Skocz do zawartości
lspider

Polityka i politycy

Rekomendowane odpowiedzi

Nie fakt, że dopalacze są sprzedawane (czemu miałyby nie być, skoro jest popyt), ale właśnie to, że są sprzedawane jako "produkty kolekcjonerskie", przez co nie trzeba umieszczać na opakowaniach stosownych informacji.

 

Myślę, że napis "nie do spożycia" jest zupełnie wystarczającą informacją - podobną znajdziemy na środkach czystości itp.

Jeśli zaś chodzi o sam skład, to nawet tutaj w temacie ludzie podają składniki niektórych dopalaczy, czyli gdzieś jednak jest taka informacja - bo wątpię, aby każdy w domu miał laboratorium.

 

Czy gdyby rząd na tydzień przed wyborami obniżył podatki o połowę, to też byłbyś przeciw, bo byłoby to zagranie marketingowe?

 

A nie było by to zagranie pod publiczkę? Różnica polega na tym, że zmieniać stawki podaktów im wolno, a zamykać wszystkie sklepy bez sprawdzenia, która substancja jest szkodliwa i czy w ogóle jest sprzedawana w danym sklepie, jest zwyczajnym bezprawiem.

 

Myślałem, że nie chodzi o to, żeby je wycofywać... Dopiero co pisałeś, że papierosy też są szkodliwe, a chyba nie chcesz ich wycofywać, nie?

 

No właśnie problem w tym, że nie wszystkie dopalacze są szkodliwe - jak błędnie zakładają ludzie nie mający o nich zielonego pojęcia. Inaczej ilość trupów szła by w dziesiątki tysięcy. Część z nich może być szkodliwa, bo zatruło się nimi (zapewne po przedawkowaniu) jakaś tam liczba ludzi. Jednak reszta najwidoczniej nie jest szkodliwa, skoro większość kupujących nadal chodzi po tej ziemi, nie? ;]
  • Upvote 1

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Dokładnie ulisses, nie wszystkie dopalacze są szkodliwe. Uważam, że powinna być procedura ich dopuszczenia zakładająca, że mniej szkodliwe niż tytoń i alkohol dopuszczamy. Do tego opodatkowanie bo niby czemu nie ma na nie akcyzy skoro na alko jest? Jeżeli bez podatku to alko i tytoń też bez.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Zgadzam się, przy czym w żadnym wypadku nie rezygnował bym z akcyzy i podatku. Co więcej, byłbym nawet za jej podniesieniem - wyższa cena = mniej tego guana wśród ludzi (tu także mam na myśli alkohol i papierosy - może poza piwem, bo jedno piwko od czasu do czasu nikomu krzywdy nie zrobiło).

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jednak reszta najwidoczniej nie jest szkodliwa, skoro większość kupujących nadal chodzi po tej ziemi, nie? ;]

 

Nie. Może nie jest śmiertelna, ale to nie znaczy że nie szkodliwa. Za mało czasu upłynęło od wprowadzenia większości z tych substancji żeby już teraz ocenić wpływ ich długotrwałego zażywania.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Oscaliber, nie można zakazać wszystkiego czego nie znamy. Zauważ jak obłąkany świat zaczyna się w taki sposób tworzyć. Można zakazywać tych substancji których szkodliwości dowiedziono a sposób walki z nimi musi być skuteczny w obronie potencjalnych użytkowników a nie dla zysku mafii jak to się dzieje obecnie. Przecież od czasów prohibicji w USA wszyscy wiemy, że każdy zakaz używki to zysk dla mafii i tragedia dla użytkowników. Ograniczenie popytu na te szkodliwe powinno się odbywać na zasadzie budowania autorytetu państwa. Potencjalny użytkownik powinien czytać komunikat rządu, nie kupuj tego bo to zabija i wierzyć. Tak nie jest bo państwo wielokrotnie kłamie.

Przykład, wg przedstawicieli państwa marihuana uzależnia 300 razy mocniej niż tytoń. Faktycznie uzależnia 0,20 razy tyle co tytoń (wg wiarygodnego źródła zachodniego, instytut CATO). Bagatela różnica 1500 krotna. To nie jest przypadek, to nie jest pomyłka, to jest manipulacja. To powoduje, że wierzyć władzy nie można.

Edytowane przez maxymili
  • Upvote 2

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Myślę, że napis "nie do spożycia" jest zupełnie wystarczającą informacją - podobną znajdziemy na środkach czystości itp.

 

O-M-G. Dobra, kończę udzielać się tutaj, bo czuję się jakbym mówił do ściany (a już przez chwilę myślałem, że zacząłeś kumać problem). Czy NAPRAWDĘ nie widzisz różnicy w sprzedawaniu dopalaczy, a sprzedawaniu Ludwika w Żabce? Jeszcze raz, ostatni - dopalacze, mimo informacji na opakowaniu, że nie służą spożyciu (wykorzystanie luki prawnej), sprzedawane są jako produkty do spożycia. Przychodzi sobie taki ziomek po szkole, mówi, że idzie na imprezę i chce się lepiej bawić, więc dostaje pigułki, z "życzeniami udanej imprezy" od sprzedawcy (cytat z jakiejś dziennikarskiej prowokacji). Te wszystkie, padające tutaj, porównania sprzedaży dopalaczy do sprzedaży środków czystości, papierosów, czy alkoholu, są po prostu skrajnie głupie. Nie wiem jak niektórzy mogą tego nie rozumieć, ale przeszła mi już chęć dowiedzenia się tego. Spróbuję może dotrzeć do niektórych z jeszcze innej strony - skoro klienci sklepów z dopalaczami "są debilami", bo spożywają produkty "nie do spożycia", to dlaczego nie spożywają rzeczonych środków czystości? Przecież masa jest powszechnie dostępnych środków chemicznych, które dają odlot, a wyszłoby na pewno taniej. Nasuwa się Wam odpowiedź? Może dlatego, że środki czystości, w przeciwieństwie do dopalaczy, NIE SĄ IM SPRZEDAWANE JAKO COŚ DO SPOŻYCIA, PO CZYM BĘDĄ MIELI ODLOT NA IMPREZIE. Co w tym jest takiego trudnego do pojęcia???

 

A nie było by to zagranie pod publiczkę?

 

Stary, na jakim Ty świecie żyjesz? Prawie wszystko, co robią politycy, jest zagraniem pod publiczkę. Marketing i PR są wpisane w zawód polityka. Czy zamknięcie sklepów było takim zagraniem? OCZYWIŚCIE, ŻE TAK. Czy w związku z tym powinno się zostawić sklepy w spokoju? OCZYWIŚCIE, ŻE NIE, bo sprzedawanie małolatom chemicznego g..... jako kolekcjonerskich produktów nie do spożycia, przy jednoczesnym zachwalaniu ich skuteczności na imprezach, jest kpiną z tego państwa.

 

Różnica polega na tym, że zmieniać stawki podaktów im wolno, a zamykać wszystkie sklepy bez sprawdzenia, która substancja jest szkodliwa i czy w ogóle jest sprzedawana w danym sklepie, jest zwyczajnym bezprawiem.

 

Powtarzam po raz kolejny - nie jestem prawnikiem. Wątpię, czy Ty jesteś. Piszesz cały czas, jak to prawa należy bezwzględnie przestrzegać, a nie sądzę, żebyś znał dokładnie prawne podstawy zamknięcia tych sklepów. Póki ktoś nie wygra prawomocnym wyrokiem z państwem polskim, w procesie o bezprawne zamknięcie sklepu z produktami kolekcjonerskimi, nie możesz powiedzieć, że zamknięcie to było bezprawiem.

 

No właśnie problem w tym, że nie wszystkie dopalacze są szkodliwe - jak błędnie zakładają ludzie nie mający o nich zielonego pojęcia. Inaczej ilość trupów szła by w dziesiątki tysięcy. Część z nich może być szkodliwa, bo zatruło się nimi (zapewne po przedawkowaniu) jakaś tam liczba ludzi. Jednak reszta najwidoczniej nie jest szkodliwa, skoro większość kupujących nadal chodzi po tej ziemi, nie? ;]

 

Myślę, że napis "nie do spożycia" jest zupełnie wystarczającą informacją - podobną znajdziemy na środkach czystości itp.

 

Nie wiem jak ślepym trzeba być, żeby nie widzieć tutaj problemu.
  • Upvote 3

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Stary, na jakim Ty świecie żyjesz? Prawie wszystko, co robią politycy, jest zagraniem pod publiczkę. Marketing i PR są wpisane w zawód polityka. Czy zamknięcie sklepów było takim zagraniem? OCZYWIŚCIE, ŻE TAK. Czy w związku z tym powinno się zostawić sklepy w spokoju? OCZYWIŚCIE, ŻE NIE, bo sprzedawanie małolatom chemicznego g..... jako kolekcjonerskich produktów nie do spożycia, przy jednoczesnym zachwalaniu ich skuteczności na imprezach, jest kpiną z tego państwa.

 

 

To panstwo, jego prawo, rzad i glupia tluszcza to kpina.

Niestety ale kraj w ktorym wiezniowie sa lepiej traktowani niz dzieci w domu dziecka to istna parodia demokratycznego narodu.

 

Ostatnio gadalem z kolezanka ktora pracuje w wieziennictwie.

Otoz taki koles ktory mogl wybic kilka osob, ma prawo wgladu do akt swojej sprawy. Wie kto zeznawal, jak zeznawal, tylko czekac wyjscia. Dokumenty sa przesylane na jego zyczenie, lecz on sam moze powiedziec w pewnym momencie "nie chce mi sie" i sa spowrotem odsylane. Tak tak takie akta to czasami kilkaset kg papieru. Oczywiscie koszty takiego postepowania pokrywaja podatnicy.

 

Druga smieszna sprawa. Kazdy wiezien ma prawo wezwac komisje na stolowke w celu sprawdzenia czy jego porcja zywnieniowa ma dana mase. Np 200g kurczaka pieczonego, 400g ziemniakow, 200g ogorka kiszonego... i teraz uwaga!! jezeli cos sie nie zgadza moze zlozyc oficjalna skarge i zadac zadoscuczynienia. Szef kuchni oczywiscie zostanie za to opierniczony i moga mu jeszcze pojechac po pensji.

 

Prawo i Sprawiedliwosc w Panstwie Polskim

 

Jedna wielka paranoja

  • Upvote 3

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Czy NAPRAWDĘ nie widzisz różnicy w sprzedawaniu dopalaczy, a sprzedawaniu Ludwika w Żabce? Jeszcze raz, ostatni - dopalacze, mimo informacji na opakowaniu, że nie służą spożyciu (wykorzystanie luki prawnej), sprzedawane są jako produkty do spożycia.

