałem posiadać był lepszy ;). W kwocie ~1k zł wolałbym coś używanego na C2D ze świeżą baterią. Wysupłałbym jeszcze trochę grosza na SSD. Tu z miejsca chciałbym polecić sensowną alternatywę: Lenovo ThinkPad Edge E130 - matowa matryca 11.6" 1366x768. 1650 PLN za najbardziej podstawową wersję w sklepie, gdzie nabywałem większego brata, tj. E330. Zalety? Pentium 997, 4GB RAMu (przy którym można oczywiście samodzielnie grzebać), trackpoint, gigabit ethernet i niesyfiąca się obudowa, do tego najwygodniejsza laptopowa wyspówka imo (taka, jak we wszystkich współczesnych ThinkPadach). Całość ostro gniecie Atoma, Win7/8 zasuwa aż miło. Wady? Brak sprzętowego przełącznika wlan/bt (zarządza się tym programowo) + jedyne diody, które posiada, to 2x sygnalizujące, czy komputerek działa/jest uśpiony oraz przy gnieździe ładowania, informująca, czy ładowarka jest tak miła i podsyła prąd. W wersji za 1650 PLN brak systemu (mi to akurat na rękę - el studente, MSDNAA i te sprawy), z systemem 1999 złotówek. Pewnie byś go teraz dzierżył, gdyby nie fakt, że nie wspomnieliśmy o nim na testowym w momencie wybierania przez Ciebie lapka. Nie wiem, czy była dostępna wtedy też wersja bez OS. @Tapatalk Edytowane 29 Marca 2013 przez AragornPL Cytuj Udostępnij tę odpowiedź Odnośnik do odpowiedzi Udostępnij na innych stronach Więcej opcji udostępniania...
jonas Opublikowano 29 Marca 2013 Zgłoś Opublikowano 29 Marca 2013 1650 to już bliżej 2000, jak dawać 2000 to można poszukać czegoś jeszcze mocniejszego. Może nawet za 2250, ale właściwie czemu nie za 2500 albo 2750 ... Nah, i tak już poszalałem, bo planowałem wydać 1000 plus ewentualne nosidełko. Ale teraz zastanowiłbym się bardzo poważnie nad używanym Dellem 12" i okolicami, E4200 na przykład. Tylko z baterią byłaby pewnie loteria i dużo mniej, niż obecne 6-7 godzin. Następnym razem jednakowoż będę ostrożniejszy. 1 1 Cytuj Udostępnij tę odpowiedź Odnośnik do odpowiedzi Udostępnij na innych stronach Więcej opcji udostępniania...