Skocz do zawartości
Camis

The God Delusion - Bóg Urojony

Rekomendowane odpowiedzi

Głośny dokument o religii i ateizmie autorstwa Richarda Dawkinsa, nadany przez brytyjski Channel 4. Warto obejrzeć, bo nie sądzę, żeby jakakolwiek polska telewizja odważyła się to pokazać w najbliższym dziesięcioleciu

 

 

Milion sprzedanych egzemplarzy, jeden z hitów największej na świecie internetowej księgarni amazon.com oraz cały czas miejsce w pierwszej dziesiątce listy bestsellerów dziennika „The New York Times”.

 

Ogładał ktoś, jakies spostrzeżenia ? Polecam ;]

 

 

Wiecej info o filmie

Edytowane przez Cmx

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Film naprawde dobry i mocny, koles rozwaza sens istanienia religii nawiazujac do obecnych religii oraz przeprowadzajac sporo wywiadow, przedstawiajac fakty i domysly. (taa pojechalem z opisem, pozno jest staralem sie jak moglem ;) ) Polecam

Edytowane przez evocati

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Gość chronicsmoke

"Existence without meaning is surely not living your life, but just experiencing it" cytat nie z filmu ale chyba pokazuje czemu ludzie mającoś takiego jak wiara czy religia.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Film naprawde dobry i mocny, koles rozwaza sens istanienia religii nawiazujac do obecnych religii oraz przeprowadzajac sporo wywiadow, przedstawiajac fakty i domysly. (taa pojechalem z opisem, pozno jest staralem sie jak moglem ;) ) Polecam

Co do sensu istnienia religii, to każdy ksiądz powie Ci dokładnie to samo, co Dawkins, tylko innymi słowami i z przeciwnym nacechowaniem.

 

"Existence without meaning is surely not living your life, but just experiencing it" cytat nie z filmu ale chyba pokazuje czemu ludzie mającoś takiego jak wiara czy religia.

Lame excuse, sir. Wcale nie trzeba bytu doskonałego, wiecznego i wszechmocnego, zeby nadać życiu sens. To jest tzw pojscie na łatwiznę. (nie wiem, czy wymiana pogladow na te tematy jest na tym forum dozwolona).

 

Abstraciach!ąc, pomimo, że jestem zatwardziałym ateistą i antyklerykałem, nie popieram zbytnio tego, co robi Dawkins. Lepiej mu idzie jako biologowi, niż jako filozofowi. O ile "Samolubny gen" stwarzał przynajmniej pozory naukowości (zaś cała teoria odcisnęła swe piętno na współczesnej psychologii i naukach kognitywnych), o tyle "Bóg urojony" (mówię o książce) to zwykłe brednie ateisty - fanatyka. Chociaż nie powiem, sposób, w jaki ośmieszył dowód ontologiczny na istnienie Boga, wywołał szeroki uśmiech na mej twarzy.

Edytowane przez darkx

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Gość chronicsmoke

Co do sensu istnienia religii, to każdy ksiądz powie Ci dokładnie to samo, co Dawkins, tylko innymi słowami i z przeciwnym nacechowaniem.

Lame excuse, sir. Wcale nie trzeba bytu doskonałego, wiecznego i wszechmocnego, zeby nadać życiu sens. To jest tzw pojscie na łatwiznę. (nie wiem, czy wymiana pogladow na te tematy jest na tym forum dozwolona).

 

Abstraciach!ąc, pomimo, że jestem zatwardziałym ateistą i antyklerykałem, nie popieram zbytnio tego, co robi Dawkins. Lepiej mu idzie jako biologowi, niż jako filozofowi. O ile "Samolubny gen" stwarzał przynajmniej pozory naukowości (zaś cała teoria odcisnęła swe piętno na współczesnej psychologii i naukach kognitywnych), o tyle "Bóg urojony" (mówię o książce) to zwykłe brednie ateisty - fanatyka. Chociaż nie powiem, sposób, w jaki ośmieszył dowód ontologiczny na istnienie Boga, wywołał szeroki uśmiech na mej twarzy.