 

Nie - nie widzę. Jedno i drugie kupujemy, gdy tego potrzebujemy. Nikt nas nie zmusza.

 

Przychodzi sobie taki ziomek po szkole, mówi, że idzie na imprezę i chce się lepiej bawić, więc dostaje pigułki, z "życzeniami udanej imprezy" od sprzedawcy (cytat z jakiejś dziennikarskiej prowokacji).

 

A możesz mi powiedzieć, po cholerę on tam w ogóle wlazł? Jak by miał co najmniej resztki rozumu, to kupił by tylko piwo czy inne badziewie z procentami.

 

Te wszystkie, padające tutaj, porównania sprzedaży dopalaczy do sprzedaży środków czystości, papierosów, czy alkoholu, są po prostu skrajnie głupie. Nie wiem jak niektórzy mogą tego nie rozumieć, ale przeszła mi już chęć dowiedzenia się tego.

 

Porównania kochaniutki są stad, że jedno i drugie jest szkodliwe, ale w przeciwieństwie do dopalaczy, jakimś cudem (za aprobatą społeczeństwa) omija ten sam przepis, na podstawie którego (prawdopodobnie) zostały zamknięte sklepy z dopalaczami.

 

Spróbuję może dotrzeć do niektórych z jeszcze innej strony - skoro klienci sklepów z dopalaczami "są debilami", bo spożywają produkty "nie do spożycia", to dlaczego nie spożywają rzeczonych środków czystości? Przecież masa jest powszechnie dostępnych środków chemicznych, które dają odlot, a wyszłoby na pewno taniej. Nasuwa się Wam odpowiedź? Może dlatego, że środki czystości, w przeciwieństwie do dopalaczy, NIE SĄ IM SPRZEDAWANE JAKO COŚ DO SPOŻYCIA, PO CZYM BĘDĄ MIELI ODLOT NA IMPREZIE. Co w tym jest takiego trudnego do pojęcia???

 

W tym, że mało kto próbował je pić i raczej nie wyszło mu to na zdrowie nawet w małych ilościach. Natomiast dopalaczy spróbowało wielu i (jeśli nie przesadzili), to mieli tylko fajną imprezę bez skutków zdrowotnych. A to, że rząd najpierw dwa lata olewał problem zamiast zbadać wszystko, a potem bez ostrzeżenia zamknął cały interes bez wyraźnego uzasadnienia, to już wina jego ułomności i typowe zagranie pod publiczkę.

 

Czy w związku z tym powinno się zostawić sklepy w spokoju? OCZYWIŚCIE, ŻE NIE, bo sprzedawanie małolatom chemicznego g..... jako kolekcjonerskich produktów nie do spożycia, przy jednoczesnym zachwalaniu ich skuteczności na imprezach, jest kpiną z tego państwa.

 

I rozumiem, że jak ja otruję się mięsem z Biedronki, to cała sieć sklepów w całym kraju zostanie od razu zamknięta, tak? Masz myślenie zaprogramowane na "doplacze=zło" i nie widzisz, że gdyby te sklepy sprzedawały cokolwiek innego, to takie zamknięcie było by początkiem rewolucji, a przynajmniej mocnych protestów.

 

Piszesz cały czas, jak to prawa należy bezwzględnie przestrzegać, a nie sądzę, żebyś znał dokładnie prawne podstawy zamknięcia tych sklepów. Póki ktoś nie wygra prawomocnym wyrokiem z państwem polskim, w procesie o bezprawne zamknięcie sklepu z produktami kolekcjonerskimi, nie możesz powiedzieć, że zamknięcie to było bezprawiem.

 

A ja głupi zawsze myślałem, że istnieje takie coś jak domniemanie niewinności i do póki komuś nie udowodni się czegoś, to jest on nie winny. Nikt nie zbadał tych środków, nikt nie sprawdził czy są w każdym sklepie, ale mimo wszystko jednym podpisem zamknął je wszystkie.

 

Nie wiem jak ślepym trzeba być, żeby nie widzieć tutaj problemu.

 

Też nie wiem, zwłaszcza że uważam Cię za mądrego człowieka.

 

Nie. Może nie jest śmiertelna, ale to nie znaczy że nie szkodliwa. Za mało czasu upłynęło od wprowadzenia większości z tych substancji żeby już teraz ocenić wpływ ich długotrwałego zażywania.

 

Ironicznie szkodliwość papierosów i alkoholu już dawno potwierdzono naukowo. Czemu one nadal są sprzedawane? Zapewne dlatego, że weszły w krew pijackiemu społeczeństwu, a słowo "narkotyk" czy "dopalacz" jest im zupełnie obce i budzi postrach.

Taką durną nagonkę można porównać do jechania na rap/hip-hop - "Jest rock, pop, dance itd, ale hip-hop? To nie jest przecież muzyka tylko jakieś stukanie basem. A ten gość to w ogóle nie śpiewa tylko mówi".

Ludzie odrzucają to, co jest nowe i czego nie rozumieją. Szkoda tylko, że ma to miejsce nawet w XXI wieku w kraju w miarę cywilizowanym i za aprobatą społeczeństwa.

  • Upvote 4

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

problem jest - wszyscy przeciwnicy dopalaczy to jednostki lepsze, bo sami daja sobie prawo do decydowania za innych, uwazaja innych za glupich debili, za zwykle bydlo... to jest problem, dopalacze sa tylko jedna z jego pochodnych

 

co wam przeszkadza, co inni robia? czy kupuja sprzet do sadomaso, czy drugi... co was to obchodzi? co was obchodza cudze dzieci? boicie sie o swoje? znaczy jestescie ciach!owymi opiekunami! to jest problem, ze przez wasza ulomnosc, chcecie za wszelka cene utrudnic ludziom, ktorzy sie z wami nie zgadzaja i jakos sobie radza... zazdrosc? zawisc?

Edytowane przez grzechuk
  • Upvote 7

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja nie decyduję za innych - mówię otwarcie - jeśli ktoś chce się zaćpać na śmierć, biorąc nie wiadomo, co - proszę bardzo! A to, że przy okazji jest debilem, to inna sprawa. Znam lepszy sposób na dobrą zabawę, wcale nie wymagający niszczenia sobie zdrowia i czynienia szkód innym - wystarczy dobre towarzystwo, które nie wymaga od ciebie, byś brał, chlał, palił. Nigdy nie uważałem, że używki to przejaw dorosłości - wręcz przeciwnie, to oznaka głupoty.

 

W ogóle, co to za przykład, całe to sado-maso? Każdy ma inne preferencje - jeśli jara go ból i sprawia to, że przez to lepiej się czuje, niech się biczuje i wiąże.

 

Jestem przeciwny brania dopalaczy - ale można nałożyć na nie podatek, akcyzę i łatać za to budżet. Już poprzednicy to napisali, nie będę ich parafrazował.

 

@down: Używki [oraz inne towary luksusowe, wliczając benzynę] wpisały się już w życie ludzi i zysk dla państwa z ich sprzedaży stanowi spory procent przychodu. Całkowite ich zakazanie sprawi, że splajtujemy.

Edytowane przez zzizzy

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

To panstwo, jego prawo, rzad i glupia tluszcza to kpina.

Niestety ale kraj w ktorym wiezniowie sa lepiej traktowani niz dzieci w domu dziecka to istna parodia demokratycznego narodu.

 

A to jest już zupełnie inna kwestia i nie sposób się nie zgodzić, że nasze prawo jest czasem szczytem głupoty.

 

@ULLISSES

Kurczę, zupełnie nie mam silnej woli - kiedy czytam głupoty, muszę oponować :P

 

Czy NAPRAWDĘ nie widzisz różnicy w sprzedawaniu dopalaczy' date=' a sprzedawaniu Ludwika w Żabce?[/b'] Jeszcze raz, ostatni - dopalacze, mimo informacji na opakowaniu, że nie służą spożyciu (wykorzystanie luki prawnej), sprzedawane są jako produkty do spożycia.

Nie - nie widzę. Jedno i drugie kupujemy, gdy tego potrzebujemy. Nikt nas nie zmusza.
Wyborne :lol: . To ja może zadam pytanie, bo w ciekawą stronę, jak widzę, zmierzamy. Czy jeśli otworzę sobie sklep z pospolitymi środkami czystości i ogólnie rzecz biorąc chemią (kleje, lakiery, ludwiki, pronto itp.), lecz będę to sprzedawał zarówno gospodyniom domowym, jak i żądnym wrażeń imprezowiczom (ale już nie jako środki czystości, lecz jako dopalacze), po uprzednim zmieszaniu kilku wybielaczy na zapleczu i przelaniu do kolorowej buteleczki (artykuł kolekcjonerski), z chwytliwym hasłem zachwalającym działanie na imprezie, to też będzie dla Ciebie wszystko ok?

 

A możesz mi powiedzieć, po cholerę on tam w ogóle wlazł?

 

:blink: Trudne pytanie. Prawdopodobnie szukał rzadkich odczynników chemicznych do pracy nad swoim doktoratem, nie można też wykluczyć, że jego hobby to kolekcjonerstwo takich odczynników. Bo na pewno nie po to, żeby odlecieć na imprezie, w końcu sklepy z dopalaczami sprzedają produkty nie do spożycia i każdy o tym wie. Stąd trafne porównania do działu z proszkami do prania (też nie do spożycia) w Tesco.

 

Porównania kochaniutki są stad, że jedno i drugie jest szkodliwe,

 

Niemożliwe. Tyle razy tłumaczyłem, a Ty dalej swoje. To porównanie miałoby jakikolwiek sens wyłącznie wtedy, gdyby alkohol był sprzedawany jako ozdobne buteleczki do kolekcjonowania, a papierosy jako elementy do złożenia makiety Taj Mahal (jak ktoś jest zdolny - reszta może próbować) .

 

ale w przeciwieństwie do dopalaczy, jakimś cudem (za aprobatą społeczeństwa) omija ten sam przepis, na podstawie którego (prawdopodobnie) zostały zamknięte sklepy z dopalaczami.

 

Ustaliliśmy już chyba wcześniej, że nie znasz dokładnej podstawy prawnej zamknięcia tych sklepów.

 

W tym, że mało kto próbował je pić i raczej nie wyszło mu to na zdrowie nawet w małych ilościach.

 

Przepraszam, czy to miał być argument? :lol: A nie uważasz, że mało kto próbował je pić, bo mało kto sprzedaje takie środki jako coś do picia przed imprezą? :lol: Chociaż pewnie dla Ciebie nie ma to związku, bo tylko debile zażywają środki nie do spożycia, więc równie chętnie łykną przed imprą dopalacz jak ludwika (wszak "nie widzisz różnicy", między sposobem sprzedaży tych środków). Prawnie to przecież to samo. BTW - jak byłem mały wypiłem łyk Ludwika (poważnie) - nic mi nie jest, długofalowych reperkusji zdrowotnych nie stwierdzono. Może więc nie jest on taki szkodliwy i klauzula "nie do spożycia" jest przesadą? W końcu o dopalaczach pisałeś, cytuję: część z nich może być szkodliwa, bo zatruło się nimi (zapewne po przedawkowaniu) jakaś tam liczba ludzi. Jednak reszta najwidoczniej nie jest szkodliwa, skoro większość kupujących nadal chodzi po tej ziemi, nie?. Wiesz, to przedawkowanie to dość wygodny wykręt - zwłaszcza, że nigdzie na opakowaniach dopalaczy nie jest określona maksymalna bezpieczna dawka, nie ma też ostrzeżenia o symptomach przedawkowania. (Domyślasz się, dlaczego?) Zresztą gdybym, jako dziecko, "przedawkował" (swoją drogą zastanawia mnie, jak możesz w ogóle używać słowa "przedawkować" w odniesieniu do środków nie do spożycia - zechcesz mi to wyjaśnić?) Ludwika, to pewnie bym się zatruł... Hmm... Jakie z tego możemy wyciągnąć wnioski...

 

Natomiast dopalaczy spróbowało wielu i (jeśli nie przesadzili),

 

Określ mi kryteria tej "przesady". Przecież te środki nie służą w ogóle spożyciu, tak widnieje na opakowaniach. I zapewne taka będzie linia obrony w sądzie: "to nie mój problem, że kilku debili to zjadło, to produkty kolekcjonerskie". Określ więc, co rozumiesz przez przesadę w ich zażyciu (samo użycie słowa "przesada" sugeruje jednocześnie, że pewna dawka jest jak najbardziej okej).

 

to mieli tylko fajną imprezę bez skutków zdrowotnych.

 

Skąd wiesz, jakie są skutki zdrowotne? Wiemy już, że nie jesteś prawnikiem. Strzelam, że lekarzem też nie. Ani chemikiem.

 

A to, że rząd najpierw dwa lata olewał problem zamiast zbadać wszystko, a potem bez ostrzeżenia zamknął cały interes bez wyraźnego uzasadnienia, to już wina jego ułomności i typowe zagranie pod publiczkę.

 

I co z tego, że jest to zagranie pod publiczkę?

 

I rozumiem, że jak ja otruję się mięsem z Biedronki, to cała sieć sklepów w całym kraju zostanie od razu zamknięta, tak?

 

..................................................................... (kropki symbolizują moje wymowne milczenie w czasie, kiedy moja zdolność pojmowania tego co wypisujesz została poważnie zachwiania)

Pytanie - czy mięso z biedronki jest sprzedawane jako produkt kolekcjonerski i nie do spożycia?

 

Masz myślenie zaprogramowane na "doplacze=zło" i nie widzisz, że gdyby te sklepy sprzedawały cokolwiek innego, to takie zamknięcie było by początkiem rewolucji, a przynajmniej mocnych protestów.

 

"9) Nie miałbym nic przeciwko sklepom z dopalaczami, gdyby nie robienie z prawa cyrku i sprzedawanie ich jako produkty kolekcjonerskie. Niech sobie je sprzedają, jak jest popyt, ale jako to, czym rzeczywiście one są. Niech podają skład (skoro żadna z użytych substancji jest zabroniona, to w czym problem?), skutki zażycia, możliwe działania niepożądane."

 

Jeszcze w trzech innych miejscach podkreślałem wyraźnie, że samo sprzedawanie specyfików dających odlot na imprezie nie jest niczym złym (stanowczo potępiam jednak sposób ich sprzedaży). Wątpię, że to przeoczyłeś, więc to co teraz robisz to czysta demagogia. A sam się burzysz, jak Tusk powie coś czy zrobi pod publiczkę. Tymczasem slogan Masz myślenie zaprogramowane na "doplacze=zło" jest dokładnie tym samym. Spoko, że mam "zaprogramowane myślenie". Domyślam się, że zaprogramowane przez rząd, no bo przez kogo innego?

 

A ja głupi zawsze myślałem, że istnieje takie coś jak domniemanie niewinności i do póki komuś nie udowodni się czegoś, to jest on nie winny.

 

To dlaczego z całą stanowczością oskarżasz rząd o działanie bezprawne? Bo jeśli chodzi o sklepy - nie znasz dokładnych podstaw prawnych ich zamknięcia przez sanepid. Czy domniemanie niewinności działa tutaj wybiórczo?

 

Też nie wiem, zwłaszcza że uważam Cię za mądrego człowieka.

 

No chyba nie takiego mądrego, skoro rząd zdążył mnie już zaprogramować anty-dopalacze.

 

Ironicznie szkodliwość papierosów i alkoholu już dawno potwierdzono naukowo. Czemu one nadal są sprzedawane?

 

:mur:

 

Taką durną nagonkę można porównać do jechania na rap/hip-hop - "Jest rock, pop, dance itd, ale hip-hop? To nie jest przecież muzyka tylko jakieś stukanie basem. A ten gość to w ogóle nie śpiewa tylko mówi".

 

:mur:

 

co wam przeszkadza, co inni robia? czy kupuja sprzet do sadomaso

 

Uwielbiam takie trafne analogie :P
  • Upvote 2

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Uwielbiam takie trafne analogie :P

ten komentarz to przykład toksycznej dyskusji, którą nam serwujesz... jeśli nie dostrzegasz analogii, to najwyraźniej nie rozumiesz tematu, tylko proszę, nie zarzucaj tego innym, najpierw przysiądź, zasięgnij języka, popytaj znajomych, a jak już będziesz w temacie - zarzucaj innym błędy... najlepiej jest nie odnosić się do sensu wypowiedzi i skontrować argumenty swoimi, bądź też je obalić (po co jeszcze się okaże, że nie masz racji), najlepiej wyrwać jeden fragment i na jego podstawie ośmieszyć rozmówcę, pisząc o nim, że jego wypowiedzi są pozbawione logiki i sensu... jesteś żałosny

 

akcja przeciwko dopalaczom jest niezgodna z prawem, a nowa ustawa niekonstytucyjna... ale głupich jest większość, dlatego szybko się nic nie zmieni

  • Upvote 4

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Kurczę, zupełnie nie mam silnej woli - kiedy czytam głupoty, muszę oponować :P

 

Nie martw się - ja mam tak samo. ;]

 

Czy jeśli otworzę sobie sklep z pospolitymi środkami czystości (...) z chwytliwym hasłem zachwalającym działanie na imprezie, to też będzie dla Ciebie wszystko ok?

 

Jeśli będziesz sprzedawał w buteleczkach powiedzmy 50-100ml i jedna taka buteleczka nie będzie miała potwierdzonych badaniami skutków ubocznych, to zupełnie nie widzę problemu.

 

Prawdopodobnie szukał rzadkich odczynników chemicznych do pracy nad swoim doktoratem, nie można też wykluczyć, że jego hobby to kolekcjonerstwo takich odczynników. Bo na pewno nie po to, żeby odlecieć na imprezie, w końcu sklepy z dopalaczami sprzedają produkty nie do spożycia i każdy o tym wie. Stąd trafne porównania do działu z proszkami do prania (też nie do spożycia) w Tesco.

 

Sugerujesz, że zabłądził i przez przypadek kupił dopalacz, bo myślał, że to taka mocniejsza kawa? Wg mnie jednak wszedł tam, bo chciał i kupił coś bo chciał. I zjadł bo chciał tyle ile chciał. W czym problem?

 

gdyby alkohol był sprzedawany jako ozdobne buteleczki do kolekcjonowania, a papierosy jako elementy do złożenia makiety Taj Mahal (jak ktoś jest zdolny - reszta może próbować) .

 

I nic nie stoi na przeszkodzie, aby je w ten sposób sprzedawać. Co więcej, odbędzie się to zgodnie z prawem i nikt nie będzie Cię z tego powodu zamykał.

Twój produkt za Twoje pieniądze - sam go kupiłeś i sam decydujesz, co z nim zrobisz. Dlaczego zaś dopalacze są sprzedawane w taki sposób, to zapytaj pana, który uznał ich szkodliwość dopuszczając jednocześnie do obrotu papierosy i alkohol.

 

Ustaliliśmy już chyba wcześniej, że nie znasz dokładnej podstawy prawnej zamknięcia tych sklepów.

 

Ustaliliśmy, że cytowany przeze mnie fragment jest jedynym, który dało się naciągnąć do zamknięcia sklepów. Jednocześnie (wg słowa pisanego) powinien on zabraniać sprzedaży alkoholu, czego nie robi. Jak znajdziesz inny przepis lub ustawę, która bardziej pasuje do tego przypadku, to chętnie się z nią zapoznam.

 

jak byłem mały wypiłem łyk Ludwika (poważnie) - nic mi nie jest, długofalowych reperkusji zdrowotnych nie stwierdzono. Może więc nie jest on taki szkodliwy i klauzula "nie do spożycia" jest przesadą?

 

Jeśli nie wpłynęło to negatywnie na Twoje zdrowie, a miałeś jakieś przyjemne halucynacje lub chociaż poczułeś się lepiej, to nie widzę przeszkód, aby sprzedawać ten płyn w takich porcjach z zaznaczeniem, ze maks 1 porcja na dzień.

 

Wiesz, to przedawkowanie to dość wygodny wykręt - zwłaszcza, że nigdzie na opakowaniach dopalaczy nie jest określona maksymalna bezpieczna dawka, nie ma też ostrzeżenia o symptomach przedawkowania. (Domyślasz się, dlaczego?)

 

Domyślam. W kraju panuje ciemnota i słowa "narkotyk" czy "dopalacz" budzą postrach. Więc jak by producent poszedł do stosownej instytucji i poprosił o szczegółowe zbadanie produktów wraz z opisem dozwolonych dawek i skutków ubocznych (tudzież objawów przedawkowania), to nikt by mu takich badań nie przeprowadził, bo to "be" i "fe". Zaryzykował więc i wypuścił środek na rynek. Z początku było fajnie, bo ludzie czuli respekt, brali po sztuce i wszyscy byli szczęśliwi. Jednak potem zaczęły się wyścigi (podobnie jak w piciu alkoholu) kto zeżre więcej w krótszym czasie. Ludzie zaczęli patrzeć na ilość i żarli to jak cukierki. Skutki widzimy teraz.