Ale ja nie mówię, że trzeba ja tylko mówię, że ludzie szukają czegoś w religii a czy znajdują tego nie wiem.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ale ja nie mówię, że trzeba ja tylko mówię, że ludzie szukają czegoś w religii a czy znajdują tego nie wiem.

Spoko, nie kierowalem swojej wypowiedzi bezposrednio do Ciebie, tylko do ludzi, ktorzy w ten sposob sie "usprawiedliwiaja". Peace :)

 

 

Co do dokumentu - mozna go zlapac w wersji z lektorem w telewizji Planete (przynajmniej jeszcze miesiac temu mozna bylo, ale oni mają skłonność do powtarzania tego samego xx miesięcy).

Edytowane przez darkx

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Lame excuse, sir. Wcale nie trzeba bytu doskonałego, wiecznego i wszechmocnego, zeby nadać życiu sens. To jest tzw pojscie na łatwiznę. (nie wiem, czy wymiana pogladow na te tematy jest na tym forum dozwolona).

Jest, poki zachowuje sie kulture dyskusji.

 

Co do potrzeby lub nie: niektorzy potrzebuja na kogos zwalic wine za niewytlumaczalne dla nich zjawiska czy zdarzenia, komus sie wyzalic albo z czegos zwierzyc, a z jakich wzgledow nie powiedza o tym rodzinie czy komukolwiek innemu. I w tym momencie pojawia sie bog/bogowie i religia.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Co do potrzeby lub nie: niektorzy potrzebuja na kogos zwalic wine za niewytlumaczalne dla nich zjawiska czy zdarzenia, komus sie wyzalic albo z czegos zwierzyc, a z jakich wzgledow nie powiedza o tym rodzinie czy komukolwiek innemu. I w tym momencie pojawia sie bog/bogowie i religia.

Jeśli dodać do tego jeszcze to, że ktoś na tym kase trzepie, otrzymujemy cały sens istnienia religii :D

 

Fajnie i przyjemnie jest przecież sobie pomarzyć i pomodlić się: daj boze mi to i tamto, niech sie stanie to i tamto...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

czasy fanatyzmu mam za sobą (nawet na tym forum zacięcie walczyłem w którymś z tematów), nie potrafię określić w co dokładnie wierzę, ale mimo wszystko wolę żyć i umierać z myślą, że COŚ dalej jest.

 

odbieranie ludziom tej myśli nie ma sensu, bo to jak odbieranie szczęścia...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

czasy fanatyzmu mam za sobą (nawet na tym forum zacięcie walczyłem w którymś z tematów), nie potrafię określić w co dokładnie wierzę, ale mimo wszystko wolę żyć i umierać z myślą, że COŚ dalej jest.

 

odbieranie ludziom tej myśli nie ma sensu, bo to jak odbieranie szczęścia...

Dlaczego wierzący mierzą wszystkich swoją miarką i nie potrafi do nich dotrzec, że człowiek niewierzący potrafi być szczęśliwy? Mnie szczęście daje zadawanie pytań i poszukiwanie odpowiedzi na nie, a nie przyjmowanie ich gotowych, na tacy (w dodatku nie uzasadnionych w sposób racjonalny i zgodny z prawami logiki). Człowiek z natury jest istotą ciekawą świata, dlaczego tę ciekawość w nim zabijać i uważać ją za nieszczęście?