 

Zresztą gdybym, jako dziecko, "przedawkował" (swoją drogą zastanawia mnie, jak możesz w ogóle używać słowa "przedawkować" w odniesieniu do środków nie do spożycia - zechcesz mi to wyjaśnić?) Ludwika, to pewnie bym się zatruł... Hmm... Jakie z tego możemy wyciągnąć wnioski...

 

Postępując analogiczne jak w przypadku dopalaczy, to zapewne trzeba by zakazać sprzedaży wszelkich środków czystości i zamknąć wszystkie sklepy, które je sprzedają.

 

Określ mi kryteria tej "przesady". Przecież te środki nie służą w ogóle spożyciu, tak widnieje na opakowaniach. I zapewne taka będzie linia obrony w sądzie: "to nie mój problem, że kilku debili to zjadło, to produkty kolekcjonerskie". Określ więc, co rozumiesz przez przesadę w ich zażyciu (samo użycie słowa "przesada" sugeruje jednocześnie, że pewna dawka jest jak najbardziej okej).

 

Skoro jeden środek powoduje określone efekty, to podaj mi sens zjadania kolejnej sztuki, gdy pierwsza jeszcze działa? Gdy boli nas głowa, to zjadamy 1 tabletkę i czekamy, a nie żremy kolejnych co 5 minut w nadziei przyspieszenia efektu leczniczego, nie?

 

Skąd wiesz, jakie są skutki zdrowotne? Wiemy już, że nie jesteś prawnikiem. Strzelam, że lekarzem też nie. Ani chemikiem.

 

Z tego samego źródła, skąd rząd wiedział zamykając sklepy w jeden dzień.

 

I co z tego, że jest to zagranie pod publiczkę?

 

Ano to, że była to decyzja nieprzemyślana i może się skończyć drogimi odszkodowaniami wypłacanymi z naszej kasy. Równie dobrze mogli by postawić trochę kasy z budżetu na jakiś mecz piłkarski.

 

Pytanie - czy mięso z biedronki jest sprzedawane jako produkt kolekcjonerski i nie do spożycia?

 

No właśnie problem polega na tym, że nie i może zjeść je każdy nieświadomy jego szkodliwości.

Natomiast dopalacze kupuje ktoś, kto jest świadomy, że nie są to zwykłe cukierki i robiąc coś więcej niż zaspokojenie głodu.

 

"9) Nie miałbym nic przeciwko sklepom z dopalaczami, gdyby nie robienie z prawa cyrku i sprzedawanie ich jako produkty kolekcjonerskie. Niech sobie je sprzedają, jak jest popyt, ale jako to, czym rzeczywiście one są. Niech podają skład (skoro żadna z użytych substancji jest zabroniona, to w czym problem?), skutki zażycia, możliwe działania niepożądane."

 

I dalej to samo. Problem w tym, że rząd wolał pokazowo zamknąć sklepy, zamiast pobrać próbki do zbadania. I po raz kolejny przypomnę, ze już raz atakował dopalacze i wielkie g... z tego wyszło, bo wtedy okazało się, że wszystko jest ok i cacy. Nie było wtedy przypadków zatruć (nawet tych, które nie kończą się śmiercią)? Pewnie były. Więc dlaczego wtedy się nie udało, a teraz tak? Czyżby przez wybory?

 

A sam się burzysz, jak Tusk powie coś czy zrobi pod publiczkę. Tymczasem slogan Masz myślenie zaprogramowane na "doplacze=zło" jest dokładnie tym samym. Spoko, że mam "zaprogramowane myślenie". Domyślam się, że zaprogramowane przez rząd, no bo przez kogo innego?

 

Nie rób ze mnie jakiegoś fanatyka i rewolucjonisty, proszę Cię.

 

To dlaczego z całą stanowczością oskarżasz rząd o działanie bezprawne? Bo jeśli chodzi o sklepy - nie znasz dokładnych podstaw prawnych ich zamknięcia przez sanepid. Czy domniemanie niewinności działa tutaj wybiórczo?

 

Jeśli porównanie z żarciem do Ciebie nie trafia, to może motoryzacja? Zanim zaczniesz krzyczeć, spróbuj zrozumieć, o co mi chodzi.

Dany producent wypuszcza serię samochodów, w których jest wada fabryczna - niech nawet będzie wadliwe działanie ABS czy hamulców. Producent dowiaduje się o tym, wzywa właścicieli do poprawek i sprawa się zamyka. Nikt nie krzyczy, nikt nie zamyka fabryk, nikt nie zamyka salonów sprzedaży.

 

Tutaj natomiast jakiś produkt lub kilka produktów (zauważ, że nikt na ten temat nie ma danych) jednego lub kilku producentów (również brak danych) powoduje zatrucie jakiejś tam liczby ludzi (przy czym znów nikt nie zadał sobie trudu zebrania informacji, jakie były to produkty, z którego sklepu, w jakich ilościach i z czym zmieszane). Na tej podstawie (totalnego braku danych) rząd zamyka wszystkie sklepy - nikt nie sprawdza, czy to wina błędu producenta, czy mieszania produktów oraz czy dany produkt/produkty występuje w sklepie na drugim końcu kraju. Po prostu z automatu (czyli bez żadnego dowodu/potwierdzenia/zarzutu) zamyka się wszystkie sklepy bez zastanowienia się, co one sprzedają, w jakich ilościach oraz komu.

 

Przypominam także, że od czasu wejścia dopalaczy na rynek, rząd/GIS/ktokolwiek miał dużo czasu, aby zbadać każdy z tych produktów (skład, właściwości) i wydając odpowiednie rozporządzenia, usunąć te szkodliwe z rynku. O ile mnie pamięć nie myli, to nawet przez chwilę się w to bawił, a potem dał sobie spokój. I tu był błąd. Należało wprowadzić ustawę, która:

1. Legalizowała by takie środki i pozwalała je sprzedawać jako normalne środki do spożycia - w końcu wszystko jest dla ludzi.

2. Nakładała na ich akcyzę - dziura budżetowa sama się nie załata.

3. Wymagała dokładnego badania każdego nowego środka + badań kontrolnych (co jakiś czas) dla środków już dopuszczonych (gdyby jakiś producent chciał sobie z czasem zmieniać skład).

Tak się jednak nie stało. Panowie olali sprawę, a potem ni z marchewki, ni z pietruszki, nie mając niczego poza niezbadanymi przypadkami zatruć, zamknęli wszystkie sklepy bez wyjątku.

 

Sarkastycznych uwag i nic nie wnoszących emot nie mam zamiaru komentować.

 

Edit:

Dobra - pytasz, dlaczego dopalacze są sprzedawane jako produkty kolekcjonerskie. Odpowiedź jest prosta: bo nie można ich sprzedawać jako produkty to spożycia - jest to zabronione. Dlaczego z kolei jest zabronione? Bo zapewne są to substancje psychotropowe, które mogą opóźniać reakcje za kierownicą. I wszystko pięknie, ładnie i omijanie prawa jak na dłoni...

Tylko co to za prawo, które w jakiś cudowny sposób nie dotyczy alkoholu, chociaż pasuje do tej linijki jak w mordę strzelił? IMHO to jest martwe prawo i skoro nikt go nie przestrzega i nikt z jego powodu nie wyciąga konsekwencji, to może trzeba je zastąpić nowym prawem?

Takim prawem, które będzie chronić społeczeństwo, ale jednocześnie będzie pozwalać mu na chwilę rozrywki. Prawo, które nie da człowiekowi zdechnąć, ale też nie takie, które idzie z miotłą przed nim i zamiata wszystko sprzed nosa, aby się przypadkiem człowiek nie potknął i nie poobijał. Prawo powinno dawać człowiekowi wybór, a nie chronić za wszelką cenę - nawet cenę wolności wyboru.

  • Upvote 1

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Problem w tym, że wg niektórych można i nawet trzeba - a kto jest temu przeciwny, to zapewne jest ćpunem, ignorantem lub ma dochód z takiego interesu. ;]

 

Pozwolę sobie siać przypuszczenie, że dochód z interesu to mają Ci, co chcą zakazywać. Roczny zysk wszystkich grup przestępczych w Polsce z produkcji i handlu marihuaną wynosi 1,5 do 2 miliardów złotych bez opodatkowania. Myślisz, że prezydent Kwaśniewski kiedy usilnie zabiegał o wprowadzenie ustawy z 2001 roku był bezinteresowny? Ja uważam, że nie był. Później pokazały się afery z ustawami kupowanymi za 0,0175 miliarda złotych (17,5 miliona). Ile razy zakup ustawy mógł się zwrócić mafii, zakładając, że ma 25% rynku?

 

Biorą Ci co zakazują. Takie jest moje zdanie, tak było zawsze, tak było z prohibicją w USA i nie widzę podstawy, by uważać, że u nas jest inaczej.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Nie martw się - ja mam tak samo. ;]

 

Ech... A już miałem nadzieję ;)

 

Jeśli będziesz sprzedawał w buteleczkach powiedzmy 50-100ml i jedna taka buteleczka nie będzie miała potwierdzonych badaniami skutków ubocznych, to zupełnie nie widzę problemu.

 

Moment, moment. Jakich badań? Jakich skutków ubocznych? Przecież cały czas rozmawiamy o produktach nie do spożycia (oficjalnie), czemu więc miałbym mieć na to jakieś dodatkowe badania? To nie wystarczą te, które zapewne były zrobione jak dany produkt był wprowadzany na rynek jako wspomniany środek czystości? Bo widzisz, nie wiem czy świadomie czy nie, ale właśnie poparłeś mój punkt widzenia i przyznałeś rację temu wszystkiemu, co cały czas próbuję unaocznić. Czyli - dopalacze nie powinny być sprzedawane w ten sposób jak dotychczas. Produkty te nie mają stosownych badań, o skutkach ubocznych potencjalny użytkownik nic nie wie. Stąd też wynika całkowity bezsens porównania do np. tytoniu, ponieważ na paczce papierosów masz gigantyczne (teraz chyba z 1/4 powierzchni opakowania) ostrzeżenie o możliwych, długofalowych skutkach ubocznych. I to jest fair, wtedy rzeczywiście można powiedzieć, że palący trują się na własne życzenie. Nie można jednak wymagać od nastolatka (czy nawet dorosłego), żeby znał potencjalne zagrożenia dla organizmu powodowane przez dane mieszanki chemiczne. Zwłaszcza, że dopalacze, jako "produkty kolekcjonerskie, nie do spożycia" nie muszą mieć podanego składu na opakowaniu.

 

Sugerujesz, że zabłądził i przez przypadek kupił dopalacz, bo myślał, że to taka mocniejsza kawa?