Edytowane przez darkx

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Gość Villentretenmerth

Mały cytat .:

 

"Chrześcijanom zadowalającym się ogryzkami po Platonie, gdzie śmierć to rodzaj eschatologicznej usługi krawieckiej, a wykrojona z ciała dusza żwawo "stąd" wzlatuje do "nieba", łatwo umyka znaczenie tej zapowiadanej przemiany. Ale również i tych, co pamiętają o "ciała zmartwychwstaniu", nie trapi zbytnio kosmiczny wymiar Bożych planów. Tak jakby pokonanie śmierci sprowadzało się do wytarcia gumką brzydkiego kleksa. Bo przecież świat jest w gruncie rzeczy jak należy, i my jesteśmy jak należy; i trzeba tylko trochę posprzątać, oddzielić owce od kozłów, wytresować lwa, by nie zeżarł baranka etc. W sumie widoki niczym z broszurek Świadków Jehowy, przypominających amerykańskie reklamy z lat pięćdziesiątych zamieszczane w rodzinnych magazynach: on i ona w średnim wieku, zadbani (ale bez przesady) i otoczeni gromadką udanych dzieci. W tle przyjemny domek wśród pól, do tego dużo kwiecia, a po promiennych uśmiechach znać, że dentyści w raju nie mają wiele roboty.

 

Tymczasem ani ten świat nie jest jak należy, ani my, i żadne takie korekty tu nie wystarczą. Nie idzie bowiem o to, że przy zmartwychwstaniu garbatych się naprostuje, karzełków - rozciągnie, a słabym na umyśle naleje oleju do głowy. Prawda, nawet niektórzy Ojcowie Kościoła snuli opowieści o Królestwie Niebieskim zapełnionym dorodnymi 33-latkami (wiek Chrystusowy), co kończyło się aż nazbyt często szczegółowymi rozważaniami o pośmiertnym pożytku z członków wstydliwych. Ale na początku tak nie było.

 

Nasze ciało bowiem to nie tylko rozbrykane członki wstydliwe, ból, choroby, a na końcu śmierć, ale w pewnym sensie - ponieważ w istocie jesteśmy ciałem - sposób, w jaki pęknięcie ludzkiej natury najdotkliwiej się objawia. "Jestem bowiem świadom, że we mnie, to jest w moim ciele, nie mieszka dobro; bo łatwo przychodzi mi chcieć tego, co dobre, ale wykonać - nie. Nie czynię bowiem dobra, którego chcę, ale czynię to zło, którego nie chcę. [...] Nieszczęsny ja człowiek! Któż mnie wyzwoli z ciała, [co wiedzie ku] tej śmierci?" (Rz 7,18-19, 24).

 

Chrześcijańskie zbawienie to zatem nie tyle ocalenie przed cierpieniem i śmiercią, bezpieczne przeniesienie jakiejś czystej cząstki nas samych (duszy?) na "tamtą stronę", ale uleczenie całej naszej natury. Potrzebujemy Zbawiciela nie po to, żeby poprawiły się nam "warunki życiowe" - żeby tylko nie bolało, nie kończyło się grudą ziemi na głowę, a wtedy już na pewno będziemy grzeczni i zadowoleni! Bo przecież w chwilach jasności przeczuwamy, że nawet wieczność nie zdołałaby nas ukoić, i że cierń tkwi daleko głębiej. "Broń mnie przed sobą samym" - pisał Mickiewicz. Co jest na dobry ład jeszcze jednym sposobem powiedzenia: "Bądź wola Twoja".

 

Bez tej radykalnej przemiany (czasem nazywa się to moralizatorsko "przemianą serca", ale święty Paweł jak zwykle mówi mocniej: "Teraz zaś już nie ja żyję, lecz żyje we mnie Chrystus") wskrzeszona i nieśmiertelna ludzkość z bolszewickich rojeń przypomniałaby raczej czeredę potępieńców zajętych puszczaniem we wszechświat - niczym upiornych bąków - nowych "układów planetarnych". Co z kolei jest jeszcze jednym - i wcale nie najgorszym - sposobem na wyobrażenie sobie wiecznych mąk piekielnych. "

 

źródło.: http://www.czytanki.hox.pl/traba.html

 

Jak to się mówi .: "to w co wierzysz, to otrzymasz" - (lub też inaczej, w co NIE wierzysz, tego NIE otrzymasz), jak powiedział Jezus, "gdybyś miał wiarę jak ziarno gorczycy ( czyli bardzo małą), to mógłbyś góry przenosić" - i tyle.

 

Żeby to jeszcze było takie wszystko proste, ale niestety nie jest i nie będzie - patrz NATURA człowieka.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Dlaczego wierzący mierzą wszystkich swoją miarką i nie potrafi do nich dotrzec, że człowiek niewierzący potrafi być szczęśliwy? Mnie szczęście daje zadawanie pytań i poszukiwanie odpowiedzi na nie, a nie przyjmowanie ich gotowych, na tacy (w dodatku nie uzasadnionych w sposób racjonalny i zgodny z prawami logiki). Człowiek z natury jest istotą ciekawą świata, dlaczego tę ciekawość w nim zabijać i uważać ją za nieszczęście?

przecież nigdzie nie twierdzę, że ateiści nie potrafią być szczęśliwi. nie zrozumiałeś mnie. chodziło mi o coś innego. popatrz na większość ludzi starszych (niekoniecznie fanatyków RM), którzy wychowali się na tym, że po śmierci za swoje dobre uczynki będą mieć "życie wieczne". oni są z tego powodu szczęśliwi, gdyby ktoś im właśnie niepodważalnie udowodnił, że Boga nie ma, to ich szczęście legło by w gruzach. umierali by bez nadziei, która była w nich przez całe życie, naprawdę chciałbyś im ją odebrać? wiara/niewiara to kwestia indywidualna i tak jak wierzący nie powinni "na chama" wmawiać ateistom, że Bóg istnieje, tak ateiści nie powinni "na chama" wmawiać wierzącym, że Boga nie ma.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

przecież nigdzie nie twierdzę, że ateiści nie potrafią być szczęśliwi. nie zrozumiałeś mnie. chodziło mi o coś innego. popatrz na większość ludzi starszych (niekoniecznie fanatyków RM), którzy wychowali się na tym, że po śmierci za swoje dobre uczynki będą mieć "życie wieczne". oni są z tego powodu szczęśliwi, gdyby ktoś im właśnie niepodważalnie udowodnił, że Boga nie ma, to ich szczęście legło by w gruzach. umierali by bez nadziei, która była w nich przez całe życie, naprawdę chciałbyś im ją odebrać? wiara/niewiara to kwestia indywidualna i tak jak wierzący nie powinni "na chama" wmawiać ateistom, że Bóg istnieje, tak ateiści nie powinni "na chama" wmawiać wierzącym, że Boga nie ma.

Mozesz mi wierzyc, ze daleko mi do wmawiania komukolwiek czegokolwiek. Studiuję na katolickiej uczelni (los tak chciał :lol: ), mam kilku księży - kolegów, jestem daleko od uznawania ich za ludzi gorszych. Po prostu mamy odmienne pomysły na życie, moralność, prawo, uczucia itp, jednak jeśli się przyjrzeć bliżej - w fundamentalnych zagadnieniach mozna dojść zawsze do jakiegoś konsensusu. Ja np "nie zabijaj" tłumaczę potrzebą przetrwania gatunku, oni zaś prawem naturalnym (pochodzącym od Boga). Dwa różne punkty wyjścia, ten sam punkt dojścia.

 

Co więcej, jako ateista nie wyobrażam sobie współczesnego świata bez religii.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja nie rozumiem kwestii innej. Dlaczego mamy udowadniać innym, że Bóg istnieje. Przecież wszystko można metodologicznie wyjaśnić. Jedyną może nie do końca poprawną racjonalnie odpowiedzią jest inaczej postawione pytanie: Spróbujcie udowodnić, że nie istnieje. I każda ze stron będzie miała swoje zdanie. Jedni uwierzą inni nie... I kropka