 

Ależ skąd. Nie wyczułeś ironii? Fragment o doktoracie z chemii nie był na poważnie :P

Twierdzę coś dokładnie przeciwnego - że każdy kto kupuje coś takiego jak dopalacze, kupuje je, żeby "odlecieć" (jak sama nazwa wskazuje) na imprezie. Dlatego właśnie strasznie mnie śmieszy Twoja dziwna linia obrony tych sklepów, że to dokładnie to samo co sprzedawanie środków czystości. No chyba, że znasz osoby, które przed imprezą lubią pójść do Żabki i wypić litr Ludwika na pięciu.

 

Wg mnie jednak wszedł tam, bo chciał i kupił coś bo chciał. I zjadł bo chciał tyle ile chciał. W czym problem?

 

W tym, że klauzula "produkt kolekcjonerski" zwalnia sprzedawców od informowania klientów o potencjalnych zagrożeniach dla zdrowia i życia.

 

Dlaczego zaś dopalacze są sprzedawane w taki sposób, to zapytaj pana, który uznał ich szkodliwość dopuszczając jednocześnie do obrotu papierosy i alkohol.

Zaraz, czy przypadkiem sam nie pisałeś przed chwilą, że sprzedawanie takich produktów jest ok, pod warunkiem, że "nie będą miały potwierdzonych badaniami skutków ubocznych"? (Inna sprawa, że to dość ciekawa teza w odniesieniu do produktów kolekcjonerskich) Czy możemy zgodzić się w tym miejscu, że takowymi badaniami sklepy z dopalaczami pochwalić się nie mogą?

 

Ustaliliśmy, że cytowany przeze mnie fragment jest jedynym, który dało się naciągnąć do zamknięcia sklepów. Jednocześnie (wg słowa pisanego) powinien on zabraniać sprzedaży alkoholu, czego nie robi. Jak znajdziesz inny przepis lub ustawę, która bardziej pasuje do tego przypadku, to chętnie się z nią zapoznam.

 

Żeby znaleźć inny przepis lub ustawę, musiałbym ich chcieć szukać :P . Wierzę natomiast, że inspektorzy sanepidu mają na ten temat większą wiedzę ode mnie.

 

Jeśli nie wpłynęło to negatywnie na Twoje zdrowie, a miałeś jakieś przyjemne halucynacje lub chociaż poczułeś się lepiej, to nie widzę przeszkód, aby sprzedawać ten płyn w takich porcjach z zaznaczeniem, ze maks 1 porcja na dzień.

 

Czy na opakowaniach dopalaczy mamy jakieś info o dozwolonych dziennie porcjach itp.?

 

W kraju panuje ciemnota i słowa "narkotyk" czy "dopalacz" budzą postrach. Więc jak by producent poszedł do stosownej instytucji i poprosił o szczegółowe zbadanie produktów wraz z opisem dozwolonych dawek i skutków ubocznych (tudzież objawów przedawkowania), to nikt by mu takich badań nie przeprowadził, bo to "be" i "fe". Zaryzykował więc i wypuścił środek na rynek. Z początku było fajnie, bo ludzie czuli respekt, brali po sztuce i wszyscy byli szczęśliwi. Jednak potem zaczęły się wyścigi (podobnie jak w piciu alkoholu) kto zeżre więcej w krótszym czasie. Ludzie zaczęli patrzeć na ilość i żarli to jak cukierki. Skutki widzimy teraz.

 

Ale zdajesz sobie sprawę, że to co napisałeś to nic innego jak historyjka do poduszki, którą możesz co najwyżej straszyć niegrzeczne dziecko, w dodatku niezbyt ogarnięte, żeby nie połapało się w jej absurdalności? ;) "Stosowne instytucje" odmówiłyby badań, bo to "be i fe"? :lol: Skąd wiedziałyby, czy przedmiot badań jest "be i fe" przed przeprowadzeniem badań, tatusiu? ;)

 

Postępując analogiczne jak w przypadku dopalaczy, to zapewne trzeba by zakazać sprzedaży wszelkich środków czystości i zamknąć wszystkie sklepy, które je sprzedają.

 

Miałbyś rację w tej kwestii, gdyby nie taki mały szkopuł, że Żabka nie sprzedaje Ludwika jako dopalacza imprezy, a Tesco proszku do prania jako substytutu kokainy ;)

 

Skoro jeden środek powoduje określone efekty, to podaj mi sens zjadania kolejnej sztuki, gdy pierwsza jeszcze działa? Gdy boli nas głowa, to zjadamy 1 tabletkę i czekamy, a nie żremy kolejnych co 5 minut w nadziei przyspieszenia efektu leczniczego, nie?

Widzisz, dla mnie np. nie ma to sensu. Ale ja nie jestem "debilem", który potrzebuje dopalaczy, żeby się na imprezie bawić, wiec nie do mnie to pytanie.

 

Z tego samego źródła, skąd rząd wiedział zamykając sklepy w jeden dzień.

 

To nie rząd zamknął te sklepy, jeśli mamy być precyzyjni. Sanepid je zamknął. I z tego co wiem sanepid może np. zamknąć od ręki knajpę, ma takie uprawnienia (tak jak policja ma prawo mnie zatrzymać bez postawienia zarzutów). Ale nie powołam się tutaj na konkretne przepisy, bo jak już wielokrotnie zaznaczałem, nie jestem prawnikiem.

 

Ano to, że była to decyzja nieprzemyślana i może się skończyć drogimi odszkodowaniami wypłacanymi z naszej kasy. Równie dobrze mogli by postawić trochę kasy z budżetu na jakiś mecz piłkarski.

 

Owszem, zostało podjęte pewne ryzyko. O tym jak duże nie możemy dyskutować, bo nie znamy się na tym, nie oszukujmy się. Wiem tylko, że owo ryzyko zostało podjęte w słusznej sprawie.

 

No właśnie problem polega na tym, że nie i może zjeść je każdy nieświadomy jego szkodliwości.

Natomiast dopalacze kupuje ktoś, kto jest świadomy, że nie są to zwykłe cukierki i robiąc coś więcej niż zaspokojenie głodu.

 

Ale widzisz, w przypadku biedronki i jej przeterminowanego mięsa, jeśli się po nim rozchorujesz to możesz z powodzeniem pozwać sieć i otrzymać odszkodowanie, bo kupiłeś produkt do spożycia, który do spożycia okazał się niezdatny. W przypadku dopalaczy i ich "produktów kolekcjonerskich" stoisz za z góry przegranej pozycji, bo w myśl prawa to co kupiłeś nie było w ogóle przeznaczone do spożycia.

 

I dalej to samo. Problem w tym, że rząd wolał pokazowo zamknąć sklepy, zamiast pobrać próbki do zbadania.

 

Znowu - sanepid zamknął sklepy. Czy sanepid musi czekać na wyniki jakichś badań, żeby coś zamknąć? IMO nie, ale nie znam się na tym. Być może doszło w przypadku niektórych sklepów do nadużyć, nie chce się tutaj wypowiadać na tematy, o których nie mam dużej wiedzy.

 

Jeśli porównanie z żarciem do Ciebie nie trafia, to może motoryzacja?

 

Nie trafia do mnie, bo jest głupie :P

 

Tutaj natomiast jakiś produkt lub kilka produktów (zauważ, że nikt na ten temat nie ma danych) jednego lub kilku producentów (również brak danych) powoduje zatrucie jakiejś tam liczby ludzi (przy czym znów nikt nie zadał sobie trudu zebrania informacji, jakie były to produkty, z którego sklepu, w jakich ilościach i z czym zmieszane). Na tej podstawie (totalnego braku danych) rząd zamyka wszystkie sklepy - nikt nie sprawdza, czy to wina błędu producenta, czy mieszania produktów oraz czy dany produkt/produkty występuje w sklepie na drugim końcu kraju. Po prostu z automatu (czyli bez żadnego dowodu/potwierdzenia/zarzutu) zamyka się wszystkie sklepy bez zastanowienia się, co one sprzedają, w jakich ilościach oraz komu.

 

Nic z tego co napisałeś nie możemy przyjąć za pewnik. Nie wiemy jakich konstrukcji prawnych użyto. Twoja teoria zdaje się wynikać bezpośrednio z tego, co przekazują media - moim zdaniem to błąd. Ale pożyjemy, zobaczymy.

 

Dobra - pytasz, dlaczego dopalacze są sprzedawane jako produkty kolekcjonerskie.

 

Nie pytam, tylko zauważam :P . Jeśli pytam, to retorycznie, bo znam odpowiedź na to pytanie. Problem w tym, że obejście prawa, jakie się praktykuje, jest bardzo niebezpieczne dla konsumentów, z powodów, o których pisałem już wielokrotnie we wcześniejszych postach.

 

IMHO to jest martwe prawo i skoro nikt go nie przestrzega i nikt z jego powodu nie wyciąga konsekwencji, to może trzeba je zastąpić nowym prawem?

 

Oho, a kiedy ja pisałem o konieczności modernizowania prawa, to jakoś nie trafiało. Ach ta "reputacja"... ;)

 

Takim prawem, które będzie chronić społeczeństwo, ale jednocześnie będzie pozwalać mu na chwilę rozrywki.

 

Ależ oczywiście, że takie właśnie powinno być prawo. Ale póki jeszcze (oby) takowego nie ma, trzeba czasem podejmować zdecydowane akcje prewencyjne. Np. takie, jakiej jesteśmy teraz świadkami.
  • Upvote 1

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Postanowiłem poczytać jak to jest z tymi specyfikami za granicą i co się okazuje, ze w niektórych krajach są sprzedawane normalnie jako suplement diety z podanym składem oraz dawkowaniem baa powiem więcej nawet na niektórych produktach sprzedawanych w PL pod polską nakleją "produkt kolekcjonerski nie do spożycia itp itd" widnieje skład, wskazania dotyczące dawkowania oraz informacja, ze jest to suplement diety. Informacje te są zaklejona ponieważ z tego co wyczytałem przy obecnym prawie w PL sprzedawanie tych produktów jako suplementy diety by nie przeszło, a na produkcie kolekcjonerskim nie do spożycia informacje np. o dawkowaniu nie mogą być podawane. Nawet na stronie sklepu widniały informacje dotyczące działania oraz dawkowania oczywiście nie w sposób bezpośredni:

 

Przykładowy opis dawkowania ze sklepu internetowego jaki znalazłem w jednym z artykułów:

„Tripozaurusowi ważącemu powyżej 60kg podajemy 2 pigułki, jeżeli waży mniej dajemy połowę tej dawki. Jeżeli nie będzie wystarczająco pobudzony możemy mu podać drugą po 2 godzinach od pierwszego zażycia. Nie zaleca się podawać więcej niż 1 pigułkę Tripoozaurusom płci żeńskiej. Zaleca się, aby Tripoozaurus pił duże ilości wody podczas spożywania pigułek.”