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja nie rozumiem kwestii innej. Dlaczego mamy udowadniać innym, że Bóg istnieje. Przecież wszystko można metodologicznie wyjaśnić. Jedyną może nie do końca poprawną racjonalnie odpowiedzią jest inaczej postawione pytanie: Spróbujcie udowodnić, że nie istnieje. I każda ze stron będzie miała swoje zdanie. Jedni uwierzą inni nie... I kropka

Jest wiele rzeczy, w które nie wierzymy nie posiadając jednocześnie dowodów na to, że nie istnieją ;]

 

 

Osobiście polecam obejrzeć również film Zeitgeist, którego pierwsza cześć także odnosi się do religii...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli dodać do tego jeszcze to, że ktoś na tym kase trzepie, otrzymujemy cały sens istnienia religii :D

 

Fajnie i przyjemnie jest przecież sobie pomarzyć i pomodlić się: daj boze mi to i tamto, niech sie stanie to i tamto...

IMHO trzeba w tym miejscu oddzielic wiare od kosciola, bo o ile kosciol bez wiary nie pociagnie, to wiara bez kosciola sie potrafi doskonale obejsc.

 

Ja nie rozumiem kwestii innej. Dlaczego mamy udowadniać innym, że Bóg istnieje. Przecież wszystko można metodologicznie wyjaśnić. Jedyną może nie do końca poprawną racjonalnie odpowiedzią jest inaczej postawione pytanie: Spróbujcie udowodnić, że nie istnieje. I każda ze stron będzie miała swoje zdanie. Jedni uwierzą inni nie... I kropka

Jak dla mnie to jednym z podstawowych zalozen wiary jest to, ze pewne rzeczy przyjmuje sie bez dowodu, stad domaganie sie dowodu na istnienie lub nieistnienie Boga jest IMHO typowym biciem piany przez fanatykow obu stron...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

IMHO trzeba w tym miejscu oddzielic wiare od kosciola, bo o ile kosciol bez wiary nie pociagnie, to wiara bez kosciola sie potrafi doskonale obejsc.

To jest kwintesencja odwiecznego sporu. Kościoły są instytucjami z założenia negatywnymi. Wiara jest czymś indywidualnym i NIESZKODLIWYM dla innych.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

To jest kwintesencja odwiecznego sporu. Kościoły są instytucjami z założenia negatywnymi. Wiara jest czymś indywidualnym i NIESZKODLIWYM dla innych.

Właśnie według prof. Dawkinsa nie. Jego zdaniem (z którym się zgadzam) tworzy ona przykrywkę , daje przyzmat akceptowalności dla zachowań ekstremalnych. Dużo osób zarzuca mu to że w swoim zachowaniu jest zbyt agresywny, ale my z polskiej perspektywy nie bardzo możemy to oceniać ,wbrew pozorom nasze radio maryja to psikus przy tym co się dzieje w stanach zjednoczonych. Evangelical christians- ludzie wierzący w dosłowną interpretacje biblii, są zdania że ziemia ma 6000 lat a dinozaury żyły z ludźmi.Popierają użycie siły w walce ze złem ( w kulturze amerykńskiej , szczególnie literaturze przewija się motyw walki Boga z szatanem o ziemie amarykańskie - częściowo na ten temat pisze swoją pracę licencjacką) Nie jest to zjawisko marginalne, jakby się mogło wydawać. Do tego odłamu chrześcijaństwa przyznaje się 23 % amerykanów co daje 80 milionów ludzi,mówi się że to właśnie ci ludzie jako najbardziej zdyscyplinowani wyborcy maja już siłę do wybierania prezydenta i mogą wpływać na kierunek rozwoju kraju. Przeforsowali już w jedym ze stanów akceptacje możliwości nauczania kreacjonizmu w szkole. Takie zmiany zaczynają być coraz bardziej widoczne w róznych zakątkach świata, gdzie religia staje się tylko przykrywką do manipulacji politycznych. W takim wypadku otwarta krytyka jest jak najbardziej na miejścu , trzeba przełamać tą nietykalność religii bazowanej tylko na tym że jest religią.

Polecam zobaczyć wstrząsający film Jesus Camp o indoktrynacji dzieci przez tą właśnie społeczność :

W częściach jest na youtube http://uk.youtube.com/watch?v=c94b1_dx9Q8

ciekawy urywek :

http://uk.youtube.com/watch?v=5CgvgjfwyPs

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jak dla mnie to jednym z podstawowych zalozen wiary jest to, ze pewne rzeczy przyjmuje sie bez dowodu, stad domaganie sie dowodu na istnienie lub nieistnienie Boga jest IMHO typowym biciem piany przez fanatykow obu stron...

Tym wlasnie sa dogmaty i oczywsicie masz racje, ze leza one u podstaw kazdej wiary. Ja zyje z przeswiadczeniem, ze istnieje sila wyzsza i nie potrzebuje namacalnych dowodow jej istnienia.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Dawid666- Ale ty wciąż mieszasz to o czym mówiłem wiarę i religię. Jak by kościoła nie nazywać (Evangelical christians, kościół katolicki, wyznawcy jechowy, itd.) to jest cały czas kościół/religia. Wszystkie one są z gruntu złe bo podają ci na tacy co masz myśleć o pewnych kwestiach. Ten fakt czyni z nich narzędzie zniewalania rozumu, bo filtruje ci twoje poglądy. A to że za pomocą tychże religii można osiągać korzyści polityczne to jest kwestia wtórna i oczywista. Jeśli masz tłum ludzi którym mówisz co mają myśleć o aborcji to możesz im też powiedzieć jak mają głosować w wyborach. To jest oczywiste i nie ma się co tutaj rozwodzić nad tym zagadnieniem.

Wiara zaś to jest coś zupełnie innego. To jest coś wewnątrz człowieka. Jego wewnętrzne przekonanie o czymś. I to nie tyczy się tylko boga/siły wyższej (jak zwał tak zwał). Wiara/przekonanie o istnieniu może dotyczyć także innych kwestii. Jak choćby przekonanie, że są ludzie co leczą jakąs siłą wewnętrzną. Jeden może wierzyć że to działa inny nie. Także to jest szersze zagadnienie. Natomiast ma zawsze jedną wspólną cechę. Nie dotyczy osób trzecich. Nie szkodzi im i nie przeszkadza. Innymi słowy. Jeśli ja wierzę, że jedząc co rano łyżeczkę kału nietoperza stanę się piekny i młody to ok. Mogę przecież mieć takie przekonanie i NIKOMU oprócz mnie nie dzieje się z tego tytułu żadna szkoda materialna czy duchowa. Nikomu też nie kazuje tego czynić. Czyli to moje przekonanie tyczy się mnie i tylko mnie.

Z religiami jest inaczej. Szkodzą nie tylko nieświadomym tej szkody wyznawcom danej religii (ograniczając im postrzeganie świata), ale także szkodą naokoło (bo np. katolicy lobbują przeciw aborcji, bo kler ma wpływ na finanse państwa, bo na tle religijnym dochodzi do prześladowań i zabójstw, itd.).

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Dołącz do dyskusji

Możesz dodać zawartość już teraz a zarejestrować się później. Jeśli posiadasz już konto, zaloguj się aby dodać zawartość za jego pomocą.

Gość
Dodaj odpowiedź do tematu...

×   Wklejono zawartość z formatowaniem.   Przywróć formatowanie

  Dozwolonych jest tylko 75 emoji.

×   Odnośnik został automatycznie osadzony.   Przywróć wyświetlanie jako odnośnik

×   Przywrócono poprzednią zawartość.   Wyczyść edytor

×   Nie możesz bezpośrednio wkleić grafiki. Dodaj lub załącz grafiki z adresu URL.

Ładowanie



×
×
  • Dodaj nową pozycję...