 

Tyle na temat składu i dawkowania podanego na etykietach, sądzę, ze gdyby nie było problemu z wprowadzeniem tego na rynek jako suplement diety od początku było by tak sprzedawane, a brak informacji na etykietach zawdzięczamy tylko naszym przepisom, które nie przewidywały wprowadzanie na rynek takich produktów jako legalne suplementy, a teraz nawet zakazują ich sprzedaży pod jakąkolwiek postacią...

Edytowane przez KAX_
  • Upvote 1

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Moment, moment. Jakich badań? Jakich skutków ubocznych? Przecież cały czas rozmawiamy o produktach nie do spożycia (oficjalnie), czemu więc miałbym mieć na to jakieś dodatkowe badania? To nie wystarczą te, które zapewne były zrobione jak dany produkt był wprowadzany na rynek jako wspomniany środek czystości?

 

Rozumiem, że jest jakiś przepis, który zabrania sprawdzania skutków spożycia środków czystości? A może jest przepis, który zabrania ich spożywania? O ile mi wiadomo, to nie ma. A nie spożywa się ich z prostej przyczyny - nie dają kopa na imprezie.

 

Bo widzisz, nie wiem czy świadomie czy nie, ale właśnie poparłeś mój punkt widzenia i przyznałeś rację temu wszystkiemu, co cały czas próbuję unaocznić. Czyli - dopalacze nie powinny być sprzedawane w ten sposób jak dotychczas.

 

Ale ja nigdy nie twierdziłem inaczej. Też uważam, że powinny być sprzedawane jako np. suplementy diety. Problem w tym, że mamy ułomne prawo, które stara się być mądrzejsze od społeczeństwa i broni nas przed straszną ich szkodliwością. Skutek tej obrony jest taki, że nadal są na rynku, tylko z coraz gorszymi składnikami.

 

Produkty te nie mają stosownych badań, o skutkach ubocznych potencjalny użytkownik nic nie wie. Stąd też wynika całkowity bezsens porównania do np. tytoniu, ponieważ na paczce papierosów masz gigantyczne (teraz chyba z 1/4 powierzchni opakowania) ostrzeżenie o możliwych, długofalowych skutkach ubocznych. I to jest fair, wtedy rzeczywiście można powiedzieć, że palący trują się na własne życzenie. Nie można jednak wymagać od nastolatka (czy nawet dorosłego), żeby znał potencjalne zagrożenia dla organizmu powodowane przez dane mieszanki chemiczne. Zwłaszcza, że dopalacze, jako "produkty kolekcjonerskie, nie do spożycia" nie muszą mieć podanego składu na opakowaniu.

 

Rozumiem, że napis "nie do spożycia", nazwa "dopalacze" oraz informacje na niektórych pudełkach oraz na stronie Internetowej, to nie są wystarczające przesłanki, aby zachować umiar i ostrożność. O zwykłym rozsądku już nawet nie wspominam.

 

Ależ skąd. Nie wyczułeś ironii? Fragment o doktoracie z chemii nie był na poważnie :P

 

Wyczułem ironię, tylko nadal nie rozumiem, dlaczego z łykających to świństwo robisz niczego nieświadome i bezbronne ofiary.

Jak by ktoś na jakiejś drodze zaznaczył, że nie obowiązują żadne ograniczenia prędkości i jakiś debli rozbił się przy 200km/h, to ma skarżyć kogoś za brak informacji, jaka jest sensowna prędkość maksymalna? Podobno jesteśmy ludźmi myślącymi, więc jeśli coś z góry nie jest ograniczone, to należy stosować ograniczenie wg zdrowego rozsądku. Jeśli natomiast ktoś się przekręcił od zżarcia kilku tabletek na raz, tym lepiej - słabe jednostki natura eliminuje i nie widzę sensu trzymania ich przy życiu na siłę.

 

Twierdzę coś dokładnie przeciwnego - że każdy kto kupuje coś takiego jak dopalacze, kupuje je, żeby "odlecieć" (jak sama nazwa wskazuje) na imprezie. Dlatego właśnie strasznie mnie śmieszy Twoja dziwna linia obrony tych sklepów, że to dokładnie to samo co sprzedawanie środków czystości. No chyba, że znasz osoby, które przed imprezą lubią pójść do Żabki i wypić litr Ludwika na pięciu.

 

Jak by tylko to coś dawało (bez skutków ubocznych w postaci wymiotów lub oparzenia krtani), to pewnie sami byśmy chodzili i pili. ;]

 

W tym, że klauzula "produkt kolekcjonerski" zwalnia sprzedawców od informowania klientów o potencjalnych zagrożeniach dla zdrowia i życia.

 

I tu się właśnie mylisz. Ta klauzula pozwala im sprzedawać środki, ale jednocześnie zabrania umieszczania takich informacji. Mimo wszystko producenci starają się przemycić takie informacje, co pokazuje cytat kolegi wyżej. Zrozum, że oni chętnie by takie informacje podali - skład, działanie, dawkowanie i skutki uboczne nawet - tylko nie mogą ich podać wprost, bo prawo im tego zabrania.

 

Zaraz, czy przypadkiem sam nie pisałeś przed chwilą, że sprzedawanie takich produktów jest ok, pod warunkiem, że "nie będą miały potwierdzonych badaniami skutków ubocznych"? (Inna sprawa, że to dość ciekawa teza w odniesieniu do produktów kolekcjonerskich) Czy możemy zgodzić się w tym miejscu, że takowymi badaniami sklepy z dopalaczami pochwalić się nie mogą?

 

Rozumiem, że jak byś prowadził placówkę badawczą, to chętnie byś się zgodził zbadać skutki spożycia czegoś, co ma być sprzedawane jako produkt kolekcjonerski?

 

Czy na opakowaniach dopalaczy mamy jakieś info o dozwolonych dziennie porcjach itp.?

 

Cytat z przykładowym info masz wyżej w poście kolegi.

 

Ale zdajesz sobie sprawę, że to co napisałeś to nic innego jak historyjka do poduszki, którą możesz co najwyżej straszyć niegrzeczne dziecko, w dodatku niezbyt ogarnięte, żeby nie połapało się w jej absurdalności? ;) "Stosowne instytucje" odmówiłyby badań, bo to "be i fe"? :lol: Skąd wiedziałyby, czy przedmiot badań jest "be i fe" przed przeprowadzeniem badań, tatusiu? ;)

 

Zapewne dlatego, że to substancje, które w postaci "do spożycia" są zabronione. Natomiast jako "produkt kolekcjonerski" ich badanie nie ma sensu.

 

Miałbyś rację w tej kwestii, gdyby nie taki mały szkopuł, że Żabka nie sprzedaje Ludwika jako dopalacza imprezy, a Tesco proszku do prania jako substytutu kokainy ;)

 

Owszem, ale nie dlatego że nie może lub nie chce, ale dlatego, że one tak nie działają. To chyba oczywiste.

 

Widzisz, dla mnie np. nie ma to sensu. Ale ja nie jestem "debilem", który potrzebuje dopalaczy, żeby się na imprezie bawić, wiec nie do mnie to pytanie.

 

To przynajmniej tutaj się zgadzamy i rozumiemy. ;]

 

To nie rząd zamknął te sklepy, jeśli mamy być precyzyjni. Sanepid je zamknął. I z tego co wiem sanepid może np. zamknąć od ręki knajpę, ma takie uprawnienia (tak jak policja ma prawo mnie zatrzymać bez postawienia zarzutów). Ale nie powołam się tutaj na konkretne przepisy, bo jak już wielokrotnie zaznaczałem, nie jestem prawnikiem.

 

Rozumiem, że może zamknąć jedną knajpę, bo ktoś kto w niej jadł i zatruł się czymś. Ale na jakiej podstawie zamyka wszystkie bez wyjątku? Rozumiem, że GIS ma jakąś nadludzką zdolność, dzięki której ustalił, że z w każdym sklepie był klient, który potem się otruł. Cudowna zdolność - wręcz imponująca i boska.

 

Owszem, zostało podjęte pewne ryzyko. O tym jak duże nie możemy dyskutować, bo nie znamy się na tym, nie oszukujmy się. Wiem tylko, że owo ryzyko zostało podjęte w słusznej sprawie.

 

W takim razie chciałbym, aby za ewentualne odszkodowania płacił GIS z własnych finansów, a nie finansów publicznych - i zaznaczam przy tym, że nie godzę się na dołożenie im kasy przez rząd.

 

Ale widzisz, w przypadku biedronki i jej przeterminowanego mięsa, jeśli się po nim rozchorujesz to możesz z powodzeniem pozwać sieć i otrzymać odszkodowanie, bo kupiłeś produkt do spożycia, który do spożycia okazał się niezdatny. W przypadku dopalaczy i ich "produktów kolekcjonerskich" stoisz za z góry przegranej pozycji, bo w myśl prawa to co kupiłeś nie było w ogóle przeznaczone do spożycia.

 

I tu chodzimy do prostego pytania: Dlaczego to zjadł? Żresz na własną odpowiedzialność, więc o wuj Ci chodzi - to chyba oczywiste, nie?

Z ciekawości zszedłem do łazienki, wziąłem jakiś płyn do podłogi (z tych bardziej żrących) i przeczytałem etykietkę. Nie znalazłem informacji, że nie jest do spożycia. Było jedynie info, że w przypadku połknięcia skontaktować się z lekarzem. Nie ma zakazu spożycia. Na dopalaczach jest. Dobitniej się już nie da.

 

Kupując towar i dilera też nie masz gwarancji, że Ci nie zaszkodzi i nie możesz nikogo skarżyć jeśli jednak tak się stanie. Zamiast więc dopuścić do regulowanego obrotu tym wszystkim, to panowie z rządu chcą zepchnąć te środki tam, gdzie są teraz narkotyki - każdy kupuje i żre ile chce, bez kontroli, bez badań i bez prawa do odszkodowania w przypadku zatrucia.

 

Znowu - sanepid zamknął sklepy. Czy sanepid musi czekać na wyniki jakichś badań, żeby coś zamknąć? IMO nie, ale nie znam się na tym. Być może doszło w przypadku niektórych sklepów do nadużyć, nie chce się tutaj wypowiadać na tematy, o których nie mam dużej wiedzy.

 

Można więc było przygotować tą całą imprezę lepiej - sprawdzić, kto, co i gdzie sprzedaje, a potem zamknąć co potrzeba. GIS jednak poszedł na łatwiznę i zamknął wszystko od ręki. Normalnie miałbym to gdzieś, bo nie tyle GIS, co rząd ma takie wpadki dość często. Szkoda tylko, że tutaj ich pomyłka może kosztować dość dużo.

 

Nic z tego co napisałeś nie możemy przyjąć za pewnik. Nie wiemy jakich konstrukcji prawnych użyto. Twoja teoria zdaje się wynikać bezpośrednio z tego, co przekazują media - moim zdaniem to błąd. Ale pożyjemy, zobaczymy.

 

Czyli przyznajesz, że zamknięto tysiąc sklepów (licząc na okrągło) i nikt na prawdę nie wie dlaczego? Ewentualnie nie chce się przyznać. ;]

 

Ależ oczywiście, że takie właśnie powinno być prawo. Ale póki jeszcze (oby) takowego nie ma, trzeba czasem podejmować zdecydowane akcje prewencyjne. Np. takie, jakiej jesteśmy teraz świadkami.

 

Wszystko fajnie, tylko z powodu kilku kretynów (którzy się otruli), reszta ludzi chcących się zabawić, skieruje swoje kroki do dilerów i podziemia, gdzie dostaną równie niesprawdzony, ale przy tym nieopodatkowany i nielegalny towar, za który (dla chwili przyjemności) mogą spierniczyć sobie kartotekę na całe życie.

Potem media będą trąbić, ile to degeneratów żyje w Polsce - praktycznie same ćpuny, którzy tylko leżą po dworcach i ćpają. Nikt natomiast nie wspomni, że większość tych "ćpunów" to normalni, ciężko pracujący/uczący się ludzie, którzy raz na jakiś czas potrzebują się rozluźnić i nie koniecznie za pomocą alkoholu, bo taka moda była w czasach młodości ich rodziców.

  • Upvote 1

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Wyczułem ironię, tylko nadal nie rozumiem, dlaczego z łykających to świństwo robisz niczego nieświadome i bezbronne ofiary.

Jak by ktoś na jakiejś drodze zaznaczył, że nie obowiązują żadne ograniczenia prędkości i jakiś debli rozbił się przy 200km/h, to ma skarżyć kogoś za brak informacji, jaka jest sensowna prędkość maksymalna? Podobno jesteśmy ludźmi myślącymi, więc jeśli coś z góry nie jest ograniczone, to należy stosować ograniczenie wg zdrowego rozsądku. Jeśli natomiast ktoś się przekręcił od zżarcia kilku tabletek na raz, tym lepiej - słabe jednostki natura eliminuje i nie widzę sensu trzymania ich przy życiu na siłę.

W Niemczech całe dziesiatki lat nie było ograniczeń prędkości na autostradach i jakoś nikt tam nie jeździł 350km/h pomimo, że są takie samochody i kogo jak kogo, ale Niemców stać. Choć owszem prędkości 200/250km to był standard ale średnia ilość ofiar wypadków na 1000 mieszkańców była niższa niż w Polsce, gdzie dozwolona na autostradach prędkość to 130km/h.

Ograniczenie prawne nie powoduje poprawy bezpieczeństwa tak samo jak nie spowoduje, że dopalacze, czy inne substancje znikną.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Rozumiem, że jest jakiś przepis, który zabrania sprawdzania skutków spożycia środków czystości? A może jest przepis, który zabrania ich spożywania? O ile mi wiadomo, to nie ma. A nie spożywa się ich z prostej przyczyny - nie dają kopa na imprezie.

 

Ale ja nigdy nie twierdziłem inaczej. Też uważam, że powinny być sprzedawane jako np. suplementy diety. Problem w tym, że mamy ułomne prawo, które stara się być mądrzejsze od społeczeństwa i broni nas przed straszną ich szkodliwością. Skutek tej obrony jest taki, że nadal są na rynku, tylko z coraz gorszymi składnikami.

 

Rozumiem, że napis "nie do spożycia", nazwa "dopalacze" oraz informacje na niektórych pudełkach oraz na stronie Internetowej, to nie są wystarczające przesłanki, aby zachować umiar i ostrożność. O zwykłym rozsądku już nawet nie wspominam.

Ale zdecydowałbyś się w końcu, jakie masz w tej sprawie podglądy.

Przez parę ostatnich postów zgadzasz się ze mną (więc nie wiem po co jeszcze rozmawiamy, skoro zgodziłeś się w tej kwestii, a o nic innego mi nie chodziło), że dopalacze powinno sprzedawać się jako produkt do spożycia (wręcz suplement diety), a jednocześnie nie widzisz problemu w sprzedawaniu ich jako "produktów nie do spożycia". No to chyba albo-albo, nie? Nie można jednocześnie popierać sprzedawania ich jako produktów nie do spożycia i być zwolennikiem dopalaczy jako suplementu diety. I uprzedzając odpowiedź - doskonale zdaję sobie sprawę, że taki a nie inny sposób sprzedaży tych środków podyktowany jest dziurawym prawem, ale jak już się zgodziliśmy, prawo należy modyfikować.

 

Wyczułem ironię, tylko nadal nie rozumiem, dlaczego z łykających to świństwo robisz niczego nieświadome i bezbronne ofiary.

 

Gdzie robię z nich bezbronne ofiary???

Twierdzę (i z tym też się już zgodziłeś), że osoba zażywająca te środki powinna mieć nie tylko możliwość przeczytania o skutkach niepożądanych (żeby móc zdiagnozować u siebie pierwsze objawy przedawkowania, zanim będzie za późno), ale też składania reklamacji czy nawet dochodzenia swoich praw przed sądem, jeśli dany środek spowodował, oprócz odlotu na imprezie, problemy zdrowotne. Tymczasem sprzedawanie dopalaczy jako artykułów kolekcjonerskich uniemożliwia powyższe. I tutaj znowu uprzedzając odpowiedź - wiem, że to znowu problem prawny, ale jak sam twierdziłeś, prawo w tej kwestii jest ułomne.

 

Jak by ktoś na jakiejś drodze zaznaczył, że nie obowiązują żadne ograniczenia prędkości i jakiś debli rozbił się przy 200km/h, to ma skarżyć kogoś za brak informacji, jaka jest sensowna prędkość maksymalna? Podobno jesteśmy ludźmi myślącymi, więc jeśli coś z góry nie jest ograniczone, to należy stosować ograniczenie wg zdrowego rozsądku. Jeśli natomiast ktoś się przekręcił od zżarcia kilku tabletek na raz, tym lepiej - słabe jednostki natura eliminuje i nie widzę sensu trzymania ich przy życiu na siłę.

 

Masz talent do błędnych analogii. Każdy (nawet nastolatek) wskaże Ci bez problemu potencjalne skutki za szybkiej jazdy samochodem, ze śmiercią włącznie. Tymczasem prawie nikt nie wskaże dokładnych symptomów przedawkowania danych substancji chemicznych. Domyślam się, że gdybym sam wziął po raz pierwszy taki środek, mógłbym odebrać groźny objaw (np. zawroty głowy), świadczący o złej reakcji organizmu, za zupełnie naturalny (w sensie, że tak ma być) efekt "odlotu" i zignorować go. Przy tego typu środkach info o skutkach ubocznych i zagrożeniu dla zdrowia wydaje mi się znacznie bardziej potrzebne niż w przypadku papierosów, ponieważ w przypadku dopalaczy mamy do czynienia ze znacznie większą różnorodnością substancji.

 

Jak by tylko to coś dawało (bez skutków ubocznych w postaci wymiotów lub oparzenia krtani), to pewnie sami byśmy chodzili i pili. ;]

 

Może Ty byś chodził :P

 

I tu się właśnie mylisz. Ta klauzula pozwala im sprzedawać środki, ale jednocześnie zabrania umieszczania takich informacji.

 

Ja to rozumiem. Wiem, że to prawny bubel. Ale bubel niebezpieczny dla zdrowia i życia ludzi. Dlatego walka z nim jest ok. Dyskusyjny jest natomiast sposób podjęcia tej walki, bo jak już się zgodziliśmy ponosi za sobą jakieś tam ryzyko. Jednak znacznie ważniejszą kwestią jest to, co dalej zostanie z tym fantem zrobione. Jeśli zostaną wprowadzone sensowne regulacje (nie mówię o tej ustawie co ją ktoś na kolanie przygotował), i dopalacze będą mogły wrócić do gry jako wspomniany suplement diety, to chyba wszystko będzie w porządku, nie? Jeśli zaś rząd da ciała po całości i zacznie wieloletnią walkę z wiatrakami, co spowoduje zejście dopalaczy do podziemia, będzie to ewidentny błąd rządu i wtedy trzeba będzie okazać swoją dezaprobatę w wyborach :P

 

Rozumiem, że jak byś prowadził placówkę badawczą, to chętnie byś się zgodził zbadać skutki spożycia czegoś, co ma być sprzedawane jako produkt kolekcjonerski?

 

Gdyby to była moja placówka, to dlaczego miałbym nie zbadać jakiegoś specyfiku, skoro zostało mi za jego zbadanie zapłacone? Przecież firma czy osoba, która dałaby mi go do zbadania, nie musi nawet mówić, w jaki potem sposób (i czy w ogóle), zamierza go sprzedawać.

 

Natomiast jako "produkt kolekcjonerski" ich badanie nie ma sensu.

 

Przecież to co potem sobie napiszesz na opakowaniu nie ma żadnego związku z tym, czy możesz daną substancję przebadać pod praktycznie dowolnym kątem.

 

Owszem, ale nie dlatego że nie może lub nie chce, ale dlatego, że one tak nie działają. To chyba oczywiste.

 

No nie bardzo. Masa powszechnie dostępnej chemii daje odlot. A to czy są skutki uboczne to inna sprawa. Przy dopalaczach też jakieś są.

 

Rozumiem, że może zamknąć jedną knajpę, bo ktoś kto w niej jadł i zatruł się czymś. Ale na jakiej podstawie zamyka wszystkie bez wyjątku? Rozumiem, że GIS ma jakąś nadludzką zdolność, dzięki której ustalił, że z w każdym sklepie był klient, który potem się otruł. Cudowna zdolność - wręcz imponująca i boska.

 

Stary, powtarzam chyba piąty raz - NIE WIEM, na jakiej dokładnie podstawie prawnej zostało to zrobione. Ty też NIE WIESZ. Więc może zostawmy ten temat w spokoju, bo do niczego nie dojdziemy.

 

Zamiast więc dopuścić do regulowanego obrotu tym wszystkim, to panowie z rządu chcą zepchnąć te środki tam, gdzie są teraz narkotyki - każdy kupuje i żre ile chce, bez kontroli, bez badań i bez prawa do odszkodowania w przypadku zatrucia.

 

Ależ ja jestem gorącym zwolennikiem uregulowanego obrotu. To co zrobi z tym rząd jest inną kwestią. Nie wiem, czy intencją zamknięcia tych sklepów w chwili obecnej jest w perspektywie długofalowej zepchnięcie handlu do podziemia. Równie dobrze ich zamknięcie może dać jakiś czas na dopracowanie prawnych regulacji. I wątpię, że ta sprawa zakończy się na jednej kadencji rządu.

 

Można więc było przygotować tą całą imprezę lepiej - sprawdzić, kto, co i gdzie sprzedaje, a potem zamknąć co potrzeba. GIS jednak poszedł na łatwiznę i zamknął wszystko od ręki. Normalnie miałbym to gdzieś, bo nie tyle GIS, co rząd ma takie wpadki dość często. Szkoda tylko, że tutaj ich pomyłka może kosztować dość dużo.

 

Można było, ale chodziło przecież o szybkość. Gdyby robić to tak jak mówisz, to sklepy reagowałyby na bieżąco. Taką zabawę w kotka i myszkę mamy od paru lat, dlatego właśnie powstają coraz groźniejsze mieszanki.

 

Czyli przyznajesz, że zamknięto tysiąc sklepów (licząc na okrągło) i nikt na prawdę nie wie dlaczego? Ewentualnie nie chce się przyznać. ;]

 

Jeśli pytasz o aspekt prawny to chyba już odpowiedziałem na to pytanie.

 

Nikt natomiast nie wspomni, że większość tych "ćpunów" to normalni, ciężko pracujący/uczący się ludzie, którzy raz na jakiś czas potrzebują się rozluźnić i nie koniecznie za pomocą alkoholu, bo taka moda była w czasach młodości ich rodziców.

 

Ciekawa teoria :P
  • Upvote 2

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Nie można jednocześnie popierać sprzedawania ich jako produktów nie do spożycia i być zwolennikiem dopalaczy jako suplementu diety. I uprzedzając odpowiedź - doskonale zdaję sobie sprawę, że taki a nie inny sposób sprzedaży tych środków podyktowany jest dziurawym prawem, ale jak już się zgodziliśmy, prawo należy modyfikować.

 

Skoro sam rozumiesz, dlaczego dzieje się tak, a nie inaczej, to dlaczego nadal się kłócisz? ;]

 

Ergo:

Szczerze powiedziawszy, to nie robi mi żadnej różnicy, z jaką etykietką będą sprzedawane (jako kolekcje czy suplementy). Zależy mi jedynie na tym, aby:

 

1. Państwo zamiast z tym walczyć w nieudolny sposób, zaczęło to kontrolować i zbierać na tym kasę na łatanie rosnącej dziury budżetowej. Jak na razie ich pracę można spuścić w kiblu, a kasa na tą pracę leci z naszych podatków.

2. Każdy nowy środek wprowadzony na rynek był badany przez kogoś więcej, niż użytkowników końcowych i dopuszczany/niedopuszczany do obrotu.

3. Cofnięto durne ustawy, które powstały w celu walki z dopalaczami, jednocześnie czyniąc je gorszymi od pierwowzorów.

4. Producent mógł jawnie napisać na opakowaniu/ulotce skład, dawkowanie, działanie oraz skutki uboczne - bez potrzeby naklejania "nie do spożycia" oraz dawkowania dla dinozaurów (patrz: cytat kolegi).

5. Aby nie zasłaniano kontrowersyjnymi decyzjami innych zmian w prawie, które bardziej by zainteresowały społeczeństwo - podnoszenie podatków.

 

[tutaj fragmenty, w których obaj się zgadzamy]

 

Jeśli zostaną wprowadzone sensowne regulacje (nie mówię o tej ustawie co ją ktoś na kolanie przygotował), i dopalacze będą mogły wrócić do gry jako wspomniany suplement diety, to chyba wszystko będzie w porządku, nie? Jeśli zaś rząd da ciała po całości i zacznie wieloletnią walkę z wiatrakami, co spowoduje zejście dopalaczy do podziemia, będzie to ewidentny błąd rządu i wtedy trzeba będzie okazać swoją dezaprobatę w wyborach :P

 

Wszystko w teorii wygląda ładnie i nawet to popieram. Jednak obaj znamy ten kraj i wiemy, że kiełbasa wyborcza dobrze smakuje przed wyborami, a po wyborach zostaje tylko niesmak. Jeśli natomiast sprawdzi się drugi scenariusz, to wszelkie krzyki po wyborach i po wprowadzonych durnych przepisach, będą bezwartościowe.

 

No nie bardzo. Masa powszechnie dostępnej chemii daje odlot. A to czy są skutki uboczne to inna sprawa. Przy dopalaczach też jakieś są.

 

Owszem, ale skutki skutkom nie równe. Natomiast w przypadku dopalaczy, to osobiście nie słyszałem, aby jedna czy dwie sztuki komuś zaszkodziły. Owszem, jak ktoś zjadł znacznie więcej, to pewnie mu coś tam było. Jednak rozsądek nakazuje, aby zasięgnąć języka u kogokolwiek, zanim zeżre się 5 sztuk na raz. Jakieś wytyczne zawsze się znajdą, co pokazuje cytat kolegi wyżej.

 

Stary, powtarzam chyba piąty raz - NIE WIEM, na jakiej dokładnie podstawie prawnej zostało to zrobione. Ty też NIE WIESZ. Więc może zostawmy ten temat w spokoju, bo do niczego nie dojdziemy.

 

Owszem, obaj nie wiem. Ja wiem natomiast, że nie słyszałem o prawie/przepisie, który pozwala uogólnianie danego przypadku na całą sieć sklepów oraz, że ktoś jest nie winny, do póki nie udowodni mu się winy. ;]

 

Nie wiem, czy intencją zamknięcia tych sklepów w chwili obecnej jest w perspektywie długofalowej zepchnięcie handlu do podziemia. Równie dobrze ich zamknięcie może dać jakiś czas na dopracowanie prawnych regulacji. I wątpię, że ta sprawa zakończy się na jednej kadencji rządu.

 

Straty właścicieli sklepów rosną, oburzenie niektórych rośnie, media mają pożywkę i zatruwają wiadomości tym szajsem robiąc przy okazji kryptoreklamę. Natomiast szara strefa zgarnia kolejne nieopodatkowane tysiące PLN na tych środkach oraz im podobnych pobranych z nielegalnych źródeł (tudzież z zagranicy). Ergo ludzie nadal to kupują, żrą i się trują, ale jest zasłona dymna dla mało ciekawych ustaw oraz straty z nawet głupiego VAT na te towary.

 

Można było, ale chodziło przecież o szybkość. Gdyby robić to tak jak mówisz, to sklepy reagowałyby na bieżąco. Taką zabawę w kotka i myszkę mamy od paru lat, dlatego właśnie powstają coraz groźniejsze mieszanki.

 

Jeśli liczyć czas od poprzedniej afery, to tempo jest wręcz zabójcze. ;]

Jak równie szybko będą wprowadzać nowe przepisy, to nie zdążą - dopalacze znajdą sobie nowy sposób lub nowe kanały dystrybucji.

 

Ciekawa teoria :P

 

Odsyłam do reportaży w TV i rozmów z ewentualnymi klientami - nie wiem jak Tobie, ale nie wyglądają mi na ćpunów z podkrążonymi oczyma itd.

 

Jeśli jednak mierzyć to w ten sposób, to (tak na oko) 90% mieszkańców tego kraju to alkoholicy - przecież mało kto wyobraża sobie tydzień, pod koniec którego nie idzie na imprezę lub przynajmniej nie napije się w domu kilku piw/kielichów. Od słuchania niektórych opowieści to już mi się słowo "szwagier" zaczęło kojarzyć z alkoholem, bo bohaterami połowy takich opowieści jest właśnie szwagier, do którego się poszło, albo który przyszedł do nas. Reszta to kumpel/sąsiad w domu lub na imprezie. No i niemal obowiązkowe urwanie filmu, powrót na czworakach i piwko na porannego kaca.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli jednak mierzyć to w ten sposób, to (tak na oko) 90% mieszkańców tego kraju to alkoholicy - przecież mało kto wyobraża sobie tydzień, pod koniec którego nie idzie na imprezę lub przynajmniej nie napije się w domu kilku piw/kielichów. Od słuchania niektórych opowieści to już mi się słowo "szwagier" zaczęło kojarzyć z alkoholem, bo bohaterami połowy takich opowieści jest właśnie szwagier, do którego się poszło, albo który przyszedł do nas. Reszta to kumpel/sąsiad w domu lub na imprezie. No i niemal obowiązkowe urwanie filmu, powrót na czworakach i piwko na porannego kaca.

w dziwnym społeczeństwie żyjesz, co to za rejon Polski ?

Takie opowiastki to się słyszało i opowiadało jak się miało po 17 latek by kolegom się pochwalić swoimi "mądrymi" wyczynami, jak mi ktoś teraz takie farmazony opowiada to mu współczuje.

Edytowane przez slavOK

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Podkarpacie. Natomiast kwestia to raczej miejsca/stanowiska pracy.

Jak siedzisz przy biurku w branży IT, to takie historie są rzadkością. Gdy jednak pracujesz fizycznie na magazynie z grupą ludzi, to nie ma dnia bez takich historii.

A że ludzi pracujących fizycznie jest więcej, niż tych za biurkiem, to statystyki są takie a nie inne.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Trochę zbocze z głównego wątku ;) Poseł PiS zawiadamia śledczych o śmierci obrońcy krzyża - Wiadomości - WP.PL - coś czuję, że będzie kolejna komisja, a później doczekamy się nowego świętego... Strach słuchać/czytać/oglądać jakichkolwiek wiadomości - sam już nie wiem czy żyję w Polsce XXI wieku, czy w jakimś ciemnogrodzie za czasów Piasta Kołodzieja...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Dołącz do dyskusji

Możesz dodać zawartość już teraz a zarejestrować się później. Jeśli posiadasz już konto, zaloguj się aby dodać zawartość za jego pomocą.

Gość
Dodaj odpowiedź do tematu...

×   Wklejono zawartość z formatowaniem.   Przywróć formatowanie

  Dozwolonych jest tylko 75 emoji.

×   Odnośnik został automatycznie osadzony.   Przywróć wyświetlanie jako odnośnik

×   Przywrócono poprzednią zawartość.   Wyczyść edytor

×   Nie możesz bezpośrednio wkleić grafiki. Dodaj lub załącz grafiki z adresu URL.

Ładowanie


×
×
  • Dodaj nową pozycję...